reklama

Styczniówki 2010 !!

Czesc dziewczyny.Mój Oliwierek miał wczoraj operacje .Zabrali nam go około 8:30,a około 13 profesor Moll wyszedł z bloku operacyjnego i powiedział,ze Mój króliczek ma naprawione serduszko i ze nie było dzieki Bogu komplikacji i ze teraz mamy czekac jak bedzie przebiegał okres pooperacyjny.Weszłam do Oliwierusia około godziny po operacji i prawie mi serce pękło.Wieczorem weszlismy razem i juz lepiej wyglądał,po raz pierwszy widziałam jak mój syneczek otwiera oczka.dzisiaj juz byłam w szpitalu i pani anestezjolog powiedziała,ze wszystko przebiega tak jak powinno i ze moze niedługo przejdzie na własny oddech bo ma taki odruch oddychania.dzisiaj niedługo jade znów do misia ,moze mnie wpuszczą na chwilke .Narazie króliczek jest na lekach wytłumiających zeby nie czuł bólu.Dziewczyny nadal prosimy o modlitwe i dziekujemy wam za wsparcie

Sylwia ciesze sie, ze juz po i ze sie odezwalas.
Caly czas jestesmy z Wami.
 
reklama
Czesc dziewczyny.Mój Oliwierek miał wczoraj operacje .Zabrali nam go około 8:30,a około 13 profesor Moll wyszedł z bloku operacyjnego i powiedział,ze Mój króliczek ma naprawione serduszko i ze nie było dzieki Bogu komplikacji i ze teraz mamy czekac jak bedzie przebiegał okres pooperacyjny.Weszłam do Oliwierusia około godziny po operacji i prawie mi serce pękło.Wieczorem weszlismy razem i juz lepiej wyglądał,po raz pierwszy widziałam jak mój syneczek otwiera oczka.dzisiaj juz byłam w szpitalu i pani anestezjolog powiedziała,ze wszystko przebiega tak jak powinno i ze moze niedługo przejdzie na własny oddech bo ma taki odruch oddychania.dzisiaj niedługo jade znów do misia ,moze mnie wpuszczą na chwilke .Narazie króliczek jest na lekach wytłumiających zeby nie czuł bólu.Dziewczyny nadal prosimy o modlitwe i dziekujemy wam za wsparcie
kochana jak dobrze że się odezwałaś:-)jeju jak się ciesze że operacja przeszła bez komplikacji i oby tak dalej...musi być dobrze..mocne kciuki i modlić się oczywiście pomodle:tak:
 
nooo tu wole za dużo nie pisać aby nie straszyć tylko tyle powiem że wywołany poród oby NIE:no:

Ja też porodu się nie boję, tylko tego wywoływania, jak mała nie zechce wyjść :szok:

no właśnie, ja się okropnie boje tego wywoływania:shocked2:a nie porodu- bo wiadomo i tak nas to nie ominie i musimy urodzić:tak:tzn. porodu troche też się boje- ale pocieszam się, że tyle z was już to przeżyło, to ja też dam rade:-p
Tylko moja ginka jest znana z tego, że pod koniec ciąży robi dużo cesarek - tak na wszelki wypadek:sorry2: a że w tej chwili ze względu na brak anestezjologów cesarki są tylko przy zagrożeniu życia lub zdrowia - to kieruje na wywołanie:no:
I tak gdybym z nią ostatnio nie dyskutowała -po co u mnie wywoływać, to już bym wczoraj miała swojego dzidziusia:-pa tak skoro dobrze się czuje, wyniki mam ok- to niech mały sobie posiedzi w brzuszku. Wole poczekać na swoje skurcze i niech się wtedy dzieje co chce:tak::-D
I dlatego boje się, że jutro na wizycie znowu znajdzie jakiś powód zeby mnie skierować do szpitala. :shocked2:

Ja ostatnio tez jakas glodna chodze i mi sie ciagle cos chce:baffled:

Ja wchlonelam dzis ciasto drozdzowe z rodzynkami.

ale ja tez mam ochote na nalesniki:-)

:-D:-D:-D zrobiłam te faworki, zjadłam już pół michy dobrze ze m wrócił juz pracy to się trochę opanuję:-D:-D:-D

A ja zrobię sobie dzisiaj placki :tak: może mi się humor poprawi.

Nie macie litości nade mną. Ja dziś grzecznie jem tylko zdrową żywność, żeby jutroza dużo nie tłumaczyć się z wagi ciężkiej:-p a wy mi tu o takich rzeczach piszecie, buu...

Gosia -a ze snu pamiętam tyle, że poszłaś rodzić zanim na suwaczku pojawiło ci się 41:-p ale tak teraz patrze, i w takim razie powinnaś juz tam być :-p:-D ale do północy troche ci czasu zostało:-D:-D:-D

sylwia - Super, że wszystko się udało.:tak: Teraz to już tylko może być lepiej. :tak:Nadal całym sercem jesteśmy z Wami:tak::tak::tak:
 
Ostatnia edycja:
KLARA twój Cyprianek niedługo kończy miesiąc:szok::-D
Tak tak, już niedługo miesiąc i czekam teraz z niecierpliwością aż przyślą mi chustę i odcisk bobasa co by na miesięcznicę małemu stópkę odcisnąć i rączkę :-)

Też jestem ciekawa co u Tysiolek!

Sandrq
daj znać koniecznie przy czasie co u córy!!

Sylwia toż to extra wieści :tak: niech Synulek szybciutko wraca do formy, bez bólu!!!

Ale numer z tym odkręcaniem słoików, uśmiałam się:tak: zwłaszcza że sama się męczyłam z dziadostwem chcąc zrobić barszcz i wlać koncentra Krakusa do gara...

Pasibrzuch Twój stwór jest mocny... normalnie wejścia jak moje koty:tak: wykończyć się idzie.

A co do napadów złości pomysła nie mam....ale Karoli wrócą Ci siły po porodzie na bank... ja 9 miesięcy leżałam i jęczałam a teraz pomykam jak struś pędziwiatr...mig mig :cool: :-p
 
mój mąz bardzo podobnie - wczoraj pytał położnej laktacyjnej jak ustalić małej regularne pory karmienia żeby w nocy spała :szok: A położna na to, że mała ma jeśc kiedy chce - nawet co godzinę:happy2: I z tym łóżeczkiem też ciągle pyta czemu latam na każde kwęknięcie dziecka, a jak Misia zaczyna kwękać to ja idę, bo wiem, że zaraz się rozpłacze. Dziś pół nocy nie przespałam i jestem pół żywa, bo malutka chciała spać przy mnie - no ale widocznie potrzebowała mojego ciepła i miłości - teraz juz jej lepiej i śpi w łózeczku. No cóż takie sa małe dzieci, ale facetom ciężko zrozumieć takie apekty macierzyństwa, że to nie jest rozpieszczanie dziecka, a zwykłe potrzeby i uroki niemowlaków;-)

Co do tycia - przytyłam w ciąży 13kg - nie wiem ile mi spadło, ale wchodzę i dopinam się w spodnie, któe przed ciążą mi spadały, w te dopasowane za Chiny nie wejdę:baffled: Mam spory nadmiar skóry na brzuszku i bioderka szersze...

Po porodzie też mówiłam, że następne to cesarka - dzis w nocy mówiłam mężowi, że Misia jedynaczką będzie bo ja się nie nadaję do karmienia i nocnego nie spania, ale za chwilę doszłam do wniosku, że jednak nie chce jedynaczki, więc przecierpię jeszcze raz to wszystko:-D

Agagsm ja podobnie, juz teraz twierdze ze wytrzymam i kolejną ciaze skoro jedną przezyłam i jeden poród, a jak to mowi polozna: szlaki przetarte i z drugim bedzie łatwiej:-D
Damy rade!No i znowu bedziemy miec szanse sie spotkac na zelaznej, moze tym razem nam sie uda:)
Co do mezow, to faktycznie widze podobny tok myslenia!
Ale wlasnie oni nie rozumieją ze dzieci potrzebują bliskosci a nie maja zamiaru niczym szntazowac.
Fakt faktem na szkole rodzenia tez nas ostrzegali zeby nie dawac sobie na glowe wejsc i zeby zamiast nosic, to zeby starac sie utulic dziecko leżace w lozeczku, mozna je potrzymac za raczke, albo glaskac po glowce albo cos, zeby czulo ta bliskosc, ale moejej to nie wystarcza i uspakaja sie dopiero jak ja przytule po wyjeciu z lozeczka. Dla mnie to bardzo mile, a maz sie boi ze jak dziecko sie przyzwyczai a ja pujde do pracy, to bedzie płacz i zgrzytanie zebów.

