Lam poczekaj :* Ta krew to może być właśnie czop, lepiej poczekać bo uwierz mi w szpitalu leżeć nie chcesz... Jakby było dużo krwi to wtedy inna sprawa bo mogłoby łożysko się odklejać.
Donia mój przekroczył wagę urodzeniową jak miał troszkę ponad dwa miesiące

i też podpiera się na przedramionach podtrzymując główkę :-) Baaa... on PEŁZA!!!

Ogólnie mamy bardzo zdolne dzieci na wątku :-) a gdzie zdjęcia Amelki? Tak chciałam tą czarną ślicznotkę zobaczyć
Hej
Pyscku! :* Jak tam twoja owu?
Atan piękna zdjecia Amelki ;-)
Magdalena Bartuś ekstra przystojniacha :-) i wcale nie widać żeby był aż tak ciężki
Iwasku nasz też lubił.... ale się "popsuł"

Kiedyś zawsze zasypiał jak byliśmy gdzieś na zakupach czy w mieście a teraz marudzi i chcę na rączki.. dlatego teraz idąc do sklepu zakładam chustę i wtedy można łazić aż do następnego karmienia!
Nacia śliczna Małgosia! Ma taką spokojniutką i zrelaksowana twarzyczkę! Buzi w czółeczko dla narzeczonej Konradka

A jak twoja mama? Jak się czuję?
Ael ten twój mały to też zdolniacha! Uważam ze ogólnie dzieciki szybciej i lepiej sie rozwijają jak są całyczas z rodzicami którzy z nimi pracują i ćwiczą.
A ja zaraz napiszę co u nas bo mały się rozkrzyczał....
Edit:
No więc... wczoraj byliśmy na spacerze... mąż mnie wku*&$ i wróciliśmy źli do domu... No ale wieczorem sąsiad nas zagadał i zrobiliśmy grilla na 6 osób (w sumie 7 bo Konrad twardo do końca wytrwał

) Było bardzo miło, uśmiałam się jak nie wiem! Ale jednak posiadanie dziecka a tym bardziej karmienie piersią burzy jednak taką spontaniczność... całą imprezę (była na podwórku) trzymałam małego na rękach... każda próba odłożenia go do wózka kończyła się krzykiem rozpaczy... (na rekach spał) podejżewam ze po prostu bał się nowych dźwięków i otoczenia... Zero alkoholu to wiadomo... no i zero grilla bo ostatnio skończyło się to takimi kolkami u małego ze szok... Zrobiłam sobie sałatkę grecką i ja wsuwałam popijając karmi... o godzinie 21 wróciłam do domu (grill zaczął się po 17) bo szkoda mi było małego bo burzyłam jego porządek dnia a na podwórku zrobiło się zimno... wykąpałam go i poszliśmy spać o 22. Mąż wrócił dopiero po 1 w nocy (sama go namawiałam żeby się troszkę pobawił i odprężył z kolegami - byliśmy w 3 pary)
Nie czułam żalu czy złości ze tak t wyglądało. Ale jednak gdzieś tam pojawiła sie lekka tęsknota za takim "zapomnieniem się" choc na troszkę.
Po za tym Konrad ma chyba skok rozwojowy... tak jak ostatnio zachowywał się wzorowo tak teraz od paru dni jest taki marudny ze szok... nie to ze płaczę... ale wszędzie jest źle... strasznie się złości i ciężko jest mu się wyciszyć i usnąć... Jak ma lepszy humor to pogada troszkę z tatusiem/dziadkiem/babcią albo mną ale zaraz kończy się to krzykiem "mam dość" wcześniej był dużo weselszy i kontaktowy... baaaa.... on potrafi nawet w chuście marudzić................
