Cieszę się Patri, że wykluczono tę paskudną chorobę u małej.
Super też, że karmisz piersią.
Co do Twojego mężczyzny, wiem, że Tobie jest potrzebne wsparcie, ale trochę go chciałam usprawiedliwic. Przypuszczam, że jego ucieczka w pracę jest odreagowaniem stresu, który też przeżywa. Nikt z nas nie jest dobrze przygotowany do spotkania z tak przykrymi sytuacjami, jaka Was spotkała. Pewnie, że najlepiej byłoby byc razem i wspólnie się wspierac, ale mężczyźni rzadko potrafią stawic czoła stresowi. Poddają się i biorą nogi za pas. Wiesz, miałam taką sytuację w domu rodzinnym, źle było z moją siostrą, i gdy leżała w szpitalu, to z moimi rodzicami było podobnie. Mama wpadła w depresję i potem przez wiele lat oskarżała mojego tatę, że nie jadła, bo w depresji nie masz ochoty jesc, a tata jej nie podał posiłku i nie wmusił jedzenia, nie wziął za rękę i nie zaprowadził do lekarza. Ale ja widziałam to inaczej, mój tata uciekał w pracę, żeby nie myślec o tym co się stało, sam potrzebował pomocy. Ta sytuacja zaważyła na całym ich związku, postaraj się, żeby u Ciebie tak nie było. Musicie się przecież wspierac i kochac, zeby dziecko miało szczęsliwy dom. I w takiej sytuacji, choc to kobieta jest osłabiona porodem, musi byc zazwyczaj tą stoną silniejszą. Porozmawiaj szczerze z mężem na temat tego co Cię boli, ale też o tym, co go boli i spróbujcie razem rozwiązac swój problem. No i do małej jedź na stałe, jeśli się poczujesz na siłach, bo ona tego potrzebuje. Trzymam za Waszą rodzinkę kciuki, bądź silna.