Sorki dziewczyny, że nastraszyłam ;-) Ja to ogólnie przed pierwszym porodem nastawiałam się na najgorsze, że będzie strasznie boleć, że będzie niemiły personel itd - wolałam być na to psychicznie nastawiona. I przyznam że dobrze mi to zrobiło, bo potem byłam pozytywnie zaskoczona. Sam poród dobrze wspominam, tylko potem to nacięcie mi długo dokuczało. No ale wiadomo - różnie kobiety to odczuwają. Inne kobiety z mojej sali tez miały nacięcia a normalnie siedziały i chodziły, więc to reguła nie jest. Tylko mi jakoś to dokuczało. A poród miałam wywoływany w 38 tyg od zera, przy zerowych skurczach i rozwarciu, więc jak szłam na porodówkę to się spodzie wałam, że mnie tylko wymordują niepotrzebnie wiele godzin i nic z tego nie będzie. A tu 6h po podłączeniu oxytocyny mały się urodził - więc ekspresem. I to nie było 6h bólu, bo skurcze bolesne gdzies dopiero po 1h od podłączenia kroplówki, potem trochę pocierpiałam i zaraz było odpowiednie rozwarcie żeby zoo podać. Potem to w ogóle lajcik, bo nic kompletnie nie czułam i siedzieliśmy z mężem sobie muzy słuchaliśmy i gawędziliśmy. No i potem parte to czułam, ale to jakaś godzina była i po krzyku. Mam nadzieję, że się zrehabilitowałam tym opisem :-)
Fazerkamm - ja też się bałąm takiej sytuacji że mąż nie zdąży do mnie dojechać, to on mnie wtedy oświecił, że żyjemy w cywilizowanym świecie i zadzwonię po taxi, a on od razu do szpitala pojedzie. Także to jest dobre rozwiązanie.