Rany, jaki ten shiraz dobry... Jak juz sie stad wyprowadze bedzie mi go strasznie brakowalo. Tak, tak, wiem - jest mnostwo shiraza na rynku, ale glownie tego z Australii lub poludniowej Afryki - sa wysmienite, to nie ulega watpliwosci, ale ten meksykanski z winnic L.A.Chetto poza wybornym smakiem niesie ze soba wspomnienia.
Winnice owe polozone sa w Baja California. To na tej skalistej pustyni polozonej nad Pacyfikiem rosla moja milosc - najpierw do malzona, pozniej do Zeberki. Z perspektywy 2 lat spedzonych w Puebla widze, ze zycie tam - na wysypisku Stanow Zjednoczonych Ameryki - bylo pelne radosci. Radosci, pomimo wielu swinskich zagran niektorych ludzi. Wspominam te czasy z nostalgia. I pomyslec, ze gdybysmy nie przeniesli sie tutaj w poszukiwaniu lepszego jutra - dzis, zyjac tam, robilabym wymarzony doktorat, pracowalabym nadal na uniwersytecie, Konstancja chodzilaby do panstwowego zlobka, a cala nasza trojka otoczona bylaby niewielka, ale sprawdzona gromadka przyjaciol. Dzis nie mamy ani lepszego zycia, ani szczerych przyjaciol, ba! - poza jedna niedawno zaprzyjazniona rodzina, nie mamy zadnych przyjaciol. Nawet krewniacy meza maja nas gdzies - bo nie imprezujemy, bo nie dajemy na kosciol, bo Konstancja nie jest ochrzczona, bo nie skladam rak przed mezem, nie kule sie w sobie i nie robie tego, co pan i wladca kaze, bo maz mnie nie bije, nie pije i nie zdradza... O czym tu wiec ze mna mozna pogadac? lol
Jakiez to paradoksalne - z moimi rodzicami nigdy nie bylam blisko, ale jestem z nimi blizej niz kiedykolwiek bede z meza rodzina. Moj maz - mimo, ze slowa po polsku nie potrafi zamienic, ma wieksza wiez z dziadkami Kostki, niz ze swoimi krewnymi. Mieszkamy tu ponad 2 lata, rodzina malzona, ktora mieszka 2 km od naszego domu, byla z wizyta u nas 2 razy - pierwszy raz, gdy urodzila sie Konstancja, drugi raz, gdy trzeba bylo przetlumaczyc jakis tekst z angielskiego na hiszpanski... Zadzwonili do nas raz, zeby zapytac, czy jestesmy w domu zeby zrobic to tlumaczenie.
No! A tak poza tym chyba dojrzalam do pisania ksiazki, o ktora sie tak domagalyscie. Jest tylko jeden problem - trzeba przegrzebac forum w poszukiwaniu moich meksykanskich zapiskow (Meksykanskie zapiski to chyba niezly tytul, hehe). Kto ma czas i checi? Bo mnie glownie czasu brakuje, a jak juz go mam, to checi odplywaja...
Jako ze dziadkowie maja absolutnego swira na punkcie wnuczki, w PL. bede miala czas na czytanie ksiazek (wstyd sie przyznac, ale nie pamietam kiedy przeczytalam ostatnia...) i na pisanie czas tez sie znajdzie...
Swoja droga, nie wiem czy czytalyscie ksiazke pod tytulem: Biala Masajka. To historia Niemki (lub Astriaczki - nie pomne), ktora zakochala sie na zaboj w Masaju. W chwile podjela decyzje, by sedzic z nim zycie. Po kilku latach spedzonych w Afryce u boku czlowieka o diametralnie roznej kulturze, uciekla z Afryki nie majac absolutnie nic, poza niemowleciem w ramionach. Napisala ksiazke o zyciu tam, o tamtejszych zmaganiach dnia codziennego i o roznicach kulturowych, o tym jak milosc przeradzala sie w nienawisc, strach i bol. Te ksiazke przeczytalam zanim zamieszkalam w Meksyku. Zostala ona przetlumaczona na wiele jezykow i nawet nakrecono na jej podstawie film. Nigdy nie sadzilam, ze tak wiel bedzie mnie laczyc z kobieta, ktora te ksiazke napisala...