TAk jak już gdzieś wspomniałam urodziłam Igusię 2 kwietnia. Miała 56 cm i 3800 wagi. W sobotę już się nie mogłam doczekać i pojechałam ze znajomymi na spacer do Ojcowa. Przeszłam z 5 km

ale już mi było coś niewyraźnie. Po powrocie, za godzinę zaczęły się skurcze. słabe, co 10 min, dośc regularne. przyszła jeszcze do mnie marudna sąsiadka zmierzyć mi ciśnienie i siedziała prawie godzinę

a ja jak na szpilkach. ALe się jeszcze położyłam spać... około 3 stwierdziłam, że może będę miała lekki poród

i nie rozpoznam tych prawdziwych skurczy,,i urodzę w domu

chyba każda z nas ma takie myśli przed..
no więc dojechałam do szpitala (z folią w kieszeni, na wypadek gdyby mi wody odeszły w taksówce

), zbadała mnie chyba położna, kazała się przebrać i zaprosili mnie do sali .potem lewatywa, co jakiś czas ktoś mnie badał, podłączyli mnie do ktg i ..stwierdzili że skurcze słabe. No to myślę jakie te mocne będą do cholery !!!i tak wytrzymałam do 6. O szóstej z radością zarejestrowałam że odeszły mi wody


jakoś mnie to uradowało- że dzidziuś mi daje znak- że to już blisko..zadzwoniłam do swojego gina.
zapomniałam dodać, że na sali obok rodziła dziewczyna- tak strasznie wyła i zawodziła, że byłam przerażona. oczywiście z każdą minutą coraz bardziej, słyszłam wszytko i w końcu krzyk jej dziecka. Boże, jak ja jej wtedy zazdrościłam

no a u mnie się dopiero zaczynało..przyjechał mój gin, ja wlazłam do wanny, szalałam na piłce i przy drabinkach. skurcze silne a rozwarcie na 3 palce

no i podali mi oksytocynę. i zaczęła się jazda...cały czas chodziłam, kładłam się tylko na badanie i to mnie chyba uratowało. Mój Grześ zachował zimną krew

bardzo mi pomagał.
trochę przesadziłam z szybkim oddychaniem...ścierpły mi ręcę i cała twarz, nie wiedziałam co się dzieje. a później było ok. kazali mi wejść na fotel. cztery parcia i ....plum o 10.40 Igusia wylądowała mi na brzuszku. nie mogłam w to uwierzyć, o mało nie zemdlałam z wrażenia. nacięli mnie w dwu miejscach delikatnie- nie bolało bardziej niż skaleczenie palca. Potem szycie, ale to naprawdę nic...poszłam pod prysznic i zaraz dostałam małą do karmienia. No i koniec długachnej opowieści

najważniejsze jest nastawienie i myślenie o tym, że nie tylko nam jest ciężko, bo dzidzi jeszcze gorzej..i że z każdym naszym skurczem jej główka zbliża się do wyjścia. To naprawdę pomaga/ Powodzenia.
aaa, i nie darłam się, bo myślałam że w sali obok może leży jakaś przerażona dziewczyna, która jest na początku tej drogi

