Wczoraj rano zaszło podejrzenie że mi wody odeszły, to było przed godz. 6. Nie zdążyłąm dojść do łazienki i coś mi po nodze pociekło, cała bielizna i wkładka mokra, a no i potem z moczem pewnie coś też poleciało.
Coągle miałam wątpliwości czy jechać czy nie, czy to wody, bo bóli nie dostałam

. Czasem się zdarzyło że nie utrzymałam moczu zamin dotarłam do wc w nocy albo przy kichaniu, ale to było po kilka kropelek, a teraz troche się tego polało
Zadzwoniłam do gin, kóry kazał stawić się mi w szpitalu, więc pojechałam.
Nie liczyłam że tak od razu mnie zostawią i to na porodówce

, no ale to podejrzenie odejścia wód płodowych.
KTG nic specjalnie nie wykazało zresztą nic za wiele mnie nie bolało, a jak mnie doktorka zbadałą powiedziała że ona nie stwierdza odejścia wód płodowych i mam się położyć na patologii, wrrr.........

Ale byłam zła, dlaczego wcześjniej tego nie wybadali i nie puścili mnie do domu.

No ale takie mają zasady, że muszę zostać na obserwacji. :-(
Zrobiono mi morfologię, mocz, potem usg, na którym wyszła prawidłowa ilość wód płodowych, pani dr powiedziął że główka jeszcze nie jest strasznie nisko osadzona w kanale rodnym, a dzidzi waży 3270g.
Nie chciałam zostawać, ale położna powiedział mi że teraz to już w terminie porodu jestem i tylko na własne żądanie mogę wyjść.
Miałam dylemat, gdyby nie to że Wikuś w domu, a wczoraj przez telefon powiedział do mnie "KOCHA" (czyt. Wikuś kocha mamę) kiedy to łzy mi pociekły z żalu, może bym i została ale nie widziałam żeby coś się miało dziać a pozatym to weekend.
Zostałam do rana tak na wszelki wypadek i wyszłam na własne żądanie. Miałam jeszcze wczoraj i dziś rano robione KTG, które znikome skurcze wykazało.
Teraz siedzę w pracy u męża i czekam do 13-stej kiedy to w końcu będę w domu.
Ufff.... mam nadzieję że teraz dzidzi tak szybko mi nie wywinie żadnego numeru i nie będę musiała zaraz tam wracać dziś.
Chcę żeby się szybko rozkręciło, pojechać tam, urodzić, wymagane trzy dni poleżeć i do domu.
