A ja trochę tę kobitkę rozumiem.
Też chciałam mieć dziewczynkę. Myślałam sobie tak: sama kiedyś byłam małą dziewczynką, więc wiedziałabym czego może potrzebować, jak ją wychować, jak kochać. A co ja wiem o małych chłopcach? Nic?
No, ale urodziłam chłopca. I wierzcie mi, to było trudne. Pierwsze dziecko, zero doświadczenia - jak mi go przyniesiono w szpitalu to patrzyłam na niego jak na kosmitę - kto to jest, zabierzcie TO ode mnie. Teraz wiem, że to był szok poporodowy.
W domu nie mogłam zaakceptować tego, że on tak bardzo mnie potrzebuje. Czułam się ubezwłasnowolniona, uwiązana. Moje ciało nie należało juz do mnie, tylko do niego (karmiłam piersią). No i byłam wciaż zła, że nie jest dziewczynką. Wyobrażałam sobie, że gdyby nią był, byłoby mi łatwiej....I tak te niedobre emocje we mnie narastały przez sześć tygodni....aż
mój synek się do mnie uśmiechnął...
Wtedy przepadłam. Zrozumiałam, że nie zamieniłabym go na sto dziewczynek, bo kocham go. Ale ta miłość nie była od pierwszego wejrzenia.
Nie palcie więc kobitki od razu na stosie za to, że jest rozczarowana. Może dojrzeje do miłości. To nie zawsze jest łatwe.