natalka_25
Sierpniowa mama'07
Mały śpi więc może ja opisze swoje przeżycia niebede tego po napisaniu czytać bo nieche do tego wracać:
22 sierpnia stawiłam się według zalecenia swojego gona na oddział patologii ku mojemu zdziwieniu niebyło miejsca i mnie nie przyjeli bo było brak postępu zero skurczy rozwarcia nic. Ja czułam podświadomie że musze do końca tygodnia urodzić nieumiem tego uczucia opisać to niebyłam wygoda czy zniecierpliwienie poprostu przeczucie. Mój mąż i ja stwierdziliśmy oddwaniamy całe województwo gdzieś muszą Cię przecież przyjąć a wszędzie brak miejsc tylko po 14dni po terminie lub z porodem a ja miałam termin na 13 i 17 sierpnia... Rano 23 wsiedliśmy do samochodu pozyczylismy kase i w drogę. Wcześniej sprawdziliśmy w internecie gdzie można się udać jakie są warunki i jak wygląda opieka nad noworotkiem. Zdecydowaliśmy Gdańsk- klinika Swissmed. Zatelefonowaliśmy powiedzieliśmy w czym rzecz i kazano nam przyjechać. Drogę zniosłam świetnie ok 3,5godziny jazdy cały czas zastanawiałam się czy dobrze robimy czy nieryzyykujem za bardzo przeciez niezanłam miejsca tylko sprawdzilismy jak wypada na tle innych szpitali był 2 w polsce. Po przyjeżdzie zbadano okazało się że lekarz żle określił termin porodu bo mały był już ok 12dni do 14 po terminie. Podłączono mi oksy gdzie zaczeły się robić skurcze. Po odłączeniu lekarze czekali na rozwój wydarzeń ale cisza skurcze ustały. 24 sierpnia rano obudziłam się zrobiono mi badani brak postępu porodu podano mi żel. Po paru godzinach ok 15tej zaczął mnie boleć brzuch czułam ze coś się dzieje. Przyszedł lekarz i mnie zbadał jest rozwarcie na 1,5 czekali do 3-4cm przebili błony kolor ok. Po przebiciu rozwarcie szło dalej. Czułam coraz mocniejsze skurcze podano mi zzo. Pomogło czułam się lepiej choć skurcze były ok 21 już nie do wytrzymania. Położna i lekarz stwierdzili rozwarcie na max działamy! Skurcze były juz chyba co 2-1min czułam jak główka się przesuwa byłam na wpół przytomna mimo znieczulenia. Lekarze proszą żebym parła a tu nic brak skurczy partych więc sama musiałam przeć i oddychać zarazem podano mi tlen bo czułam że trace siły...
Nagle lekarze podjeli szybka decyzje widzą mnie w takim stanie przezucili mnie na stól i na blok operacyjny. Podano mi znieczulenie ogólne brak całkowitej świadomości jakbym spała dziwne uczucie...Cały czas na sali porodowej i na sali opreacyjnej byłam ze mna moja mama. Pamiętam tyle że przewieziono mnie do pokoju juz po ja zamroczona cały czas pytałam o Patryka mojego synka bałam się...Wsadzili go do inkubatora bo miała zmarzniete nózki i rączki do dziś mu tak zostało. Na drugi dzień gdzie byłam bardziej kumata przywieziono pakazać mi maluszka łzy mi leciały niemogłam się uspokoić ze to po wszystkim. Potem przyszedł ordynator okzało się że mały się zaklinowała i miał zawinięta dwa razy wokół szyi pępowine która była za krótka by mogł wyjśc noramalnie. Niewiem co by było gdybym nietrafiła do tego szpitala. Jak o tym myślę łzy same lecą po policzkach. Cieszę się że wszystko skończyło się dobrze że maluszek jest zdrowym i silnym chłopcem. Myślę że czuwa nad nim jakis jego aniołek opatrzbności i że dzięki niemu dane nam było się spotkać...
