AHaa szykuj torbę! KasiaDe też tak pisała i w parę godzin później była już na porodówce
Coś mi się wydaję że możesz iść w jej ślady ;-) Trzymam kciuki!
Tak wogóle to nie dajmy się tym bólom pleców i nerwom.... to jeszcze tylko parę dni (lub godzin ;-)) Tyle to przecież da się wytrzymać!
Coś mi się wydaję że możesz iść w jej ślady ;-) Trzymam kciuki!Tak wogóle to nie dajmy się tym bólom pleców i nerwom.... to jeszcze tylko parę dni (lub godzin ;-)) Tyle to przecież da się wytrzymać!
. Po każdym badaniu - szalenie dla mnie bolesnym - miałam plamienia i schodziły mi takie brunatne gluty (nawet jeszcze następnego dnia). Po wtorkowym badaniu natomiast poza glutami z pakietu podstawowego wylazł mega galaretowaty glut brunatny i to był chyba ten czop
. Bóle, które miałam na porodówce co 2,5 min. rzeczywiście rozchodziły się od pleców na wysokości krzyża, przez boki do dołu brzucha - tak jak pisała bodaj Agnieszka. Brzuszek stawiał się i potrafił tak trzymać naprawdę długo (nie tyle to bolało co do przyjemnych uczuć nie należało - ale to też wiecie z własnych doświadczeń). I do tego wszystkiego mała udawała że jej nie ma tzn. nie ruszała się, bo po co? - wyszła z założenia że skoro i tak ją wszyscy osłu****ą i monitorują to co ona ma się wysilać; poczuła się zwolniona z obowiązku dawania innych oznak życia
. Teraz na szczęście odkąd wróciłam do domciu dokazuje za całe 5 dni
. No chyba że to cisza przed burzą ;-).