reklama

Październikowe Mamy 2010

Hej dziewczynki. Że też wam się chce jeszcze na jakieś wesela chodzić. Mi się generalnie nic już nie chce. Mały się tak rozpycha że mnie ciągle brzuch boli. Nad ranem już nospę wzięłam. Od soboty jesteśmy na nowym mieszkanku. Coś tam próbowałam sprzątać ale szybko mi brzuch twardnieje i tyle z tego mojego sprzątania. Poza tym przez cały tydzień małż przewoził jeszcze rzeczy ze starego więc dopiero dzisiaj zacznie coś tutaj grzebać. Dzisiaj mam zamiar go pogonić żeby wszystkie niepotrzebne rzeczy remontowe powynosił bo już mnie wkurzają. Czekam na kuchnię jak na zbawienie ale to potrwa jakieś 3 tygodnie :) Na razie chodzimy na obiadki do jednych i drugich rodziców. Jak będzie kuchnia to graty kuchenne z pokoju malucha znikną i będzie można przygotowywać na przyjście małego.
Wczoraj wreszcie zdaliśmy klucze i spłaciliśmy do końca kredyt. Oczywiście nie obyło się bez nerwów. Od rana ryczałam bo okazało się że ten ich bank nie przelał całości tylko część i nam kazał resztę dopłacić a wtedy on nam zwróci. Tak więc wczoraj debet musiałam zrobić. W dodatku czekał na najwyższy kurs franka i mieliśmy dostać 5 tys a dostaniemy tysiąc z kawałkiem. Pier... bank. Nie polecam millenium.
No ale teraz czekam na pismo z naszego banku o spłacie kredytu i będę starała się zapomnieć ile na tym straciliśmy i nie patrzeć na kursy franka :-)
Generalnie wczoraj pół dnia przeryczałam i już się bałam bo mały nie dawał znaku życia. Za to wieczorem jak mi dał do wiwatu to myślałam że nie zasnę.
A gdzieś o 2 w nocy śniło mi się że kotek jakiś miauczy. Po jakimś czasie się obudziłam i okazało się że faktycznie miauczy kotek na klatce, na naszym piętrze. Małż mówi że 1,5 godz miauczał. Wstałam i już miałam go zamiar wpuścić do nas i dać mleka :-) ale jak podeszłam do drzwi to chyba do mieszkania obok go wpuścili. Wygląda na to że sąsiedzi za ścianą mają kotka :-D
A wracając jeszcze do zachowania ludzi w stosunku do nas, ciężarnych to jestem zszokowana tym co niektóre z nas przeżyły. Okropna znieczulica jest wśród ludzi.
To się trochę rozpisałam :-)
 
reklama
A ja krążę koło lodówki jak krążownik jakiś i niucham co by tu zjeść:(:( Ratunku!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
dobre, to ja mam podobnie
dzis bylo szalenstwo poranne, jajeczniczka i kurkami, :-) a teraz sliwakmi sie objadam i cos bym zjadla, ale nie wiem co i tak mysle, ze bym sobie poszla na wesele bo tam pewnei bedzie tyle dobrego do jedzenia, bawiącym sie dzis udanej imprezy zycze :rofl2:

spar nowe zdjecie zauwazno a jak, a synek sie bedzie na rodzenstwie swoj talent cwiczyc

a dzis sie wybieramy na pordowke, sale obaczyc i zeby tych czerownych dywanow, szampana i wingoron sie nie spodziewac :-D:-D:-D

malutka tak od miellenium jak najdalej, zwlaszcza z kredytami...
a kiedy parapetowka :)
 
Ostatnia edycja:
oj ja kocham lazanie zwłaszcza mojego taty i mojej roboty. Wczoraj jadłam w restauracji bo moj kolega zachce wszystko co tam je i takie g....wna nigdy nie jadłam. Nasmieszniejsze ze ja jeszcze kocham te mrozone coprawda nie nazawałam bym tego lazania ale i tak je kocham
 
Dziękuję Wam dziewczyny za miłe słowa otuchy i pocieszenia. Wczoraj to miałam okropny dzień, w sumie mieliśmy. Tak mi szkoda mojego męża. Chodzi taki struty, pyta co by było gdyby się temu chłopakowi coś stało, pyta czy nie będę się bała z nim jeździć itp. W ogóle ten chłopaczek którego potrącił nie jest bez winy, bo przejechał przez drogę na rowerze, w jednej ręce puszka coca-coli a drugą trzymał tylko rower... zamiast zejść z roweru i przeprowadzić go z jednego końca na drugi. Do tego nawierzchnia była śliska bo to było po deszczu. W poniedziałek czeka męża wyjaśnianie tego w pracy i pewnie sterta papierów do załatwienia jeszcze w związku z tym wypadkiem. Niestety całe szefostwo wczoraj było poza Krakowem.
Szkoda mi męża jak tak patrzę na niego, bo widzę że się męczy wyrzutami, myślami. Staram się go jakoś pocieszać,ale ciężko bo wiem że to bardzo przeżywa.

Na dodatek teściowa mnie znowu wkurza, od 4 rano dziś chodziła i się wkurzała na wszystko,na G. znowu najeżdżała. Na szczęście wyjechali teraz z teściem i wrócą w niedziele pod wieczór, więc chata wolna jakby nie było.

Zamierzam pranie dzisiaj zrobić i nic innego szczególnego. Nadal z G. w łóżku jesteśmy, pogoda za oknem barowa więc można poleniuchować.

natolin baw się dobrze na weselu. Ja Cię podziwiam, bo ja chyba nie dałabym rady już iść- ciężko się poruszać z takim brzuchem i do tego te moje nieskordynowane ruchy, przez które nawet upadek zaliczyłam.
Iduś a Ty nosek do góry!
malutka cieszę się,że już w nowym mieszkaniu jesteście i wszystko idzie do przodu.


A my z mężem będziemy starać się załatwić sobie mieszkanie...... bo ja z teściową nie wytrzymam:-(:-(.
 
Która tam ma ładną pogodę proszę przesłać dalej, u mnie leje, jakoś wszyscy przez to jacyś tacy "z kijem nie podchodz" boje się odezwać. Mała mi jak tylko macie możliwości to szukajcie mieszkanka. Ja mieszkam co prawda jeszcze na razie z małżem w moim rodzinnym domu, ale psychicznie nie wyrabiam. Wszyscy sie czepiają i są najmądrzejsi!! A co dopiero z teściową - tragedia! Wiem nie powinno się wrzucać wszystkich do jednego worka, ale można szybko poznać się na człowieku i albo czuć się dobrze, albo źle! Także w tej kwestii powodzenia!

Ja noc miałam też okropną, nie przyzwyczaje się do tego. Płacze już. Wszystko sprawia mi ból, i to sikanie. Dzisiaj wskoczyłam na małża:D trochę się z dziwił:D hehe

słoneczka życzę na popołudnie i buziolki dla brzusiaczków:):*
 
No no i co tu nagle taka cisza:)?
Normalnie to już z 3strony bym miała do nadrabiania:)
czyżby wpływ na to miał weekend? Ja oczywiście przybita jestem!! Ech.. jeszcze pogoda nie rozpieszcza. Nie mówię, żeby był upał, ale żeby słonko zaświeciło bo strasznie ponuro bez niego!
 
oj zawsze w weekendy jest mniejszy ruch. PRzez ta pogode to mi sie nie chce nic robic. Ogarnełam przynajmniej tak ze mimo sie siedzi w czystosci. Bałagan tylko w łózeczku i na szafie. A jak mam czas byc na biezaco to mało kto co pisze.
Wiec z nudów tylko jem i tyje
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry