reklama

Jak samopoczucie, mamusiu?

reklama
Kasiu, mam nadzieję, że po nocce pozytywne myslenie powróciło. Jak nie to na konia z Piotrkiem, bo Ty jesteś dla niego najważniejsza, najwspanialsza i wogóle naj-...
 
Kaśka też ostatnio zaliczyłam mega doła , nawet tu na bb się żaliłam i mnie pocieszałyście, chcę ci powiedzieć , że nic nie trwa wiecznie, nawet najgłupsze myśli i największe doły, tak więc daj upust swoim żalom, a potem zrób sobie jakąś przyjemność na pocieszenie i nie martw się dłużej, nadajesz się i do małużeństwa i do macierzyństwa tylko czasami musisz odpocząć i nabrać dystansu, napewno będzie wszystko ok ;)
 
Kaśka, jak już pisała któraś z dziewczyn: pomyśl sobie w chwili zwątpienia, że nie masz Piotrka... Możliwe do wyobrażenia? I nie pisz, że nie nadajesz się do byica żoną czy mamą!!! I ja i pewnie każda z nas ma takie doły - bo niby już 4-5 miesięcy bycia żonami i mamami za nami, ale cały czas to jest jeszcze w miarę nowa sytuacja. Nie wolno Ci się smucić - dla Piotrusia, pamiętaj, że on wyczuwa jak nikt inny Twój nastroj, szczególnie zły. Ja dziś nieco pokłóćiłam się z babcią i jak wróciłam do domu i siedziałam przy łóżeczku próbując uśpić Filipa, a on sie do mnie uśmiechał no to ja do niego też i mi się przypomniało, że niepotrzebnie się do babci uniosłam i troszkę się popłakałam - Filip od razu zmienił minę, przetał się uśmiechać i wyglądał jakby chciał pwiedziec: "mamusiu, co się dzieje, nie płacz" - i przestalam, bo on nie może się smucić przeze mnie. Kasiu,mam nadzieję, że po nocy złe myśli minęły!
 
Cathernika: minęły i nie minęły. u mnie to nie takie proste. mam duszę wędrowca i niekiedy mam wrażenie, że zdecydowałam się na męża i dziecko, bo mi się u koleżanki to spodobało i jej zazdrościłam. aniestety mam takie chwile niekiedy, że wyobrażam sobie coby było gdyby małego teraz nie było....... wiem wyrodna jestem
 
kaska: ja tez nie moge sie do konca odnalezc w tej sytaucji. bo przeciez nasze dotychczasowe zycie tworzylysmy przez wiele lat, robilysmy co chcialysmy, nawet jesli mialysmy meza to wiedzialysmy ze on sobie poradzi gdy na chwile gdzies wyskoczymy, lub gdy nie chce nam sie dupki podniesc by zrobic obiad a teraz??? juz nie jest tak prosto powiedziec "zaraz" "nie chce mi sie" itp i to mnie wkurza. mam do napisania prace lic. we wrzesniu powinnam sie bronic a tu ciagle cos. nie mam czasu pisac! tez czasem mysle ze powinnam poczekac.
ostatnio moja kolezanka za miomi plecami powiedziala ze "bawie sie w mamusie" moze cos w tym jest??
 
kaśka76 pisze:
Cathernika: minęły i nie minęły. u mnie to nie takie proste. mam duszę wędrowca i niekiedy mam wrażenie, że zdecydowałam się na męża i dziecko, bo mi się u koleżanki to spodobało i jej zazdrościłam. aniestety mam takie chwile niekiedy, że wyobrażam sobie coby było gdyby małego teraz nie było....... wiem wyrodna jestem

Kaśka - marzę o wzięciu plecaka i pojechaniu w góry...Pocieszam się, że z Krzymkiem też to jest możliwe - może we wrześniu się uda. Choć u mnie tak naprawdę największą przeszkodą jest... Piotr niestety - wyciągnięcie go gdzieś jest trudne...Choć jak już się uda to jest fajnie ::) Przecież możesz zabierać Piotrka w różne miejsca... Wyrodna nie jesteś, a nawet jeśli jesteś to jest nas dwie...
 
Kochane! z jednym dzieckie to można się ruszyć praktycznie wszędzie , naprawde!
przy dobrej organizacji wszystko jest możliwe, natomiast z dwójką to już nie jest takie proste..
 
reklama
trzy...też się przyłączam...
ostatnio wyłam jak głupia, bo był woodstock a mnie na nim nie było..czasami też mam ochotę pieprznąć to wszystko i dać sovie spokój na jakiś czas, czasami kiedy jest mi potwornie źle i wiem,że niestety we wszystkich sytuacjach mogę liczyć tylko na siebie wydaje mi się,że lepiej by było gdyby jagunia pojawiła się za kilka latek, kiedy miałabym poukładane życie, skończone studia itd...
czasami przerażało mnie to,że jutro jest taki sam nudny dzień,że znowu nigdzie nie pójdę, bo nie mam małej z kim zostawić itd...obecnie postanowiłam wziąć się w garść, postarać się wyciągnąć pawła z jego domu, bo przez atmosferę , którą tam nasiąka mój związek się pieprzy...on chce ze mną zamieszkać, kupić jakieś małe mieszkanko a ja jestem rozdarta..po pierwsze nie wiem jak poradzimy sobie finansowo, a ja bardzo boję się tego,że pewnego dnia spojrzę i uświadomię soibie,że nie ma za co kupić jedzenia i opłacić bierzących rachunków, a po drugie i najważniejsze zamieszkanie razem na 99% przynosi perspektywę nie ukończenia przeze mnie studiów, bo niby kto zajmnie się jaunią?
czytając ten post większość z was pomyśli,że jestem niedojrzała.....ostatnio samej mi się tak wydaje :(:(:(
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry