Nie mogę zasnąć po karmieniu, myślałam o tym forum, że chcialabym się z Wami podzielić tym co się dzieje i wieloma myślami.
Bardzo się dzisiaj wzruszyłam. Otóż Tosia dostała piękny prezent, karuzele z melodyjkami nad łożeczko. Prezent od rodziców mojej przyjaciółki, którzy mieszkają na drugim końcu Polski. Jak to napisali "drobiazg od przybranych dziadków"

wiecie, jakie to miłe. Taka świadomość, że Tosieńka jest ważna dla kogoś z daleka : "jesteście bliskie naszemu sercu" ... Tyle Was tutaj jest na forum, tyle osób śledzi los takiego Maleństwa. Poruszyła tyle osób, tyle serc nieznanych i z daleka. Piszę to wszystko ze łzami, a Tosia sobie smacznie śpi obok...

Bardzo chce żeby została w sercach wielu ludzi. Nie wiem, czy będzie miała szansę dorosnąć, zrobić coś o czym marzy przeciętny człowiek. Cudowne jest to, że już potrafi zostawić po sobie ślad. Nie wiemy jak potoczy się ta historia, ale na pewno na zawsze ją wszyscy zapamiętają. Dzielną, silną dziewczynkę, której miało nie być.... Która jest, żyje i wzrusza ludzi bliskich i obcych. Chcę żeby była ważna dla mojej rodziny, przyjaciół. Żeby wszyscy ją zapamiętali na zawsze.
Moje dwie przyjaciółki przeszły moje oczekiwania. Są dla mnie tak pomocne jak nikt. Nie spodziewałam się, że okażą się największym wsparciem, głównie "technicznym"

Poprasują, nakarmią, poukladają, z psem wyjdą. Jeszcze do tego wszystkiego nasza suczka została ugryziona, rana zaczęła się babrac.... Na szczęście przyjaciółka-weterynarz wszystkim się zajęła, nawet nie musieliśmy z nią jeździć, sama wszystko nam pomogla ogarnąć. Taka ulga i odciążenie. To są prawdziwi przyjaciele.
Tata Tosi cały tydzień chorował, przeniósł się do drugiego pokoju, izolacja od Małej i ode mnie. Cały tydzień sama wszystko musiałam robić. Niestety od dwóch dni też jestem przeziębiona. Bardzo się boję, żeby Tosia nie zachorowała. Jednak co mogę zrobić, przecież nie wyjdę.... Pije tylko moje mleko, może to jej coś pomoże.
W czwartek byłyśmy w poradni neonatologicznej. Tam kolejka oczywiście godzina ustalona swoje a kolejność przyjścia swoje..... Pani dr okazała się być bardzo miła, Tosia też zrobiła na niej wrażenie. Wpisała pełno skierowań, gdzie tylko chciałam. Jeszcze podzwonila po rejestracjach że mają nam szybki termin dać. Była wstrząśnięta opowieścią, jak nas potraktowali w szpitalu, że Tosia została Ola a bez badań itd.
Potem miała usg główki, które niestety potwierdziło pewne wady w mózgu, zaleconi rezonans, ale to musi skierować neurolog. W rejestracji Pani spinała nam terminy, a bez kolejki przyjęła nas Pani laryngolog. Tosia ma bardzo krótkie wędzidełko pod językiem, które trzyma jej język i utrudnia ssanie. Do tego ma przerosniety język. Wiele osób, mówiło, że podcinanie jest ryzykiem krwawienia i komplikacji. (lekarz prowadzący w szpitalu twierdził że to duże ryzyko, duża rana i nie warto). Po długim namyśle Pani dr wzięła nożyczki i przecieła. Tosia prawie nie drgnelam, kilka kropek krwi i po sprawie. Nagle może wypiąć język i swobodnie nim ruszać. Mega dużo jej to dało, pije mleko szybciej, nie dusi się już tak. Lepiej oddycha. Pani dr również zaskoczona historia że szpitala. Te wszystkie wizyty mamy w szpitalu dziecięcym. Mówiła, że powinni nas przewieźć na patologie noworodka do dziecięcego. Tutaj by wszystkie badania jej zrobili. Ze nieważne jakie dziecko ma rokowania, zajmują się każdym na równi. Wg niej to się nadaje co najmniej na skargę do dyrekcji szpitala. Rozważamy to.
Mieliśmy też wizytę w poradni rehabilitacji. Dr zaleciła rehabilitację, zaczynamy 20.11.
W poniedziałek mamy wizytę u kardiologa i logopedy.
We wtorek naurolog, ortopeda i badanie bioderek. Można? Można

Zapytam o szczepienia. Bo chyba jednak chcielibyśmy ją zaszczepić, ale to jeszcze temat dyskusyjny.
Więcej napiszę innym razem, bo nie wstanę o 4....