reklama

Dorosły synek mamusi

O maminsynku, dorosłym synku mamusi, powstało wiele tekstów: zarówno stricte psychologicznych, które próbują opisać zjawisko, poradnikowych, mających podnieść maminsynkowe żony na duchu, jak i rozrywkowych, podkreślających folklor (i często wręcz niedorzeczność) sytuacji. Relacja matka-dorosły syn to temat rzeka, ale i – zwłaszcza dla ich żon - wulkan wielobarwnych emocji. Tak, życie w małżeńskim trójkącie nie jest łatwe.

Rola matki w życiu syna

Rola rodziców w życiu dziecka jest nie do przecenienia - nie tylko opiekują się swoim potomstwem, ale i wychowują, wspierając w procesie socjalizacji czy identyfikacji z płcią. Między innymi właśnie dlatego miłość macierzyńska do syna ma nieco inny charakter niż ta wobec córki. Matka jest dla małego chłopca wzorem kobiety, a ich zdrowe relacje są istotne dla kształtowania się jego przyszłych związków z płcią przeciwną. Dzięki matce młody człowiek może stać się fantastycznym partnerem, albo… albo nie. Prawda jest bowiem taka, że dysfunkcjonalne stosunki na linii matka-syn to prosta droga do związków niedojrzałych, nie satysfakcjonujących, czy wręcz frustrujących – dla obu stron (i mam tu na myśli partnerkę życiową, nie mamę).

Synek mamusi

Choć mówi się, że nie można kochać za bardzo, nie da się przedawkować uczuć, to jednak miłość, która nie pozwala zaczerpnąć tchu, bo oplata, niczym bluszcz, staje się toksyczna. Nadgorliwa miłość matki, którą ta demonstruje na każdym kroku, zamiast dawać synowi poczucie bezpieczeństwa, ogranicza go - nie pozwala mu odkryć swojego prawdziwego ja, rujnuje osobowość i komplikuje życie.

Trudno w takim układzie o indywidualność – samodzielne myślenie czy działania. To chora symbioza - współistnienie, współzależność, prawdziwe współ-czucie (w takim układzie ogromna część pokładów emocji dziecka (także już dorosłego) jest skierowana na matkę). Niekiedy trudno jest ustalić, czego tak naprawdę chce dziecko, a czego… chcieć powinno, czyli czego pragnie mama.

Dorosły maminsynek nie potrafi żyć na własną rękę – dla niego matka, wciąż pozostająca najważniejszą kobietą w życiu, jest drogowskazem, wyrocznią, miarą wszystkiego i wszystkich. Jest na jej zawołanie, liczy się z jej zdaniem, gdy musi podjąć decyzję, to ona ma rację, a jej potrzeby wciąż są dla niego priorytetem, czy to sobie uświadamia, czy nie. Często – niestety – owa toksyczna więź jest na tyle krępująca, że uniemożliwia wejścia w rolę odpowiedzialnego i oddanego partnera czy ojca.

Mamusia synka

Matka, w imię wielkiej macierzyńskiej miłości, choć nie chce, krzywdzi swoje dziecko. Zamiast pozwolić synowi żyć samodzielnie, chowa go pod swoją spódnicą, i tak przypina mu łatkę maminsynka. Ona żyje dla niego - nie tylko oddałaby za niego swoje życie, ale najchętniej… także jego egzystencję odfajkowałaby za niego (wszak ona wie, co jest dla niego najlepsze). Pępowina wciąż nie została przecięta, a oni – mama i syn – wciąż tworzą jedność.

Pocieszające w tej sytuacji powinny być opinie psychologów, którzy twierdzą, że zniewalanie dziecka, jak to sobie roboczo nazwałam, najczęściej jest procesem, którego matki sobie nie uświadamiają. Badania dowodzą, że one najczęściej nie zdają sobie w ogóle sprawy, że krzywdzą dziecko, a ich miłość jest egoistyczna, bo pod płaszczykiem poświęcenia realizuje potrzeby matki.

Dlaczego one tak robią?

Nadopiekuńczość

Bezgraniczna i bezwarunkowa, ale i bezkrytyczna, niemądra miłość to nie tylko spełnianie zachcianek i potrzeb, uchylanie nieba czy usuwanie kłód spod nóg, ale wpajanie złych wzorców i nieadekwatnych przekonań. Wynika z tego nie tylko roszczeniowy stosunek do świata, ale i poczucie, że nikt inny, tylko matka, jest w stanie zrozumieć i spełnić potrzeby dziecka. To brzmi jak: „Pamiętaj, synku, że nikt na świecie nie kocha cię tak, jak ja, no i nikt – tak jak ja – nie zna ciebie i twoich potrzeb”.

Wdzięczność i poczucie winy
Relacja dorosłego syna z mamą często opiera się nie tylko na wyidealizowanym obrazie matki i samej relacji, ale jest konsekwencją pewnej transakcji. „Dałam ci tyle miłości, byłeś dla mnie całym światem, poświęciłam ci życie. Doceniaj to, bądź wdzięczny i okazuj mi to: zainteresowaniem, czułością, uwagą”. Wdzięczność z kolei to wielka przyjaciółka poczucia winy – częstego narzędzia, jakie stosują toksyczne matki, zwłaszcza te, synek których wyfrunął z gniazda, a gdy okazuje się, że choć wciąż mama odgrywa w jego życiu ogromną rolę, dla niej jest to wciąż za mało. Bywa, że odpowiedzialnością za swoje życie i dobrostan obarcza syna. Ona musi czuć się potrzebna, zauważana, kochana – i to jest obowiązek, zadanie dla syna.

Przegrane życie

Bywa, że matka na swoim synu skupia cała swą uwagę i uczucia – w ten sposób próbując rekompensować nieudany związek małżeński. Wówczas syn, jej mały mężczyzna, przejmuje rolę życiowego partnera – ma pomagać matce, wspierać ją, chronić i bronić przed światem (a często przed swoim ojcem), oraz zaspokajać jej potrzeby miłości czy bliskości. To naturalne, że kiedy jest nam źle, szukamy oparcia, ale niebezpieczna jest sytuacja, kiedy ów mechanizm zostaje przeniesiony na dziecko.

Jak sobie radzić, będąc żoną maminsynka?

Jeżeli jesteś żoną maminsynka i czujesz, że właśnie owa toksyczna relacja pomiędzy twoim mężem a teściową stoi na drodze waszego szczęścia - nie bądź pasywna. Zawalcz o siebie, o was. Czy wiesz, że problemy z teściami to jeden z najczęstszych powodów konfliktów małżeńskich, poważnych kryzysów i rozwodów? Dlatego warto działać – i to jak najszybciej!

Pierwszym i najważniejszym krokiem jest uświadomienie sobie toksyczności relacji, w jakiej we troje  tkwicie. Jeśli czujesz, że i ty, i twój mąż, jesteście ofiarami manipulacji – nie trać czasu, zacznij działać, zanim będzie dla was za późno.

Poczucie krzywdy, samotność i ból, które rodzi w tobie niepewność uczuć i brak lojalności ze strony partnera (jak prawdopodobnie interpretujesz swoją pozycję w tymże trójkącie), tak naprawdę rani cię bardziej niż faktycznie wyrządzone ci krzywdy. Dostrzeż i zrozum, że u podłoża twego samopoczucia nie leży brak miłości męża do ciebie, a zwykła manipulacja na linii syn-matka. Niech ten punkt widzenia doda ci sił.

W odniesieniu do teściowej zacznij stawiać wyraźne granice. Masz prawo określać zasady waszych relacji – i nie bój się z tego skorzystać. Pamiętaj, że jesteś ich pełnoprawną stroną, nie musisz godzić się na coś, na co nie masz ochoty. Bądź asertywna, nie bój się myśleć o sobie i swojej rodzinie.

Rozmawiaj też z teściową. Jeśli ta wkracza w butach w wasze spraw, powiedz jej, ze potrzebujecie intymności, większej przestrzeni życiowej, że swoje życie chcecie przeżyć po swojemu. Jeśli teściowa pozornie zachowuje dystans, jednocześnie manipulując synem, powiedz jej, co cię niepokoi. Przedstaw jej sytuację taką, jaką ty ją widzisz i odbierasz. Odwołaj się do jej wyobraźni i rozsądku - wskaż na wszelkie konsekwencje istniejącego stanu rzeczy.

Poruszając tak delikatne tematy, bądź mądra, uczciwa i szczera, ale staraj się przedstawiać swoje racje bez negatywnych emocji – to zwiększy szanse na osiągnięcie zamierzonego efektu, bez uszczerbku na zdrowiu psychicznym stron. Tonuj swoje wypowiedzi, bazuj na konkretach. Niech twe argumenty będą rzeczowe – staraj się nie robić z nich bomby emocjonalnej. To, że dasz upust swoim emocjom, przyniesie chwilową ulgę, ale nie da ukojenia.

Nie tylko mów, ale i działaj spokojnie i racjonalnie. Jeśli będziesz miotać się i szarpać – nie dość, że sama wpadniesz w pułapkę frustracji i gniewu, to twoje rzeczowe argumenty i zabiegi stracą na swej wymowie, przepadając w gąszczu żalu i złości. Kontroluj swoje negatywne emocje. Mało tego – naucz się je zmieniać na pozytywne. Dostrzegaj też jasne strony i… światełko w tunelu.

Nie daj się wpędzić w poczucie winy. Nie jesteś złym człowiekiem i bezduszną synową – walczysz o swoje (to twój moralny obowiązek) i chcesz, by traktowano się poważnie, z szacunkiem.

Staraj się zrozumieć teściową. Wiesz już, jak wielce prawdopodobnie jest, że nie jest to bezduszna, zła kobieta, a ofiara pułapek, jakie zastawia na kobiety bezgraniczna miłość macierzyńska. Nie chodzi o to, by ja usprawiedliwiać, ale sprawić, by samemu nie ulec spalającym, a wciąż nawarstwiającym się emocjom. 

Pamiętaj o tym, że twój mąż kocha i ciebie, i swoją matkę, dlatego może czuć się rozdarty. Z jednej strony ma poczucie winy, że zawodzi cię jako mąż, z drugiej – boi się o zranić matkę, której tyle zawdzięcza (a która przez długie lata była dla niego najważniejszą kobietą w życiu). Niemniej nie ukrywaj przed nim, że zachowanie jego matki jest dla ciebie akceptowalne, a to, jak ich relacja odbija się na waszym pożyciu, cię rani. Pamiętaj, że ważna jest forma, w jakim mu to zakomunikujesz. Postaw na szczerość, opanowanie i… logikę.

Powiedz partnerowi, ale i sama w to uwierz, że nie chcesz rywalizować z jego matką o jego uczucia, jednak masz swoje potrzeby i oczekiwania – wszak jesteś jego żoną. Unikaj ciosów poniżej pasa - presji psychicznej i metod, jakie stosuje teściowa, to jest manipulacji czy szantażu.

Znajdź swoje mocne strony – nie stawaj w szranki z teściową. Choć kochacie tego samego mężczyznę, macie do odegrania inne role, a i jesteście kimś zupełnie innym, nie tylko dla niego. Jeśli ona jest mistrzynią pomidorówki, ty… wyspecjalizuj się w kuchni śródziemnomorskiej – to banalny przykład, ale świetnie przekładający się na każdą dziedzinę życia. Dbaj o sobie – także w sferze duchowej i psychicznej, pracuj nad ego i wiarą we własne siły. Sprawiaj, byś czuła się atrakcyjna i wartościowa – niezależnie od postępowania swojego męża. Owo przekonanie doda ci sił.

Pamiętaj też, że niezależnie od tego, ile pracy włożysz w związek, nie istnieje coś takiego jak gwarancja sukcesu. Tym układem, w który zaangażowane jest tyle osób, racji i uczuć, nie rządzą bowiem żadne prawidła i reguły. Bywa, że – na początku drogi bądź na którymś jej etapie - partner okaże się na tyle dojrzały i refleksyjny, że wreszcie spojrzy trzeźwo na sytuację, po czym pracuje nad własnymi zachowaniami i emocjami.

Niestety bywa i tak, że owa toksyczna zależność syn-matka jest tak silna, że ani racjonalne argumenty, separacja od teściowej, czy nawet jej śmierć, nie są w stanie niczego zmienić w waszym małżeńskim status quo - maminsynek już na zawsze będzie trwał w - często irracjonalnym - kulcie własnej matki, która zajmuje w jego sercu naczelne miejsce.

Wyjdź z problemem poza swoja głowę. Rozmawiaj z przyjaciółką, przeglądaj fora internetowe, czytaj blogi, artykuły i poradniki, które są w stanie dać ci narzędzia, ale i otuchę. Nie bądź sama. Niech twą lekturą obowiązkową staną się książki: „Toksyczni teściowie” S.Forward i D. Frazie oraz „W łóżku z teściową” Zuzanny Celmer.

Bądź cierpliwa. Nie oczekuj, że rzeczy zmienią się z dnia na dzień. Nikt nie mówił, że wszystko odbędzie szybko i bezboleśnie. Stanowienie nowego układu wymaga i pracy, i czasu. Jeżeli jednak czujesz, ze sytuacja cię przerasta, zwróć się o pomoc do specjalisty bądź kogoś zaufanego, kogo obiektywna opinia pozwoli tobie, wam, spojrzeć na problem z zupełnie innej perspektywy.

Monika Zalewska-Biełło

reklama