reklama

Ciąża po 40

Dzień dobry,

Wyspałam się za wszystkie czasy. Julka spała do 8. Nie pamiętam juz kiedy to jej się tak pospało. W sumie zasnęła po 20 czyli przespała 12 godzin.
Wczoraj zapowiadali śnieżycę na noc. Nie było. Świeci słonce i jest +3. Byłam juz pozałatwiać swoje sprawy i było całkiem przyjemnie.

kłaczku - przestraszyłam się. Zapalenie płuc? Jak to ? Skąd ? Taka smutna minkę wczoraj miał Karol.Trzymajcie się. Dobrze ze trafiliście do lekarza.

Flo - zdjęcie boskie. Byłam przekonana ze to dwie sztuki psiaków :)

Olena - wysyłka darmowa do PL też ?

[h=5]Julka mi sie nudzi. W co się bawić z 13 miesięcznym dzieckiem ?[/h]
 
Ostatnio edytowane przez moderatora:
reklama
Zoyka - a co z tym przedszkolem o którym kiedyś pisałaś? Może dobrze by Julce zrobiło poprzebywanie tam, chociaż na próbę, ze 2h dziennie? Ty odsapniesz, a ona się nie będzie nudzić :-)
 
Melduje sie. Moze po ludzku i od poczatku... Wczoraj kolo pierwszej zaczalm miec watpliwosci. Nie lubie zawracac dupy bez potrzeby, ale stwierdzilam ze koncza mi sie dobowe dawki lekow przeciwgoraczkowych, a maly jedzie rowno ponad 40stopni i na noc zostane z reka w nocniku. Rzucilam haslo ze drzemy na A&E, lepiej teraz niz wieczorem, zwlaszcza za Rajmund wtorek-sroda na dniowki. Na miejscu przyjeli nas dosc szybko, mimo duzej kolejki. Segregacja - podwyzszone tetno, temperatura 40,2. Po dopytaniu ile czego dzis dostal, pani podala paracetamol (Calpol) w syropie. Za chwile juz nas wolali dalej. Obadali, osluchali, pozagladali w gaardlo i uszy, nic nie znalezli, wiec przerzucili do boksu na IP, gdzie mielismy czekac godzinke, az sie maly odsika na probke. Bardzo smieszne, skoro on malo co pil... Po godzinie woreczek byl pusty, goraczka spadla do 39,6, pani stwierdzila ze to cos nie tak jest bo skads sie ta goraczka musi brac, jest niebezpiecznie wysoka i nie daje sie lekom. Czyli na oddzial, pobranie krwi, czekamy na siku, co dalej sie zobaczy. Ale po drodze jeszcze rg. klatki piersiowej - na wszelki wypadek. Na oddziale a piat' pomiary, tempka wylazla do 40,8, mnie zrobilo sie miekko, pielegniarki pognaly po wentylator. Maly zaczal majaczyc, wisial mi na rekach wiotki i rozpalony, polozony do lozka tylko jeczal jakby w polsnie. Makabryczne to bylo. Pobrali krew, doszedl rtg (kurde, na kompa go lekarz dostaje!) i okazalo sie ze jest zapalenie pluc. Poniewaz moj angielski nie jest perfekcyjny, lekarz po prostu pokazal mi zdjecie na monitorze. Decyzja zapadla - maly zostaje na oddziale przynajmniej do rana. Po pierwsze trzeba kontrolowac temperature w warunkach szpitalnych, po drugie podadza mu doustnie antybiotyk i jesli go nie wyrzyga, to nazajutrz mozemy isc do domu, ale jesli zwroci, zostaje na dluzej i bedzie dostawal antybiotyki dozylnie. Pierwsze to si epostawilam, ze samego go tu nie zostawie - myslalam ze on na lozku, ja na fotelu i jakos damy rade, a tu... :szok: Karol dostal lozeczko, a ja skladane, niskie lozko. Byloby super, gdyby moje dziecko nie plakalo, nie jeczalo, nie rzucalo sie w tym lozeczku. Pielegniarki zakazaly brac go do siebie, zeby nie grzac soba, ale wzielam. Jakos nie krzyczaly - maly spal ladnie, w samym pampku, odkryty, a ja drzemalam w nogach pilnujac zeby z lozka nie spadl i tak jakos dotarlismy do rana. Antybiotyk sie przyjal. Rano Karol byl jzu wyraznie "lepszy". Po przebudzeniu podumal chwile i zataczajac sie (slaby jest strasznie) ruszyl na zwiady. I w sumie na tym spedzil niemal cale przedpoludnie... Szedl sobie w korytarz, zaczepial kogo spotkal, a jak mu odpowiadali to krecil glowa i mowil "nie, nie, nie". Dlugo nie trwalo, jak siostrzyczki na jego widok zaczely mowic "nie, nie, nie". :-D A jemu w to graj. Goraczka juz nie poszla w gore, w tej chwili jest fajnie chlodny - cos tam jest, ale to pikus. Leki w szpitalu podawalam mu sama, bo siostrzyczki sie poddaly kiedy zmienial sie w osmiornice. Wszelkie syropki podaja strzykawkami, troche takimi jak w Ibumie. Polewke mialam jak mi siostrzyczka przyniosla antybiotyk, a mnie zalecialo i pytam czy amoxycyllina - ona oczy. A to ma tak charakterystyczny zapach... Nnajwazniejsze ze juz w domu...
 
klaczku dobrze, ze juz w domu!

Przypomnial mi sie pobyt z Patrykiem w szpitalu po zlamaniu palca. Tez lozko polowe kolo jego lozka, bo dzieci tam same nie zostaja.
Aha, ja tez podaje leki dozownikiem z Ibumu ;)
Dobrze, ze antybiotyk zadzialal!
 
I jedno co bylo smieszne... Tlumaczenie kazdemu kto ogladal Karola, ze to nie problemy z watroba, tylko przedawkowanie soku marchewkowego.:-D Kurde, zawsze pierwsze pytanie to bylo czy on zawsze taki zolty...
 
Hallo Kobitki!
Kłaczek no to kamień z serca, że już lepiej!
Zoyka no najlepiej było by iść na dwór:baffled: tylko pogoda do bani. W domu to katastrofa, moja Adolina ma pół roku i też się nudzi.
Trenowałyśmy nakrycia głowy, ale opaskę ściągała w 3 sekundy, będą jaja coś widzę.
Zobacz załącznik 549312
 
reklama
Kłaczku dobrze,że już Karol i Ty w domciu i że nie wyrzygał leków:tak:.Axa czy Ty Adusie rozśmieszasz ona zawsze uśmiechnięta od ucha do ucha????:-DAmelka też lubi popozować do zdjęc ale takiego promiennego uśmiechu to chyba do foty nigdy nie zrobiła:szok::tak::-)
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry