Znowu mnie
Ewcik rozbawiłaś, ale tym razem swoją niechęcią do wesel i sukien ślubnych

Ja też nie miałam wesela. Ależ tez nasze śluby były romantyczne!
Co do Twojego kotka, to strasznie mi go żal biedaczka. Wiesz, ja między innymi dlatego jeżdżę samochodem jak żółw (czym narażam się na obelgi wykrzykiwane przez innych kierowców) bo przeraża mnie myśl, że mogłabym przejechać zwierzę, które mogłoby wyskoczyć nagle... I nic mnie bardziej nie wkurza niż kierowca, który potrąci zwierzę i jedzie dalej nie sprawdzając co mu zrobił, bo czasem można zwierzę uratować, ale jak się go zostawi na jezdni, to zabije je następny samochód! Wiem to, bo mam manię zbierania takich biednych zwierzaków (jak żyją) i zawożenia do weterynarza.
A wracając do podróży, to u mnie wszelkie wypady wyglądają tak, że Mariusz rzeczywiście sobie wypoczywa, a ja mam dwa razy więcej roboty niż w domu, bo o ile mały w domu da się uśpic tacie, albo świetnie się z nim bawi i ja mam troszkę czasu dla siebie, to w obcym miejscu chce przy sobie mieć mnie i to przez cały czas!! Więc dla mnie każdy wyjazd jest po prostu UDRĘKĄ!!
A za Jera trzymam kciuki! Macias był zawsze duzym chłopcem, jak się urodził ważył 4,200. Pediatra mówił na niego Pudzianowski wsród niemowlaków

Do tej pory jest na górnej granicy siatki centylowej, a piszę o tym dlatego, że właśnie przez swoją wielkość (tak twierdził lekarz) Macias późno zaczął trzymać główkę, siadać, raczkować itp. Na początku się martwiłam, że cos jest nie tak, ale mimo że z opóźnieniem, to wszystko rozwija się ok. Teraz jest zupełnie sprawny i pieruńsko silny
pozdrawiam