@rambutan
Cześć, witaj
Wlasnie powoli mija ROK.
27 maja 2018 roku miałam polowkowe badanie - 22 tc.
Dwa dni później badania u dwóch specjalistów od usg prenatalnego.
Wiedzieliśmy, że dzidzia jest dziewczynką, ma stopki końsko szpotawe i chore serduszko. Powiekszone i zwolnione bicie....
Czekaliśmy na wizytę u prof Dangel w warszawie.
Pamiętam jak zobaczyłam na usg stopy. Od razu zauważyłam, że wyglądają dziwnie, patrzyłam na twarz ginekolog. Miała "poker face". Oglądała dalej dzidziusia, serduszko... Powiedziała, że musi kogoś poprosić, Zaraz wróci. Poszła po starszego lekarza. Jak wyszła, łzy zaczęły mi splywac po policzkach.
Partner kompletnie nic nie zauważył na usg(jak to facet).
Zapytałam wtedy, : "widziałeś, widziałeś jej stopy?"
-"ale ze co, nieee"
-"coś jest nie tak"
Otarłam łzy, astrach i szok jakiego doznałam, był pierwszym. Pierwszym wśród całej naszej historii.
Wrócili lekarze. Informacja, o stopach (coś mi to mówiło, brzmiało to strasznie) i że serca dobrze nie widać. Później byliśmy już u innych lekarzy i lawina ruszyła.
Jak szłam na to usg czułam, czułam że coś jest nie tak. Choc nie miałam zadnych wskazań.
I wtedy najgorszym szokiem były koslawe stopy. Serio

ryczalam w samochodzie, czytałam, płakałam. Jak to będzie z leczeniem, i że nie zostanie baletnicą.... Heh
Z perspektywy czasu, wydaje się to takie proste. Fakt, że nie prowadzimy leczenia stóp, ale to inna kwestia.
W porównaniu oczywiście do całokształtu naszych przeżyć i ostatecznej diagnozy.
I wtedy zaczęła mi krążyć w głowie myśl o jakiejś wadze genetycznej. Bałam się nawet przed samą sobą to powiedzieć. Bałam się, że jak pomyślę to tak będzie. Oczywiście myślałam, o Zespole Downa. Zaczęłam szukać jakie zespoly chorób mają takie stopy. Najwięcej o tym czytałam i myślałam już po amniopunkcji, ale to innym razem napisze.
Z perspektywy czasu i doświadczeń zupełnie inaczej na to patrzę. Widzialam trochę dzieci z Zespołem Downa na rehabilitacjach, czy w ośrodkach. Dzieci z innymi wadami, chorobami też. Nie powiem, że nie balabym się (gdybym była w ciąży), ale nie byłabym tak przerażona jak rok temu. Są to choroby poznane i opisane, dzięki temu jest masa środków, pomocy i wsparcia.
A o chorobie Tosi ja właściwie nadal nic nie wiem.
Czytam o różnych chorobach, o Tosi poszczególnych wadach. Wylapuje z gąszcza informacji, to co może się przydać. (stopy leczy się tak i tak.... Kraniosynostoza operacja..... Podniebienie gotyckie problemy ze ssaniem... Obniżone napięcie - boże wszędzie, nawet buźki przez to niedomyka, a laryngolog wspomniała że ma to też wpływ na słuch.... No tak słuch też kiepski...... Wzrok, zez, też jakaś wada..... Serce- operacyjne, ale chyba na razie nie..... Nerki- trzeba usg zrobić..... Kości rąk- ortezy ale to nie priorytet..... I tak dalej i tak dalej) na każdy temat szukam, czytam i przesiewam informacje.
A jednak jak podsumuje, to nie wiem nic...
A rok temu ryczalam, bo na usg były krzywe stopki

Stopki, które codziennie całuję, kocham, masuje i robię "brawo brawo dla Tosi"
Stopki od których wszystko się zaczęło.
Jeszcze wrócę do podsumowania roku. Potrzebuję tego po prostu. Duzo o tym myślę ostatnio. Muszę wyrzucić z siebie trochę myśli.