Zawód marzeń: artysta-plastyk

Żeby być artystą-plastykiem, nie wystarczy o tym marzyć. Nie pomogą mądre księgi i dobre szkoły, szczere chęci czy determinacja. O tym decyduje ktoś za nas, obdarzając wybrańca boskim pierwiastkiem - talentem. Do człowieka zaś należy tylko jedno – odkryć go (i wykorzystać).

Z definicji
Artysta plastyk to osoba, która zajmuje się sztuką w jej wizualnym wymiarze - posługując się środkami plastycznego wyrazu, tworzy przedmioty materialne. Dziś sztuki plastyczne nie ograniczają się do malarstwa, szkicu, rzeźby czy grafiki.

Współczesność definicję artysty plastyka rozszerza o dokonania w dziedzinie animacji, plakatu, scenografii czy szeroko rozumianego rzemiosła artystycznego (od kowalstwa artystycznego, przez ceramikę, po zdobienie przedmiotów metodą decoupage). Mówi się, że ludzie, którzy wykonują zawody artystyczne, dzielą się na artystów, to jest tych, którzy mają talent i rzemieślników – ci z kolei produkują, wykonując wyuczone czynności, nie ma to jednak nic wspólnego ze sztuką.

Jaką trzeba obrać ścieżkę edukacyjną, by zostać artystą-plastykiem?
Artystą się jest w duszy, talent ma się w dłoniach (najczęściej), ale dobrze byłoby mieć też co nieco w głowie. Warto wiedzieć, czym jest akwaforta, gwasz czy linoryt, czym różni się impresjonizm od ekspresjonizmu i kim tak właściwie był Fałat czy Beksiński. Oprócz talentu, który jest kluczem do artystycznego spełnienia, warto wstąpić na kierunkową ścieżkę edukacyjną, którą można rozpocząć na kilku etapach życia: od liceum plastycznego, przez kierunki plastyczne na Uniwersytetach i uczelniach wyższych, po Akademie Sztuk Pięknych. Dodatkowo każdy artysta doskonali swój warsztat poprzez udział w warsztatach, plenerach i kursach, szkoląc się pod okiem mistrzów. Dyplomowanego artystę uznaje się za „profesjonalistę”, tak samo jak jego kolegę o uznanym dorobku. Innych wrzuca się do szuflady "amatorzy".
 
Specyfika pracy
Artysta plastyk to osoba, która posiada magię w palcach i wykorzystuje ją, by rysować, malować, rzeźbić czy wizualizować swe wizje, posługując się innymi technikami (w zależności od dziedziny). Zdolności manualne to jednak nie wszystko. Trzeba mieć artystyczną duszę, tę szczególną wrażliwość, która pozwala w szczególny sposób czuć, widzieć i doświadczać. Niemal każde dzieło jest efektem procesu twórczego, które często bierze się z niczego – inicjuje je ulotna myśl, ledwo namacalny bodziec czy zagubiona myśl. A może gradobicie wrażeń i cały wachlarz silnych emocji?

reklama

Artysta to zaklinacz rzeczywistości, barw i wrażeń – jego dzieła są odbiciem i interpretacją rzeczywistości, czasem krzywym zwierciadłem, a niekiedy cóż - drugą stroną lustra. Bywa, że namacalne efekty jego pasji są wiernym odbiciem tego, co na zewnątrz lub wręcz przeciwnie, aż kipią od symboli, tajemnic i kodów. Praca plastyka nie zawsze jest zajęciem wdzięcznym – zazwyczaj zmaterializowane emocje muszą stanąć oko w oko z klientem, zwłaszcza, jeśli jest to praca wykonywana na zamówienie.

W większości przypadków artyście towarzyszy dowolność w doborze tematów – wówczas jego prace można nabywać w galeriach, aukcjach – zarówno internetowych, jak i tych klasycznych. Jak to w życiu bywa, o sukcesie i uznaniu nawet najbardziej zdolnego twórcy nie decyduje talent czy osobowość, a zupełnie inne czynniki (przypadek, szczęście, spektakularny sukces, zacny mentor czy przedsiębiorczy mecenas).
 
Jedno jest pewne. Idealny kandydat na artystę-plastyka to osoba, która:

·    ma talent, „iskrę bożą”, która pozwala jej czarować ołówkiem, pędzlem czy dłutem,
·    tworzy z pasją, żyje nią i dla niej,
·    dzięki bogactwu wyobraźni potrafi kreować rzeczywistość - ubierać ją w barwy, formy, nadawać jej wymiar,
·    posiada szczególną wrażliwość - na piękno, bodźce, na innych,
·    umie dostrzegać to, co dla przeciętnego człowieka niedostrzegalne,
·    ma podstawy teoretyczne, to jest zna szkoły, trendy czy techniki, jakimi wyraża się sztuka,
·    ma bogatą wyobraźnię, jest kreatywny i poszukujący,
·    potrafi nie tylko niekonwencjonalnie myśleć, ale do owych rezultatów przekonać innych,
·    posiada osobowość – nietuzinkową, twórczą, ekspresyjną oraz charyzmę, a jej prace – charakter,
·    jest kontaktowa, elastyczna, ma swój styl i spojrzenie, jest jednak otwarta na sugestie i prośby klienta,
·    umie pracować często w stresie, pod presją czasu, wymagań i oczekiwań klienta.
 
