Znalazłam sekunde żeby opisac mój poród
Rodziłam niestety na Madalińskiego ponieważ nigdzie nie było miejsc. Zgłosiłam sie rano 05 lipca o 8.00 do kontroli na KTG ponieważ było 5 dni po terminie, okazało się ze sa 2 cm szyjka prawie zgładzona wiec poród się zaczął (żadnych bóli ani oznak porodu). Odesłano mnie z Zelaznej na Madalińskiego bo tylko tam było wolne miejsce.Spokojnie pojechałam do domu po rzeczy wykąpałam się i pojechała do szpitala o godz 11.00 Przyjęto mnie w izbie przyjęć - jakiś lekarz olewczo mnie zbadał i nie wiem dlaczego badała mnie jakaś stażystka ????

(nie wyrażałam na to zgody) . Wybrałam salę osobną do porodu rodzinnego (300 zł a na Zelaznej1000) od 11 do godz 15 było 5 cm rozwarcia bez żadnych bóli siedziałam na piłce chodziłam... Przy takim rozwarciu to byłła ostatnia chwila zeby zdecydowac sie na zzo . No i sie zaczęło podano mi znieczulenie i tak do godziny 21 rozwarcie kompletnie nie postępowało a odeszły mi wody.Lekarze zaczeli sie zastanawiać co tu zrobić bo prawdopodobnie przez znieczulenie wszystko stanęło. Podano mi oksytocynę natomiast znieczulenie działało i nic sie nie rozwierało nadal.o godz ok 2 chyba Podano znowu oksytocynę tym razem jak przestało działac zzo w bólach zaczeło dopierpostępowac rozwarcie :

Szok!! zaczeły się dopiero bóle!! po kilku godzinach cierpień ze skurczami rozwarcie było na tyle duże że
zaczęliśmy rodzić.Była chyba 4 rano Byłam tak wyczerpana po tej oksytocynie że nie miałam siły przeć (nie pozwolili mi nic jeść przez ten czas, ostatni posiłek był o 7 rano 1 kanapka) ok 6 rano było widać główkę ale ja opadałam z sił lekarze chcieli cesarką bo ja już nie dawałam rady(przestraszyłam się chyba). W końcu przynieśli próżnociąg i po kilku parciach Martynka znalazła się na moim brzuchu o godz 06.23 (popłakałam się ze wzruszenia była taka cieplutka i też wymęczona ale cała i zdrowa

) Dostała 10 pkt ważyła 3400 57 cm :laugh: Jest kochana i nareszcie na zewnątrz. B
Przenieśli nas do sali noworodkowej byłam, potwornie wymęczona nie miałam siły chodzić idąc do łazienki zemdlałam.Podłączyli kroplówkę z glukozą Kazali mi leżeć ale jakoś nikt sie mną nie zajmował ani moim maleństwem za bardzo. Starałam się ją karmić przewijać ale nie bardzo nam to szło z ta kroplówką w łapie. Odłączyli mnie po jakims czasie ale nadal nie miałam siły. Straciłam dużo krwi podczas porodu i dlatego byłam osłabiona. Mala nie chciała jesc specjalnie ale nikt sie tym nie przejął parę razy ja nakarmiłam ale chyba nie było pokarmu a ona udawała ze je, strasznie krzyczała to podawali jej glukozę ?? stwierdzili ze jest gorąco i chce pić, a ona była głodna!!! Zrobili mi morfologię wyszła marnie następnego dnia jeszcze gorzej W końcu lekarze stwierdzili ze jestem za słaba i trzeba przetoczyć krewi . Podłączyli mi krew na dwie godziny nie mogłam sie ruszać i znowu opieka zawiodła mała sie darła położyli mi obok chciała jesc dałam jej troche cyca. Byłam pokłóta od tych igieł nie miałam siły ręką ruszyć krocze zszyte bolało (nadal boli) jak cholera , porobiły się siniaki na rękach. Chciałam wyjść z tamtąd jak najprędzej. Przyszedł 2 dnia lekarz jeden drugi trzeci stwierdzili ze jak dobrze sie czuje po tej krwi mała zdrowa to moge do domu, tylko nikt nie zauważył ze mało je i straciła dużo wagi 300 to chyba dużo bo przecież mało jadła, teraz mi pokarm zalega w piersiach a ona nie umie ssac piersi a może raczej nie chce bo ciężko idzie że laktator nie ma siły.
Ogólne wrazenia to bardzo ciężko ale warto sie pomęczyc dla takiej kruszynki kochanej
A.. jesli chodzi o szpital na
Madalińskiego to nie polecam , jesli chodzi o opiekę to tylko studentki były na tyle uprzejme i sympatyczne że pomagały. Jak jednego dnia ich zabrakło to była tragedia... nikogo o nic nie możnabyło poprosić. Nie mówię że cały personel do wymiany ale organizacja to kiepska.
zapraszam do obejżenia mojego maleństwa
http://www.bartekiemilka.prv.pl/martynka