1. Witaminy w ciąży. W pierwszej ciąży łykałam regularnie feminatal, w drugiej trochę byłam na siebie zła bo nie zawsze o nich pamiętałam, ale wszystko było ok. Zawsze sobie tłumaczyłam, że przecież nasze mamy, babcie nie brały żadnych witamin i jakoś rodziły zdrowe dzieci.
Przyznam się ze wstydem, że przed planowaniem ciąży nigdy nie brałam kwasu foliowego, a wszyscy o tym tak trąbią.
Teraz kupiłam sobie Femibion 1, okrutnie drogi, ale zaszalałam na początek, raz wezmę, raz zapomnę, ostatnie dni nawet nie zapomniałam. Nie wiem jakaś taka niekonsekwentna jestem z tymi tabletkami, dlatego też nigdy nie zdecydowałam się na antykoncepcyjne bo nie brałabym ich regularnie a to już nie ma sensu
2. Zgodnie z zaleceniami naszego pediatry nigdy nie szczepiłam dzieci dodatkowymi szczepionkami poza tymi zalecanymi, na które wzywają nas z ośrodka. Dopytywałam się do o te skojarzone, to powiedział, że jak chce wydawać pieniądze to proszę bardzo, jego zdaniem wystarczą te. On w ogóle jest przeciwny dawaniu antybiotyków, najpierw leczymy tym, potem tym, jak to nie pomoże to na końcu, w ostateczności antybiotyk, a nie tak jak inni pediatrzy u nas, od razu antybiotyk i choroba w zasadzie szybko z głowy, ale tu chodzi o to żeby dziecko też samo się uodparniało.
3. Witaminę D podawałam dzieciom i tak jak pisała Ewa raczej w okresie jesienno/wiosenno/zimowym. Nie wiem czy dobrze pamiętam czy ma to coś wspólnego z zarastaniem ciemiączka, bo moje dzieci dość długo miały mięciutkie, ale może mylę fakty bo już tyle czasu minęło

.