Widzę że fajny wątek powstał..
To ja wam opowiem mój poród...
40 tc a na ktg zero skurczy rozwarcie na 1.5 cm... lekarz stwierdził że trzeba czekać..
41 tc nadal brak skurczy... rozwarcie na 1.5 cm.. nadal czekamy...
42 tc nadal brak skurczy.. rozwarcie na 1.5 cm ... czekamy... mimo już byłam psychicznie wykończona, zaczęłam robić wszystko by te skurcze się pojawiły... ale skutek był taki że odkleił mi się czop.. pojechałam do szpitala... skurczy nadal brak.. rozwarcie na 1.5 cm.. rycze i proszę by coś ze mną zrobili... łaskawie podali mi zastrzyk na rozluźnienie szyjki macicy.. po czym myślałam że umrę... miałam duszności było mi nie dobrze... tragedia... całą noc leżałam pod ktg... skurczy zero... obok rodziła kobieta i uwierzcie co ja się nasłuchałam!!! Rodziła drugie dziecko.. wzywała wszystkich świątych i całą rodzinę.. ale położne i lekarze na nią wrzeszczeli że ma się zamknąć itd... pomyślałam sobie że trafiłam do piekła!!! To był szpital w Nowej Soli.. który cieszył się dobrą opinią..
Całą noc przeleżałam... rano przyszedł lekarz zbadał mnie i powiedział że brak akcji i mogę iść do domu...
Popłakałam się.. ale i cieszyłam że z tamtąd idę..
43tc i 3 d rano odeszły mi wody... spanikowałam! Zadzwoniłam do prywatnego szpitala.. oni mi mówią że nie mają miejsc więc ich wybłagałam by znaleźli dla mnie jedno choćby na korytarzu.. ok pojechałam była godzina 14... po badaniu okazało się że rozwarcie na 8 cm... a na ktg prosta krecha skurczy brak. Zrobii mi lewatywę, kompiele gorące z masażem sutków by ruszyć macicę a ona ni hu hu...
Godzina 17 przyszed lekarz zbadał mnie.. powiedział że nie możemy już wywoływać porodu bo ciąża jest za długo przenoszona, a niepokoi go fakt że dziecko nie zeszło do kanału rodnego i ma rączkę przy głowie... i odrazu zgodziłam się na cc. Dostałam serię kroplówek i zastrzyków... o godzinie 18 już leżałam na stole operacyjnym. O 18:06 Czarek przyszedł na świat.. nie zapomnę tego uczucia... tego pierwszego płaczu!! Boże cudowne uczucie.
Gdy znieczulanie puszczało, dostałam serię kroplówek przciwbólowych by złagodzić ból.. przetrwałam noc. Godzina 6 rano... przyszła położna i mówi do mnie " wstajemy" jezu nie wyobrażałam sobie jak ja nogę do góry podniosę!!! Bo ciągło w pachwinach aż po kolana.. Ale jakoś dałam radę.. 2 dni dochodziłam do siebie... a później gdy ściągneli mi szew już śmigałam jak kuzka
Teraz bym chciała rodzić sn ale jak się nie da to się nie załamię... moim zdaniem cc nie jest niczym strasznym, a my kobiety jesteśmy w stanie przetrwać każdy ból.. do tego już jesteśmy stworzone


Chciałam dodać że nie jestem za... cc na życzenie bo to nie o to chodzi.. ale powikłania po cc zdarzają się częściej niż po sn... cc to operacja.. mi np. długo macica nie mogła się zagoić... ponad rok miałam krwawienia z blizny...