Bylam dzisiaj, i zbadal mnie, nawet mu glupio bylo, ze nie zrobil tego wczesniej. Jakby nie powiedzial nic na ten temat tylko kazal przyjsc za 2 tygodnie, to bym sie wyniosla, a tak to chociaz do porodu juz wytrwam - zwlaszcza, ze u nas potwornie ciezko do kogokolwiek sie dostac (lekarze maja po 2-3 razy wiecej pacjentek niz im wolno!!! I nikt z tym nic nie robi... Jak ktos nie ma ginekologa, bo nigdy nie potrzebowal, to nie wybierze zadnego, bo nie ma kogo!! Co mowia na ten temat polozne?? Prosze isc prywatnie...).
Skierowanie na USG zobowiazal sie dac mi za dwa tygodnie, ale spoko, zapisal sobie w karcie, zreszta jak zapomni to juz ja mu przypomne. No i byl taki jak kiedys, a nie taki olewawczy jak przez ostatnie poltora miesiaca... Na badaniu wzystko ok, nic zlego sie nie dzieje z macica, ani z dzidzia (akurat jak bylam, to mi sie malenka w jajnik wbijala

) no i serduszko malenkiej bije jak szalone
Powiem Wam, ze przez ostatnie 6 tygodni nie przytylam ani grama!! Nawet powiedzialabym, ze schudlam, tak z dobry kilogram, ale przy tej durnej poloznej co jest to nic nie mozna powiedziec... W kazdym razie wazylam kilo dwiescie mniej niz poltora miesiaca temu, ale wage wpisala ta sama. Ciesze sie, bo jakbym znowu piec kilo przybrala w miesiac (jak ostatnio), to bym sie chyba poryczala... A tak jestem lacznie 9 do przodu. Mysle, ze ta roznica wagi zwiazana jest z moimi ostatnimi stresami (chociaz jem normalnie) i z tym, ze ograniczylam czekolade i wszystkie slodycze praktycznie do zera, wiec moje malenstwo wyciaga ze mnie to co trza

A ze czuje sie dobrze to mowia, ze to normalne jest i ze nic zlego sie nie dzieje.
Hehe, pamietacie jak pisalam Wam kiedys o durnej poloznej, ktora mam przy lekarzu?? Nic sie nie zmienilo. Dzisiaj liczyla moje tygodnie ciazy, wiec powiedzialam jej, ze dzis zaczal sie 32 tydzien (zawsze wpisywala biezacy, niezaleznie od tego, czy to byl poczatek, koniec, czy srodek) a wczoraj skonczyl 31. Sprawdzila, stwierdzila, ze jej nie oklamuje, po czym powiedziala, ze to znaczy, ze jest 31 skonczone i ona wpisuje 31... Kuzwa, nie wiedzialam, czy smiac sie czy plakac... Durna baba. Ona sie zdecydowac nie moze chyba, bo niedawno calkiem jak bylam w czwartek (a czwartek jest dniem konczacym kazdy poszczegolny tydzien mojej ciazy) wpisala zamiast 25 tygodnia 26 juz, no bo w koncu 25 jest juz skonczone, a dzisiaj... Chyba niepotrzebnie sie odzywalam... Ehh, nawet sie nie klocilam, juz mi wszystko jedno. Chce po prostu przejsc ta ciaze do konca i wypisac sie stamtad po badaniu popologowym...