reklama

Rozwój naszych dzieci

Trochę mnie pocieszyłyście dziewczyny bo ostatnio ogląda niektóre wrześniowe dzieciaczki na czworakach i stojące w łóżeczku a my na razie jeszcze nie opuściliśmy łóżeczka bo nie ma takiej potrzeby

Monia małe sprostowanie - mój dawid nie jest wcale miesiąc młodszy za tydzień skończy 7 miesięcy...
do tej pory jakoś się nie przejmowałam ale jak zaczełam czytaćna forum że niktóre dzieci już się biorą do raczkowania to się trochę zmartwiłam
no ale mnie uspokoiłyscie
Majandra -mam nadzieję że Dawidek też polubi leżenie na brzuszku jak będzie w wieku Maciusia
Justyna - mój podobnie, też już by chciał wstawać na nogi a jeszcze dobrze nie siedzie:-D:-D
Nuśka - jak byś pisała o moim małym!! Są na tym samym etapie :D
 
reklama
Byłam dzisiaj u rehabilitantki, którą trochę podpytałam o ten odruch spadochroniarza. I ona mi wyjaśniła, że nie chodzi o żadną "kołyskę" na brzuszku tylko o sytuację, w której z góry opuszcza się dziecko na powierzchnię płaską. Nie powinno się wtedy kulić, chować główki i zginać rączek tylko rączkami opadać na powierzchnie i się opierać na przedramionach.
 
Monia nie ma sprawy:-D:-D:-D:-D tak własnie myslałam że spojrzałaś na ten drugi suwak
Atru - Właśnei sprawdziłam ten odruch spadochroniarza u dawidka, raczej sie nie opierał na rękach przy spadaniu w dół tylko włożył je do buzi:dry::dry:
 
oczywiscie i ja sprawdzilam ten odruch, bo rowniez piszac o spadochroniazu myslalam o tym kolysaniu sie na brzuszku. Wydaje mi sie ze Stasiek go ma, zachowuje sie jak kotek "rzucany" na podłoże.
 
O kurcze ja myślałam tak jak Carioca77. Dzisiaj będziemy sprawdzać.
blimka u nas tez łóżeczko jest nadal na najwyższym poziomie i nie uważam, żeby bajtel był jakiś nie teges:). Owszem próbuje sie podnosić-np ciągnie za kocyk albo za poszewkę od poduszki, ale jeszcze dużo przed nim. Przewracać sie ładnie przewraca z plecków na brzuszek, a trzymany pod paszkami "przechodzi" całe mieszkanie, robiąc sobie postoje i wtedy opiera ciężar ciała na stópkach:szok:. Znajoma widząc jego spacery powiedziała, ze może szybko zacząć chodzić, ale do raczkowania to sie nie rwie chłopinek;-). ale wszytko w swoim czasie.
 
Przepraszam, że wczoraj tylko rzuciłam temat ale Tymo strasznie marudny był i nie dało się dłużej nic napisać.
Z tym odruchem, to ja już nie wiem, raz Tymek opadając kuli rączki i główkę, a raz elegancko spada na rączki. Rehabilitantka stwierdziła, że odruch ten jest potrzebny do nauki raczkowania. Mówiła, że kiedyś uważano, że nie każde dziecko musi raczkować (np.mój Kuba nie raczkował - pominął tę fazę i od razu zaczął poruszać się na nóżkach) ale ostatnio jest w fizykoterapii trend aby zmuszać dziecko do raczkowania, bo jest to bardzo korzystne w procesie wzmacniania kręgosłupa. Stąd właśnie u nas pani doktor wymyśliła masakryczne ćwiczenie na pełzanie, którego nawet opisać wam nie potrafię. Ale może spróbuję: dziecko leży na brzuszku, główka odchylona w bok, twarz zwrócona w kierunku przeciwnym od osoby dorosłej (przytrzymujemy przedramieniem, żeby się nie ruszała). Rączkę znajdującą się bliżej ćwiczącego prostujemy i odginamy wzdłuż tułowia, owijamy ją zwiniętą w pas pieluszką, którą przyciskamy biodrem do stołu, kanapy etc. Drugą rączkę zginamy na wprost twarzy, łokciem na zewnątrz. Chwytamy łokieć dziecka w ten sposób, żeby palcem uciskać tą wystającą kostkę łokcia (tę, co jak się w nią uderzy, to ojejku...). Drugą dłonią robię palcem serdecznym i wskazującym widełki i przyciskam nóżkę dziecka do podłoża nieco powyżej zgięcia kolana(chodzi o nóżkę znajdującą się bliżej osoby ćwiczącej), natomiast kciuk wbijam (dosłownie) w środek pośladka maluszka. I tak wszystko trzymam mocno, żeby pupka się nie ruszała i w ogóle unieruchamiam całego malucha. Natomiast wolna nóżka powinna zgiąć się w kolanie i zrobić ruch przypominający pływanie żaby, z jednoczesnym odpychaniem się paluszków od podłoża. Tylko wywołując tę reakcję można być pewnym, że ćwiczenie przeprowadzono dobrze. Cały problem w tym, że silniejsze dziecko (tak jak mój Tymo) nawet rehabilitantka miała problem, żeby utrzymać i osiągnąć zamierzony efekt. Sama w domu jeszcze tego nie robiłam ale aż boję się za to zabrać, bo wycia przy tym co nie miara. Wręcz histerii a przy histerii mały się usztywnia i guzik z ćwiczenia.

Poza tym rehabilitantka stwierdziła, że Tymo jest świetnie rozwinięty zarówno psychicznie jak i fizycznie jak na swój wiek ale skoro lekarz zalecił to ona pokazuje. Zauważyła też, że lada chwila Tymek usiądzie samodzielnie, dała mu ze dwa tygodnie, bo już pięknie się dźwiga, a ćwiczyć mamy dopóki mały nie usiądzie samodzielnie.
Poza tym przestrzegła przed zmuszaniem malca do chodzenia, sadzania w chodzikach, na siłę prowadzaniem pod paszkami albo za rączki. Stwierdziła, że raczkowanie jest niezbędne, bo wzmacnia mięśnie i kręgosłup. Brak tego wyjdzie po 40-tce ;-);-);-) Zachęcała do zabaw i stymulacji ruchowej dzieci, turlania, kładzenia na dużej piłce itp. Słowem wszystko, co wpłynie na rozwój psycho-ruchowy naszych pociech.
 
Atru az mi ciarki przeszly jak czytalam opis cwiczenia, brrrrr. W polowie to sie w ogole pogubilam ;-). Dzisiaj sprawdze odruch spadochroniarza
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry