Mam dziś zły dzień, bardzo zły...
Jedna z nas kwietniówek nie zobaczy swojego dzidziusia. Jest mi tak przykro, sama to kiedyś przeżyłam, że nie mogę sobie znaleźć miejsca. Cały czas wyczekuję ruchów dzieciątka a ono dzisiaj wyjątkowo spokojne - poruszało się przed śniadankiem (głodne) i po (najedzone) a teraz spokój. Czuję się bezradna, smutna i nie potrafię wyrazić słowami tego co czuję wiedząc przez co przechodzi Vera. Próbuję sobie przetłumaczyć, że takie sytuacje się zdarzają, ale nie mam odwagi tego powiedzieć przerażonej dziewczynie.
Kasianka, jak gdzieś jesteś, to pomóż mnie i Verze.