wczoraj pokazał mamusi, że umie pospać, a dziś od 6 rano śpiewak mały... na spacerze dopiero pod koniec przykimał więc poszliśmy dalej niż zwykle żeby choć troche pospał, a w domu znów śpiewy kwiki, marudzenia i tak w kółko. Cisza tylko wtedy gdy ma pyszczek cyckiem zatkany.
Boshheee ale dziś nie mam na nic weny, wszystko mi śmierdzi, uwiera i nie pasuje, nie wiem gdzie ręce włożyć, bo jak jużsię za coś zabieram to rozwałka -> rozsypana mąka, kot pomógł poroznosić po chałupie, podarte spodnie od piżamy bo jak sie przebierałam to jakoś glebe prawie zaliczyłam... itp itd... dzień kaleczniaka.