Nie bede pisać bardziej szczegółowo o tym wszystkim bo by jeszcze pisać...
22 sierpnia stawiłam się według zalecenia swojego gona na oddział patologii ku mojemu zdziwieniu niebyło miejsca i mnie nie przyjeli bo było brak postępu zero skurczy rozwarcia nic. Ja czułam podświadomie że musze do końca tygodnia urodzić nieumiem tego uczucia opisać to niebyłam wygoda czy zniecierpliwienie poprostu przeczucie. Mój mąż i ja stwierdziliśmy oddwaniamy całe województwo gdzieś muszą Cię przecież przyjąć a wszędzie brak miejsc tylko po 14dni po terminie lub z porodem a ja miałam termin na 13 i 17 sierpnia... Rano 23 wsiedliśmy do samochodu pozyczylismy kase i w drogę. Wcześniej sprawdziliśmy w internecie gdzie można się udać jakie są warunki i jak wygląda opieka nad noworotkiem. Zdecydowaliśmy Gdańsk- klinika Swissmed. Zatelefonowaliśmy powiedzieliśmy w czym rzecz i kazano nam przyjechać. Drogę zniosłam świetnie ok 3,5godziny jazdy cały czas zastanawiałam się czy dobrze robimy czy nieryzyykujem za bardzo przeciez niezanłam miejsca tylko sprawdzilismy jak wypada na tle innych szpitali był 2 w polsce. Po przyjeżdzie zbadano okazało się że lekarz żle określił termin porodu bo mały był już ok 12dni do 14 po terminie. Podłączono mi oksy gdzie zaczeły się robić skurcze. Po odłączeniu lekarze czekali na rozwój wydarzeń ale cisza skurcze ustały. 24 sierpnia rano obudziłam się zrobiono mi badani brak postępu porodu podano mi żel. Po paru godzinach ok 15tej zaczął mnie boleć brzuch czułam ze coś się dzieje. Przyszedł lekarz i mnie zbadał jest rozwarcie na 1,5 czekali do 3-4cm przebili błony kolor ok. Po przebiciu rozwarcie szło dalej. Czułam coraz mocniejsze skurcze podano mi zzo. Pomogło czułam się lepiej choć skurcze były ok 21 już nie do wytrzymania. Położna i lekarz stwierdzili rozwarcie na max działamy! Skurcze były juz chyba co 2-1min czułam jak główka się przesuwa byłam na wpół przytomna mimo znieczulenia. Lekarze proszą żebym parła a tu nic brak skurczy partych więc sama musiałam przeć i oddychać zarazem podano mi tlen bo czułam że trace siły...
Nagle lekarze podjeli szybka decyzje widzą mnie w takim stanie przezucili mnie na stól i na blok operacyjny. Podano mi znieczulenie ogólne brak całkowitej świadomości jakbym spała dziwne uczucie...Cały czas na sali porodowej i na sali opreacyjnej byłam ze mna moja mama. Pamiętam tyle że przewieziono mnie do pokoju juz po ja zamroczona cały czas pytałam o Patryka mojego synka bałam się...Wsadzili go do inkubatora bo miała zmarzniete nózki i rączki do dziś mu tak zostało. Na drugi dzień gdzie byłam bardziej kumata przywieziono pakazać mi maluszka łzy mi leciały niemogłam się uspokoić ze to po wszystkim. Potem przyszedł ordynator okzało się że mały się zaklinowała i miał zawinięta dwa razy wokół szyi pępowine która była za krótka by mogł wyjśc noramalnie. Niewiem co by było gdybym nietrafiła do tego szpitala. Jak o tym myślę łzy same lecą po policzkach. Cieszę się że wszystko skończyło się dobrze że maluszek jest zdrowym i silnym chłopcem. Myślę że czuwa nad nim jakis jego aniołek opatrzbności i że dzięki niemu dane nam było się spotkać...