Kamila Zawadzka, artystka-plastyczka, zajmująca się dziś głównie portretem, tak opowiada o swojej pracy:
 
Jako dziecko marzyłam o tym, by być słynnym wynalazcą. Dopiero potem, w miarę gdy wzrastało moje zainteresowanie rysowaniem i odkryłam, że po tacie odziedziczyłam talent, zapragnęłam być … po prostu artystą.
 
Dziś mam wrażenie, że wówczas rysowanie było całym moim życiem, że wypełniało cały mój wolny czas. Choć kochałam ożywiać swe wizje na papierze, od początku czułam niechęć do sztampy, która królowała w edukacji artystycznej. W podstawówce kilka razy poszłam na koło plastyczne, ale szybko mi przeszło. W liceum ogólnokształcącym zajmowałam się raczej organizowaniem koncertów rockowych, niż sztuką. Studia plastyczne były z kolei wynikiem tego, że nie dostałam się na dziennikarstwo, a mama naciskała, żebym uczyła się dalej. Dostałam się na Edukację Artystyczną w Zakresie Sztuk Plastycznych, ale zupełnie nie umiałam się tam odnaleźć. Nagminnie opuszczałam zajęcia i gdyby nie ta odrobina talentu, zapewne nie skończyłabym pierwszego roku. Na studiach wyszłam za mąż i urodziłam pierwsze dziecko. Z córką przy piersi pisałam pracę magisterską i robiłam dyplom. Kiedy zakończył się ten kierat, odetchnęłam z ulgą. Chciałam pracować wszędzie, byleby nie w zawodzie, w którym zresztą – nie łudziłam się - i tak nie znalazłabym pracy.
 
Siedziałam w domu z dzieckiem, na utrzymaniu męża i coraz bardziej chciałam mieć swój wkład w domowe finanse. Tylko jak to zrobić, skoro nie umiałam robić nic oprócz rysowania? W tym czasie na allegro zauważyłam, że kilku artystów sprzedaje swoje usługi wykonywania portretów ze zdjęć. Pomyślałam - niezła rzecz - też tak chcę! Początkowo nikt się mną nie interesował, ale może to dobrze, bo te pierwsze prace były tragiczne. Cały czas rozglądałam się za czymś innym, w międzyczasie wykonując portrety. Początkowo były to dwa, trzy zamówienia na miesiąc, i tyle. Nie poddawałam się. Pracowałam i wystawiałam je na aukcjach internetowych i pomału, pomału interes się rozwijał. Zarabiałam, zdobywałam doświadczenie i szlifowałam warsztat. Uzbierałam ciekawe portfolio, a nim się rozejrzałam, miałam już stałych klientów i sporo zamówień - mogłam pomyśleć o założeniu firmy. Złożyłam wniosek o dofinansowanie dla firm z Unii Europejskiej i udało się! W rankingu zdobyłam 6 miejsce na 80 osób, które złożyły biznesplany. I tak to otworzyłam Pracownię Artystyczną. Dziś zajmuję się głównie portretami ze zdjęć - na to mam najwięcej zamówień, ale robię też portrety na nagrobkach. Zaczęłam malować, zajęłam się animacją, projektuję też, ale już na mniejszą skalę: ulotki, plakaty, wizytówki.
 
z dotacji, na potrzeby pracowni, zaadaptowałam strych nad mieszkaniem, więc w końcu mam gdzie rozłożyć swoje papiery, ołówki, farby i rozwijać się na całego. Mam swoje miejsce, jest mi dobrze. Często pracuję z dzieckiem na kolanach (a nawet przy piersi). Sama normuję sobie czas pracy – przydaje się do tego i samodyscyplina, i dobre zarządzanie czasem, i ustanawianie priorytetów. Dziś kocham moją pracę, stała się ona moją prawdziwą pasją. Może dlatego udaje mi się to wszystko jakoś połączyć?
 
Mimo wielu zalet, bycie plastykiem na własnej działalności ma też wady - nie mam stałej pensji, a każdy miesiąc jest inny. Ciężko nam zaplanować większe wydatki, a także wyjazdy czy spotkania z przyjaciółmi - nigdy nie wiem, czy akurat wtedy nie będę musiała dłużej posiedzieć nad zleceniami. Druga rzecz, która mnie spala, to klienci, którzy są drobiazgowi, wiecznie niezadowoleni, czepiają się niemal wszystkiego. Na szczęście tacy pojawiają się rzadko - większość potrafi osłodzić mi trudy pracy. Dzięki nim wiem, że to, co robię jest na prawdę ok.
 
Bycie artystą plastykiem, czyli wolnym ptakiem, to praca dla osób, które wiedzą, czego chcą, nie boją się ryzyka i ponoszenia jego konsekwencji. Nie boją się ciężkiej pracy do późnych godzin i braku stabilności. No i przydałby się jakiś talent. Wiem jedno. Nie trzeba mieć ani zaplecza finansowego, ani zastępu babć i cioć, gotowych do pomocy. Wystarczy pragnąć, bardzo chcieć i coś w tym kierunku robić. Ja założyłam firmę, będąc w piątym miesiącu ciąży, a już na trzeci dzień po powrocie do domu ze szpitala z noworodkiem rysowałam portrety na leżąco. Moja refleksja? Chciałabym, aby ludzie zrozumieli, że naprawdę warto mieć marzenia. I czasem im pomóc, bo one rzadko spełniają się same.

 

Prace Kamili Zawadzkiej można obejrzeć (i zamówić) na jej stronie internetowej.

reklama

 

mzb

Ocena: 4.56 z 5. Ocen: 8

Kliknij, żeby dodać swój głos

Czy ta strona może się przydać komuś z Twoich znajomych? Poleć ją: