Hej laski. Doszłam do siebie, a prawie był płacz. Najpierw ktg, bez niespodzianek. Aż dwa skurcze a siedziałam ponad godzinę. Potem ręczne badanie i załamka. Szyjka owszem gotowa, ale rozwarcie od grudnia całe pol centymetra. Po prostu masakra. I przyjemny masaż szyjki, ale nawet nie przeżywałam z nerwów. Usg ledwo dał radę zrobić. Waga wyszła 3590, wiec oszacował na 3200-3500. Dalsze wiadomości też mało ciekawe, we wtorek znowu ktg, dopiero skierowanie 15go na oddział. Tyle, że jak będzie w szpitalu to będzie ogarniał, żeby mnie wcisnąć już 12go, 13go. Powie we wtorek. I nie ukrywał, ze mogą nie chcieć w szpitalu wcześniej wywoływać. Mówił, ze jak nie damy rady wywołać to cc. Ogólnie lipa. Pojechaliśmy zjeść ostrą pizzę, chociaż nienawidzę pikantnego jedzenia. Ale powiem Wam, ze juz nie wierzę w te naturalne sposoby.
"Dziecko jest chodzącym cudem, jedynym, wyjątkowym i niezastąpionym"