A co do kilogramow, to wlasnie sie zastanawialam czy rozszerzenie w biodrach to tak na stałe? bo w takim razie mudze chyba zrobic remanent w spodniach i wyrzucic z 20 par:-(


Sandrq - zdrówka dla maluszka!


Golanda - co prawda nie jestem doswiadczona mama i moze nie powinnam Ci udzielac zadnych rad... za to duzo czytam. Niektore dzieci potrzebuja wiecej kontaktu z mama, inne mniej. I placza nie dlatego, zeby je nosic, tylko, ze potrzebuja tej bliskosci i poczucia bezpieczenstwa. I jezeli zostawi sie je same w lozeczku i placzace, to poczuja sie odrzucone i zapomniane. To jeszcze gorsze niz przyzwyczaic do noszenia... czasem nie da sie inaczej. Zaufaj swojemu instynktowi. Ja na pewno nie zostawie placzacego dziecka w lozeczku :no: Zobaczymy, czy bede taka madra, jak sama urodze :-D

Minnie ja tez nie umiem tak nie reagowac, to silniejsze od czlowieka.
Jak mozna zostawic płaczace dziecko, ktore sie pod sercem nosilo 9mies i w bolach rodzilo przez pare godzin i teskniło by moc je wreszcie przytulic.

Golanda, mam wrażenie że słowa męża są wyjęte z ust którejś z babć, bo to w tamtych czasach nie rozpieszczało się dziecka noszeniem na rękach... ja tam nie mam zamiaru się przejmować takim gadaniem.

Pasibrzuch no wlasnie ja tam robie swoje, bo inaczej nie umiem.
Nie moglabym tak po prostu zostawic jej placzacej:baffled:

sorry ale m powienien się w głowę puknąć, dziecko było do tej pory w brzuszku - ciepło ciano przytulnie mało bodźców, głosów i zostawianie w łóżeczku z tekstem niech płacze sprawia tylko, ze ono nie czuje się bezpiecznie a płacz to jedyne czym potrafi się komunikować - do tej pory było kołysane itd. nam położna mówiła że nie powinno się tak dziecka zostawiać bo ono sie zwyczajnie boi, a w dodatku trzeba je powoli odzwyczajać a nie na siłę przyzwyczajać do takich zmian...cholera nie chcę się przemądrzać, powtarzam za położną... aż się popłakałam:sorry2:

Dorcia jak wyszlam do sklepu na chwile i wrocilam to sie maz małą zajmował bo jak to stwierdzil, strasznie plakala. No wiec zamiast jesc obiad to sie dzieckiem zajął, wiec chyba tylko tak mowi jak ja jestem i widzi ze od razu lece do małej jak płacze, a jak zostaje sam to robi to samo co ja! I wez tu zrozum!:baffled:

Sylwia Kochana!Ciesze sie ze juz po operacji. Jestesmy z Wami!
Wszystko bedzie dobrze, jeszcze troche i synek bedzie z Wami w domku!
 
Placki się robią, ale na szczęście nerwy mi trochę zeszły, bo inaczej musiałabym się wkurzyć znowu - zjadłam na twardo ostatnie jajka, więc do placków nie było, no i resztki jakieś cebuli... No ale mam nadzieję, że będą dobre.

Jeśli chodzi o sam poród, to już od dawna mantruję sobie, żeby mieć cały czas przed oczami obraz małej i pamiętać, że muszę pomóc jej wyjść na świat i może wtedy uda się przejść ból bez traumy i znieczulenia.

A co do psa, to mam teraz wyrzuty sumienia, że na nią nakrzyczałam, bo biedna ma cieczkę i to pewnie dlatego dziwnie się zachowuje, a ja się na niej chyba po prostu wyżyłam zamiast ją zrozumieć, przecież też baba jest, i ona teraz smutna na posłaniu leży :-(
 
Ostatnia edycja:
Ivi, powodzenia na wizycie. Daj znać, co tam lekarz Ci zawyrokował. Mi też brzuch tylko twardniał. I czasami miałam bóle jak przy miesiączce, ale bez szaleństwa. Każda z nas jest inna.

No to ja już po wizycie...
w sumie to nie wiem po co tam poszłam... położna na mnie dziwnie spojrzała komentując tylko że "twardnienie brzuszka jest normalne po 36tyg..." Ale zrobiła KTG (podobno wyszło bardzo ładnie), gin sprawdziła mnie "oddolnie" - rozwarcie już na luźny palec a szyjka krótka i miękka.. ale cytując gin "jeszcze nie zgładzona".. Niestety nadal mnie coś zjada od środka i do końca mam sobie aplikować globulki..
Mały dostał 10pkt w teście Manninga (czyli max:) ). Gin przewiduje że za tydzień się jeszcze spotkamy..
Ale -uwaga!-zaczynam w to wątpić, bo od czasu badania "oddolnego" co jakiś czas boli mnie brzuszek jak na @... Może coś się rusza?

Sylwia - super wieści!!!
 
Wiadomość od Tysiolek i Kai napisałam w wątku smsowym, żeby się tu nie zgubiło.

Ivi, wspaniałe wieści! A bóle może czujesz, bo Ci tam pogrzebał. Ty przecież 13 nie losowałaś.;-)

Karoli, złość rzeczywiście po porodzie przechodzi. Wszelkie huśtawki też. Ale i na to trzeba poczekać. Mnie rozczulały i nadal rozczulają różne sytuacje domowe. I ciągle się przytulam do męża, dziękuję mu za takie cudowne dzieci i mówię, że go kocham.:cool2: Baby nie zrozumiesz.;-):-D
 
reklama
Placki się robią, ale na szczęście nerwy mi trochę zeszły, bo inaczej musiałabym się wkurzyć znowu - zjadłam na twardo ostatnie jajka, więc do placków nie było, no i resztki jakieś cebuli... No ale mam nadzieję, że będą dobre.

Jeśli chodzi o sam poród, to już od dawna mantruję sobie, żeby mieć cały czas przed oczami obraz małej i pamiętać, że muszę pomóc jej wyjść na świat i może wtedy uda się przejść ból bez traumy i znieczulenia.

A co do psa, to mam teraz wyrzuty sumienia, że na nią nakrzyczałam, bo biedna ma cieczkę i to pewnie dlatego dziwnie się zachowuje, a ja się na niej chyba po prostu wyżyłam zamiast ją zrozumieć, przecież też baba jest, i ona teraz smutna na posłaniu leży :-(

W sumie to ja chyba tez plackow bym sobie zjadla.
Tylko, ze moj G. nie lubi echhhh

Pasibrzuch, to jak Twoja sunia ma cieczke, a Ty ja spuszczasz ze smyczy, to ja Cie podziwiam i gratuluje odwagi.
Bo jakbym moja przy cieczce sposcila to raczej mialabym potem gromadke szczeniakow:nerd:


No to ja już po wizycie...
w sumie to nie wiem po co tam poszłam... położna na mnie dziwnie spojrzała komentując tylko że "twardnienie brzuszka jest normalne po 36tyg..." Ale zrobiła KTG (podobno wyszło bardzo ładnie), gin sprawdziła mnie "oddolnie" - rozwarcie już na luźny palec a szyjka krótka i miękka.. ale cytując gin "jeszcze nie zgładzona".. Niestety nadal mnie coś zjada od środka i do końca mam sobie aplikować globulki..
Mały dostał 10pkt w teście Manninga (czyli max:) ). Gin przewiduje że za tydzień się jeszcze spotkamy..
Ale -uwaga!-zaczynam w to wątpić, bo od czasu badania "oddolnego" co jakiś czas boli mnie brzuszek jak na @... Może coś się rusza?

Sylwia - super wieści!!!

Dobre wiesci.
Ivi, mnie po badaniu poniedzialkowym dowcipnym tez bolal brzuch. I nic mi sie nie ruszylo:cool2: i na razie sie na to nie zapowiada.
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry