Patri
Mamy lutowe'07 Zadomowiona(y)
Patri super, że Julka juz lepiej się zachwujez posta wnioskuje że i u ciebie humorek lepszy, jestes spokojniejsza, więc i dziecku sie udziela:-) takie koło zamkniete_mama zła, dziecko złe, a jak dziecko złe i niegrzeczne to i mama tez zła i tak w kółko;-)
Święta racja Rosmerta, im ja się mam gorzej tym ona jest bardziej nieznosna... Ze mną lepiej (znów antydepresanty...) to i ona całkiem ok...
u nas problem tylko z robieniem na przekór teraz, jak poprosze by się z kims przywitał to napewno tego nie zrobi, jak powiem, by cos pokazał co umie robic to powie, że nie ma ochoty, albo ze nie umie, albo po ptrostu ucieknie; jak wracamy z mężem z pracy to nie chce sie witac i udaje, że nas nie widzi, i za nic nie chce dać buziaka czy sie przytulić, ale jak tylko powiem dobrze, jak nie chesz to trudno, ale jest mi smutno, to za chwilke przybiega i tuli sie i całuje i przeprasza![]()
Miałyśmy ten problem Rosmerta. Mamy nadal o ile nie da się jej wyboru pomiędzy dwiema możliwościami.
"Chodź do łazienki myć zęby"
"Nie chce".
Teraz mówimy:
"Idziesz ze mną za rękę do łazienki myć zęby, czy idziesz sama?"
"Sama".
"Bedziesz spac w swoim łóżku czy w moim?"
"W swoim".
itd. pomaga.
"Dasz buziaka czy się przytulisz (ew.czy przybijesz piątkę, podasz rękę...)?".
Działa, tylko gdy wyjątkowo naprawdę nie ma ochoty czegoś zrobić, nie z przekory, ale po prostu, to ignoruje wybór i mówi mimo to NIE.

Patri cieszę się że jest poprawa.
Najważniejsze to znaleźć źródło problemu, wtedy łatwiej poradzić sobie ze skutkami
Julka potrzebuje dużo ciepła, cierpliowści i zainteresowania. Musisz być teraz tylko dla Niej, chociaż nie będzie to łatwe, sprawisz że poczuje się spokojniejsza
Trzymaj się Kochana!
Matyldo, co za dużo to niezdrowo ;-) Dzięki kobieto za Twoje słowa.


Wiem, ze masz rację. 
Dużo rzeczy robimy razem i o ile ja nie jestem w otchłani depresji, to jest całkiem fajnie i mam z nią bliski kontakt. Wie już, że nie dam sobie wejść na głowę.
Do tej pory stosowałam się do tego mówienia o emocjach: widzę, że jesteś zła. itd. a ta i tak mnie lała i szczypała.
Skończyło się, gdy było najpierw ostrzeżenie, a za drugim razem za rękę i do pokoju, "mówiłam nie bij mnie, źle sie zachowałś więc będziesz siedzieć sama". Jak przychodziła, to ją wyprowadzałm do pokoju, w końcu przychodziła i przepraszała:
"Mamo, przeraszam, że mnie uderzyłaś."

No ale już później była grzeczna.
A teraz mówię jej, nie możesz mnie bić, ale możesz mnie pogłaskać po głowie. I jak mnie głaszcze to się rozpływam w zachwytach, więc robi to chętniej i częściej niż bicie... Więc chyba ok.
Czasem trzeba jej siłą pokazać konsekwencje jej słów.
Ostatnio w tramwaju- prawie pustym:
Posadzil ją B. samą, na oddzielnym siedzeniu. Woła:
"ja chcę na kolana". No to B. się przesiadł i wziął ją na kolana. Jak tylko ją wziął ona do niego:
"Ja chce siedzieć sama"
No to ją posadził samą. A ta znowu: "Ja chcę na kolana".
Wziął ją na kolana, ale widzę, że B. zaczyna sie denerwować i jej tłumaczyć. A Julia znowu "chcę siedzieć sama". Posadził ją samą i powiedział, że już jej nie weźmie na kolana. To zaczeła się wyginać na siedzeniu i krzyczeć, że chce na kolana. Schodziła z siedzenia, szła do B., trochę niebezpiecznie. Więc poszłam do jej miejsca, wzięłam ją na kolana. Ona: "chce siedziec sama" A ja na to, że musi odczuć konsekwencje tego co mówi, bo jej słowa są ważne. Powiedziała, że chce na kolana, więc jest na kolanach, moze płakać i krzyczec ile chce. Musi myslec co mówi. Nie ma zabawy w chce nie chcę, bo to rodziców denerwuje.
Powrzeszczała powyginała się, popłakałą, ale odwracałam jej uwagę pokazując kolorowe swiatła na ulicy. W końcu przestało jej przeszkadzac ze siedzie na kolanach i juz do konca podrózy był świety spokój.
Teraz pytam sie jej czy na pewno, albo czy chce siedziec sama czy siedziec na kolanach, sama wybiera.
Wiem, ze uczenie sztywnej konsekwencji moze byc zgubne, ale mam nadzieje poluźnić to jak już więcej będzie rozumieć.
Patri fajnie że jest lepiej
co do żłobka to może Julka troszkę się też nudzi z tymi mniejszymi dziećmii dlatego ciut kiepskie są te pierwsze godziny
Emilka np zdecydowanie bardziej woli towarzystwo starszych dzieci![]()
Możliwe Gosiaku, ze masz rację, choć potrafi być bardzo opiekuńcza do tych mniejszych dzieci. Na placu zabaw często chciała się dołączyć do tych starszych, biegających, ale była dla nich za mała. One bawiły się w berka, a ona się śmiała, klaskała, wodziła za nimi wzrokiem i podskakiwała w miejscu. Poza tym...bawi się sama. Jeśli idzie w jej kierunku dziecko lub dorosły, to krzyczy już z odległości 5 metrów: NIEEEEEE. Albo NIE IDŹ DO MNIE PANI!!! Jakoś tak kiepsko się integruje chyba. Na placu zabaw raz bawiła się z jakimś chłopcem, już miałam nadzieję, że się zakolegowała z kimś jakoś spontanicznie. Potem się okazało, że to kolega z jej grupy w żłobku.
Ale te starsze, o ile są chętne, zeby z nią pogadać są nawet akceptowane. Gubie się w tym małym świecie, zupełnie jakbym w nim nigdy nie była
... ...Buziaki dziewczyny i powodzenia z Waszymi buntownikami.
Dziękuję Wam.
Ostatnia edycja:
musialam je kapac takze jestem cala podrapana a koty i tak sa tluste ze siersc im stoi na bacznosc chyba w plynie do naczyn musialabym je umyc lub w zmywarce
Jenni mały rozbójnik
a przedwczoraj wyrwała listwę ze ściany co jest na korytarzu i tą listwą go biła
i wózkiem go rozjeżdża a najlepiej to jak idzie do kuchni bierze swoje krzesełko i zanim na nim usiądzie to leci psa nim zgnieść 
)