Nie bede pisać bardziej szczegółowo o tym wszystkim bo by jeszcze pisać...
ja miałam lekki poród(chodziaż parte powstrzymywane były masakryyczne)ale też wole nie wspominać tego bólu
Ja bez znieczulenia to pewnie bym z bolu umarla, bo zemdlec zemdlalam.

!wiem bo sama je miałam tylko u mnie one trwały naprawde krótko(ale strasznie sie bałam że jak pre, bo nie mogłam nad tym zapanować to coś złego zrobie małemu), dobrze ża twój junior zdrowy
i cesarka też była wybawieniem-blagałam po jakiejs godzinie zeby juz mnie pocięli bo nie wytrzymywałam
niesamowity]i powiedzieli ze mam sie klasc a rano bedzie wywolywanie.tak wiec sie polozylam.ok23 obudzily mnie skurcze takie jak w tarkcie chodzenia z balonikiem wiec sobuie pomyslalam ze to taki efekt PO.nawet nie przyszlo mi do glowy ze sie zaczelo.skurcze bolaly ale juz na porodowce przekonalam sie co to znaczy prawdziwy bol[niestety]po chwili zachcialo mi sie siusiu wiec marsz do toalety i po drodze czuje ze boli boli bardziej niz w lozeczku.ale oczywiscie nadal nie wpadlo mi do glowy ze to juz.zauwazyla mnie taka dziewczyna na korytarzu i wlasciwie ona wyslala mnie do pielegniarek po tym jak widziala jak chwytam sie parapetow co pewien czas.no wiec poszlam i slysze haslo[nawet mnie nie zbadali]:na porodowke zapraszam.troche sie wystraszylam.zanim mnie polozyli na lozku porodowym przez godzine chodzialam po korytarzach i ratowalam sie poreczami od schodow przy kazdym skurczu.na lozku wyladowalam o 24:30.podlkaczyli ktg i kazali lezec.latwo powiedziec bo ja juz sie na tym lozku wilam troszeczke no ale jeszcze dawalam rade.przyszla po godzinie polozna popatrzyla na ktg i slysze:no to mamy porod.tak tak wiem przeciez czuje
[a ja dalej sie wije jak waz z bolu]znow mnie zbadala i mowi ze mam juz 5cm i ze akcja porodowa idzie pieknie wiec za 2h bedzie po wszystkim i ze znieczulenie nie ma sensu.oj glupia bylam ze jej uwierzylam.zapytalam tylko czy bol przy 5cm jest taki sam jak przy 10[bo czulam ze bardziej juz nie da rady zniesc,wlasciwie juz nie radzilam sobie z tym co czulam]a baba na to ze juz bardziej nie bedzie bolalo.JAKA JA BYLAM GLUPIA.zgodzilam sie wiec wytzrymac.wiec napisze tylko tyle.rodzialm jeszcze 6h[akcja zatrzymala sie miedzy 8 a 9cm] bolalo tak ze przez ostatnie 3h to wlasciwie odjechalam i nwet oczu nie potrafilam otworzyc,wogole nie bylam w stanie wspolpracowac,nogi przy partych mi spadaly z podporek i generalnie bylam pewna ze nie dotrwam do konca.tragedia dla mnie to byl najwiekszy koszmar na swiecie i pisze to ku przestrodze.blagam was nie dajcie sie tak jak ja i rzadajcie zeby robili to o co prosicie bo mnie zwyczajnie oklamali i nie wybacze im do konca zycia bo przez to wszystko dlugo nie moglam dojsc do siebie w mojej glowie.po prostu bylam w ciezkim szoku a tu juz trzeba bylo dzidziusiem sie zajac.w dodatku wyobrazcie sobie ze nawet lewatywe zapomnieli mi zrobic.jak sie o nia zapytalam na porodowce to pani tylko szeroko otworzyla oczy i zapytala:jak to ?to nie zrobili pani na dole? no teraz to juz za pozno" nie bede wspominac jak wygladala moja pierwsza wizyta w toalecie po paru dniach.