reklama

Moja ukochana Córeczka Zuzieńka...

Temat na forum 'Pożegnania' rozpoczęty przez pola., 3 Grudzień 2012.

  1. pola.

    pola. Fanka BB :)

    ...
     
    Ostatnia edycja: 15 Maj 2016
  2. mama mika i olinka

    mama mika i olinka Zaangażowana w BB

    Modlę się za Ciebie i Twoja Rodzinę. Aniołek jest już niebie.
     
  3. reklama
  4. mama05

    mama05 prrrryy szaaaalona :))

    Pola
    ;((

    przyjmij moje wyrazy współczucia..
    ogromną tragedię przeżywacie:-(


    przytulam choć wiem ,że to kropla w morzu Twojej rozpaczy ....
     
  5. Malinkaizi

    Malinkaizi Mama pięciu dziewczynek

    Pola jesteś dzielną mamusią Ty walczyłaś o Nią do końca i Twoja córeczka też walczyła i na pewno nie uważa,że ją zawiodłaś to jej słabe ciało nie dało rady.Nic ci nie ulży dopóki będziesz w sobie pielęgnować to poczucie winy.
    A DLACZEGO ja pytam już od dwóch lat i nie znajduję odpowiedzi pozostaje mi wierzyć,że jest COŚ JESZCZE i,że jest tam dobrze.
     
  6. Bibiana

    Bibiana Fanka BB :)

    Pola....bardzo Ci współczuje....ból nigdy nie zelżeje....zawsze będzie taki sam....z czasem nauczysz się z nim żyć....pamietaj, że my Aniołkowe mamusie jesteśmy bardzo silne, a pomagają nam nasze Aniołki które zawsze są z nami....
    Zuzia jest Tam bardzo szczęśliwa....ale minie dużo czasu zanim się z tym pogodzisz.....choć bardzo trudno jest się pogodzić ze śmiercią dziecka....ale trzeba to zrobić dla naszych dzieci, aby nie musoiały dźwigać naszego smutku, przecież one są takie malutkie, a nasz ból tak wielki..... Jesteśmy z Tobą

    zapraszamy http://www.babyboom.pl/forum/pozegn...malam-jednego-w-ramionach-52692/index845.html
     
    Ostatnia edycja: 3 Grudzień 2012
  7. Justys84

    Justys84 Fanka BB :)

    bardzo Ci wspolczuje...
     
  8. Bardzo Ci kochana współczuję,cieszę się że wyrzucasz z siebie wszystko i napisałas to na forum.Napewno w jakiś sposób może ci to troszkę ułżyło.A na pytanie dlaczego,sama do tej pory nie mam odpowiedzi,i zapewne nigdy jej nie dostanę.Byłaś taka dzielna,dla dzieciątka zrobi się wszystko,poruszy całą ziemię aby mu pomóc.Musisz być nadal taka dzielna i silna.Musisz żyć,musisz spróbować pomimo tego co nam daje los.Świat jest niesprawiediwy,nigdy się z tym nie pogodzimy,do końca życia będzie się dzwigać ten ogromny ból i ciężar.Nie jest to uniknione.Skoro niechcesz nie będe zapalć światełka dla twojej niuni ale pamiętaj i wiedz,że ona patrzy na Ciebie z góry,i niechce napewno aby się mama smuciła i płakała.Pewnego dnia do Ciebie przyjdzie i powie mamo nie martw się,mnie jest tutaj dobrze,zobaczysz że kiedys pójdziemy do nieba i spotkamy swoje maleństwa a wtedy na zawsze już będziemy razem.
    Tulę Cię i modlę się do Boga o Ciebie,i o Twoją rodzinę która napewno rozpacza nad jej odejściem. :-(

    A to list aniołka do mamy,piękny i bardzo wzruszający
    “Kochana mamo,
    wiem, że mnie nie widzisz, nie słyszysz i nie możesz dotknąć. Ale ja
    jestem…istnieję …w Twoim życiu, snach, Twoim sercu…Istnieję.
    Kidy byłem tam na dole ,w Twoim ciepłym brzuchu godzinami
    zastanawiałem się,
    jak to będzie kiedy będę już przy Tobie, w tym miejscu o którym
    powiadałaś
    gładząc się po brzuchu wieczorami kiedy chyba nie mogłaś zasnąć.
    Ja wsłuchany w Twoje opowieści i kojący głos chłonąłem każde
    słowo ,każdą
    informację, a potem cichutko, że by Cię nie obudzić, kiedy wreszcie
    zasypiałaś…marzyłem. Wyobrażałem sobie te wszystkie cudowne
    miejsca i Ciebie
    ,jak wyglądasz…
    Patrzyłem na swoje dziwne nóżki i rączki u których nie wiem czemu
    było po
    dziesięć palców i zastanawiałem się czy jestem do Ciebie podobny.
    Chyba nie –
    myślałem – bo Ty pewnie jesteś piękna, a ja taki dziwny..
    pomarszczony…no i
    po co mi te dziesięć palców?
    A potem się wszystko jednego dnia zmieniło.
    Płakałaś głośno głaszcząc brzuch i już nie było opowieści. „To nie
    może być
    prawda” -mówiłaś godzinami. Słuchałem teraz jak płaczesz, krzyczysz,
    prosisz i
    błagasz.. A ja nie wiedziałem o co i dlaczego?
    Chciałem Cię bardzo pocieszyć więc wywracałem fikołki, żebyś
    poczuła, że ja tu
    jestem i Cię kocham. Ale wtedy ty płakałaś jeszcze bardziej.
    A potem nadszedł tez straszny dzień. Zobaczyłem, że ktoś świeci mi
    po oczach,
    straszne światło wpadło w głąb Ciebie. I nagłe wszystko zrobiło się
    czarne. A
    mnie coś wyciągnęło. I zrobiło się cicho. Ktoś trzymał mnie na
    rękach, ale to
    nie byłaś Ty. A potem usnąłem i kiedy otworzyłem oczy, wszystko
    wokoło mnie
    zalewał błękit we wszystkich odcieniach. Byłem ten sam, mały
    pomarszczony, z
    dziesięcioma palcami u rąk. Ale Ciebie nigdzie nie było.
    Obok mnie siedział mały rudy chłopczyk. Witaj – powiedział i
    uśmiechnął się do
    mnie.
    Gdzie moja mama? – zapytałem. On wtedy opowiedział mi wszystko. Że
    nie każde
    dziecko trafia do swoich rodziców. Że to nie ma związku z tym jak
    bardzo mnie
    chcieli i kochali, że teraz tu jest moje miejsce, pośród innych
    małych Aniołków.
    Że będzie mi teraz Ciebie Mamo, brakowało, ale musimy oboje nauczyć
    się żyć
    bez siebie. I musiałem nauczyć się tak żyć. Nie, nie było mi łatwo.
    Płakałem
    tak jak Ty. I cierpiałem tak jak Ty.
    Ale jest mi tu naprawdę dobrze. Mam tu wielu przyjaciół, wiele
    zabawy i
    radości. Ale nie szalejemy całymi dniami na łące, mamo. Pomagamy
    starszym
    ludziom przeprowadzić ich na spotkanie tu w niebie. Znajdujemy ich
    rodziny,
    mężów, dzieci, żeby mogli się spotkać tu w niebie. Możesz być ze
    mnie dumna,
    mamo. Jestem grzecznym Aniołkiem, naprawdę. No…czasami tylko
    robimy sobie
    psikusy i troszkę rozrabiamy..
    Wiesz kiedy się tu znalazłem jeden Aniołek ,mój Przyjaciel
    wytłumaczył mi że
    nie mogę się skontaktować z Tobą osobiście. Czasem tylko wolno mi
    pojawić się
    w Twoich snach …nic więcej.
    Ostatnio jednak zacząłem się robić przeźroczysty. I skrzydełka mi
    nie działają
    tak jak kiedyś. Mój Przyjaciel popatrzył na mnie smutny i…zabrał
    mnie na
    ziemię. Usiedliśmy na białym krzyżu i nagle Cię zobaczyłem.
    Wiedziałem że to
    Ty. Poznałem Twój głos. Stałaś tam w deszczu i płakałaś. Powtarzałaś
    ze bardzo
    cierpisz…tęsknisz… Przyjaciel popatrzył na moje skrzydełka i
    powiedział że
    musimy coś z tym zrobić, bo nie możesz tak dalej cierpieć. Musisz
    żyć, bo
    wobec Ciebie jest jeszcze wiele planów. Bo są gdzieś dzieci którym
    musisz
    pomóc przejść przez życie i otoczyć je miłością tak wielką, jak tą
    która
    powoduje teraz Twój wielki ból. Więc piszę, mamo ten list. Pierwszy
    i ostatni.
    Musisz wziąć się w garść, uśmiechać ,żyć. Ja Cię bardzo mocno kocham
    i wiem że
    to z mojego powodu płaczesz ale tak nie można. Każda Twoja łza
    powoduje, że
    moje skrzydełka znikają. Kiedy Ty się poddasz, ja też zniknę. Tu na
    górze
    istnieję dzięki tobie i Twoim myślom o mnie. Ale tylko tym dobrym
    myślom. Mamo
    uśmiechaj się częściej. Każdy Twój uśmiech to dla mnie radosna
    chwila. Dzięki
    Tobie mogę jeszcze zrobić tyle dobrego.
    Proszę, mamo, żyj dalej. Nie jesteś sama …pamiętaj o tym. Nie smuć
    się bo
    smutek powoduje, że znikam. Pamiętaj, że ja jestem cały czas przy
    tobie.
    Kocham Cię mamo…"
     
  9. ankka02

    ankka02 Fanka BB :)

    Pola bardzo Ci współczuję z powodu odejścia Zuzi :-( Wiem, że nie ma słów pocieszenia dla osieroconych rodziców. Ale wiem też, że kiedyś się oswoisz z tym bólem, choć on nigdy nie zniknie, nauczysz się z nim żyć. Ja pewnego dnia powiedziałam sobie, że nie chcę żeby moja córka widziała mnie ciągle zapłakaną, że chcę żeby mogła sobie powiedzieć: ta moja mama to nawet spoko babka. Zaczęłam się uśmiechać do nieba, do niej, choć to po prostu zwyczajnie bolało w środku. A jeszcze wcześniej płakałam, że chciałabym jakiś znak, że jej jest dobrze. I dostałam go, widziałam go nie tylko ja, ale i mój mąż.
    W oswajaniu bólu pomogła mi niesamowicie wiara. Porządna spowiedź w Dzień Dziecka Utraconego, porządna przemowa księdza, stanowcze mówienie mi, że nie mogę czuć się winna. A potem czuwania modlitewne, prowadzone przez tegoż samego księdza. Otwarcie się na Jezusa w Najświętszym Sakramencie, poczucie, że jestem blisko Niego, to także blisko mojej Zuzi. Wierzę, że kiedyś się spotkamy i będziemy tulić bez końca.
    Pytanie DLACZEGO jednak pozostanie na zawsze, zawsze będziemy tęsknić za dzieckiem. Będą dni mniej i bardziej pogodne, będą też takie, że rozpaczą będziemy sięgać dna :-(
     
  10. reklama
  11. gosiagro

    gosiagro Mama czerwcowa 2010

    Polu jeszcze raz moje wyrazy współczucia:-(
     
  12. sunovia

    sunovia Moderator

    Pola, tak strasznie mi przykro ...
     

Poleć forum