Przepraszam, że wczoraj tylko rzuciłam temat ale Tymo strasznie marudny był i nie dało się dłużej nic napisać.
Z tym odruchem, to ja już nie wiem, raz Tymek opadając kuli rączki i główkę, a raz elegancko spada na rączki. Rehabilitantka stwierdziła, że odruch ten jest potrzebny do nauki raczkowania. Mówiła, że kiedyś uważano, że nie każde dziecko musi raczkować (np.mój Kuba nie raczkował - pominął tę fazę i od razu zaczął poruszać się na nóżkach) ale ostatnio jest w fizykoterapii trend aby zmuszać dziecko do raczkowania, bo jest to bardzo korzystne w procesie wzmacniania kręgosłupa. Stąd właśnie u nas pani doktor wymyśliła masakryczne ćwiczenie na pełzanie, którego nawet opisać wam nie potrafię. Ale może spróbuję: dziecko leży na brzuszku, główka odchylona w bok, twarz zwrócona w kierunku przeciwnym od osoby dorosłej (przytrzymujemy przedramieniem, żeby się nie ruszała). Rączkę znajdującą się bliżej ćwiczącego prostujemy i odginamy wzdłuż tułowia, owijamy ją zwiniętą w pas pieluszką, którą przyciskamy biodrem do stołu, kanapy etc. Drugą rączkę zginamy na wprost twarzy, łokciem na zewnątrz. Chwytamy łokieć dziecka w ten sposób, żeby palcem uciskać tą wystającą kostkę łokcia (tę, co jak się w nią uderzy, to ojejku...). Drugą dłonią robię palcem serdecznym i wskazującym widełki i przyciskam nóżkę dziecka do podłoża nieco powyżej zgięcia kolana(chodzi o nóżkę znajdującą się bliżej osoby ćwiczącej), natomiast kciuk wbijam (dosłownie) w środek pośladka maluszka. I tak wszystko trzymam mocno, żeby pupka się nie ruszała i w ogóle unieruchamiam całego malucha. Natomiast wolna nóżka powinna zgiąć się w kolanie i zrobić ruch przypominający pływanie żaby, z jednoczesnym odpychaniem się paluszków od podłoża. Tylko wywołując tę reakcję można być pewnym, że ćwiczenie przeprowadzono dobrze. Cały problem w tym, że silniejsze dziecko (tak jak mój Tymo) nawet rehabilitantka miała problem, żeby utrzymać i osiągnąć zamierzony efekt. Sama w domu jeszcze tego nie robiłam ale aż boję się za to zabrać, bo wycia przy tym co nie miara. Wręcz histerii a przy histerii mały się usztywnia i guzik z ćwiczenia.
Poza tym rehabilitantka stwierdziła, że Tymo jest świetnie rozwinięty zarówno psychicznie jak i fizycznie jak na swój wiek ale skoro lekarz zalecił to ona pokazuje. Zauważyła też, że lada chwila Tymek usiądzie samodzielnie, dała mu ze dwa tygodnie, bo już pięknie się dźwiga, a ćwiczyć mamy dopóki mały nie usiądzie samodzielnie.
Poza tym przestrzegła przed zmuszaniem malca do chodzenia, sadzania w chodzikach, na siłę prowadzaniem pod paszkami albo za rączki. Stwierdziła, że raczkowanie jest niezbędne, bo wzmacnia mięśnie i kręgosłup. Brak tego wyjdzie po 40-tce ;-);-);-) Zachęcała do zabaw i stymulacji ruchowej dzieci, turlania, kładzenia na dużej piłce itp. Słowem wszystko, co wpłynie na rozwój psycho-ruchowy naszych pociech.