Jestem, jestem.... Sorki, że tak późno

Dzieci
Pedro - służba zdrowia - koszmar. Jest trochę tak jak pisze Olisska. Z tym, że np bezpłatne szczepienia na pneumokoki i meningokoki związane są z tym, ze tu po prostu jest na to kasa.
Ja spotkałam się z dwoma przypadkami.
Przypadek pierwszy: ludzie, którzy nie znają języka i w dodatku wiedzą lepiej iż lekarz.
Przypadek drugi: ludzie, którzy znają język i rozbijają się o medyczną rzeczywistość
O pierwszym przypadku, nie będę się wypowiadać, bo tu czy lekarz ma rację czy nie ma to i tak wiadomo, że nie ma, ale w drugim przypadku jest tak: Na przewlekłe zapalenie zatok (leczone w Polsce antybiotykiem) pan doktor zalecił herbatę z mlekiem i leżenie w łóżku, test tolerancji glukozy wymogłam na położnej, bo mój lekarz skierowania nie dał, poza tym tu położne wywalczyły to, że rok temu zaczęto robić tu te badania jako prawie obowiązkowe.
Z moją spuchniętą ręką kołaczę się 10-ty miesiąc nikt nie wie co mi jest, do okulisty trzeba umawiać się telefoniczne, bo nie wiadomo czy dojedzie czy nie, dzieci po urodzeniu z żółtaczką wysyła się do domu z zaleceniem obserwacji - jak się pogorszy to trzeba wrócić ( ja mam do szpitala 40 km).
Jak Kajetan złamał rękę to pojechaliśmy te 40km, zrobili mu rentgena, założyli łupkę gipsową i wręczyli skierowanie do szpitala ortopedycznego (80km w jedną stronę), tylko po to, żeby pan doktor obejrzał to samo zdjęcie i powiedział, że, no, złamana - gips! A ja 7 miesiąc ciąży i tak ganiałam w tą i tamtą - dobrze, że mam samochód, bo gdyby trafiło na kogoś niemobilnego w 7 miesiącu, to masakra. Tydzień później trzeba było pojechać na kontrolę........
To są moje przykłady, nie będę opisywać cudzych bo nie wiem na ile są prawdziwe, ale wierzę, że w większości są
