Wątek trochę zaniedbany, więc go odświeżę;-) Apetyt Maćka sięga zenitu. Zaczynam się martwić, bo non stop chodzi "głodny". Dziś pół dnia spędził w kuchni jęcząc do lodówki. Ja nie wiem, ale może ja coś źle robię, źle go karmię


Dziś np. jadł tak:
7:30 - 240 ml mleka
8:30 - (już jęczał z "głodu") ok. 200 ml jogurtu z jagodami
10:00 - ok. 150 ml zupy pomidorowej z makaronem
11:30 - znów zupa, bo zobaczył ją jak się studziła

ok. 13 - kanapka z serem (przestał jęczeć, czyli się najadł:-))
15:30 - 2 małe kotlety z piersi, szpinak
ok.18 - 150 g serka wiejskiego
I tak się zastanawiam, może zupy go nie sycą, może powinnam dawać mu więcej owoców i warzyw, ale jak te warzywa? Tak po prostu ugotować np. brokuły i dawać do rączki jako przegryzkę?
On wszędzie wyczai jedzenie: w tv, w gazecie, na ulicy itp. I aż się ślini na jego widok
A, i jeszcze pytanie: jak myślicie mogę dawać mu np. co 2 godziny coś do jedzenia?