Ja tam jestem zdania, że szczepionki, podobnie jak inne leki wynaleziono jednak dla dobra ludzkości, a nie na pohybel...Skutki uboczne ma każdy specyfik medyczny. Tak to jest, że często w dużej mierze podanie leku jest bilansem potencjalnych zysków i strat.
A co do wyeliminowania chorób przez szczepienia, to owszem, nastąpiło...Ot, chociażby ksztusiec. Każda próba wyeliminowania szczepionki powodowała nawroty epidemii.
A gruźlica? To samo.
Prawda jest taka, że teraz możemy pozwolić sobie na nieszczepienie dzięki temu, że większość dzieciaków od pokoleń była szczepiona i ryzyko zachorowania faktycznie jest niewielkie.
A np. argumenty za nieszczepieniem na tężec, mówiące o tym, że prawdopodobieństwo zachorowania w mieście jest bliskie zeru, są z palce wyssane i zwyczajnie nieprawdziwe! Wystarczy, że dziecko w ziemi pokopie i się skaleczy przy tym...Albo zardzewiałym prętem się draśnie...Ja się szczepię na tężec regularnie, nie wyobrażam sobie jechać na działkę, albo gdziekolwiek indziej na łono natury z dzieckiem nie zabezpieczonym przeciw tężcowi właśnie.