Zaczęłam się wreszcie wysypiać jak należy, po prostu mam zwiniętą drugą kołdrę pod górną część ciała, głowa najwyżej - śpie na podwyższeniu krótko mówiąc. Nie jest źle;-) Jeszcze kilkakrotnie w ciązgu nocy wstaje do łazienki, ech...
Ostatnio nie wychodzę nigdzie. kilka metrów przejde i już bolą mnie plecy, nerka jakby. Człapię się jak ślimak, wcale nie są przyjemnością te spacery. Tymbardziej że pogoda też do słonecznych nie należy. Z kolei bez tlenu i ciągle w czterech ścianach - świra można dostać. Na wydział chodziłam, gdy było mi rześko, lekko i brzuszek był mniejszy i nic nie wskazywało na to że zrobi się tak wielki jak jest teraz!!!

To moja ocena, że jest wielki, w życiu tak wielkiego nie miałam
Z samochodu osobowego wysiadam raz na miesiąc

ale zdążyłam doświadczyć że to uciążliwe i wręcz komiczne. Troszkę nurtuje mnie, że nikt w komunikacji miejskiej nie ustępuje miejsca, oczywiście na szczeście bywają wyjątki. Przeciez mam brzuch jak piłka lekarska, mniej miejsca zajme siedzac, do tego jeszcze trzymaj się i chroń brzuch przed starymi babciami - siatomiotami, dyszącymi lokomotywami.
Dlatego w zasadzie nie ruszam sie z domu.
A na nowy rok postanowiłam wstawać o 7 rano i kłaść się przed 24. Przynajmniej przez następny miesiąc...
I już widzę że dziś się nie udało. Zobaczymy jutro.
Pozdrawiam
