ja Wam sie wcześniej nie przyznałam, ale w sobotę wózek uratował moje dziecko przed jego własną MATKĄ!!!
byliśmy u znajomych i Karola zasnęła. Wystawiłam ją na taras w wózku. W pewnym momencie zaczęła popłakiwać, więc ją wzięłam na ręce i nakarmiłam. Odkładając, ona wykonała jakiś ruch, a ja trzymałam ją praktycznie w jednej ręce... I gdyby nie wózek, wypadłaby mi na beton.
Myslałam, że zemdleje, nogi ugięły mie się. Karola strasznie płakała. Myslałam, że coś jej uszkodziłam (główkę, bo nią uderzyła o poręcz wózka, albo szyjkę)
straszne chwile. potem zasnęła i szybko podniosła rączki (jak ja to mówię) na znak kapitulacji. Uspokoiłam się trochę. Potem macałam jej główke tam, gdzie uderzyła, ale na szczęście nawet siniaka nie było... uffff