reklama

Nasze dzieci rozrabiaki

A ja się weszłam pożalić :-(:-(:-(:-(
Nie mam siły do tego dziecka, po prostu nie mam siły. Wykańcza mnie i tyle. Mam ochote schować sie pod kołdrę i nie wychodzić. Jak mam iść po nią do żłobka to jeży mi się skóra. Przykre doświadczenia z nią mam. Płacze, wrzeszczy, bez żadnego wyraźnego powodu. I to nie tak od tygodnia, czy dwóch, że sobie myślę gdzie się podziało moje super dziecko? ... Chyba od zawsze tak mamy. Wczoraj wróciłyśmy ze żłobka, w domu było ok, do chwili kiedy cos nie udało jej sie włożyć (nie chce mi sie tłumaczyć co w co). Zaczęła rzucać, i zabawki, i siebie na podłogę, do mnie podbiegła i pac mnie z rozmachem. Mówię:"nie bijemy mamy". A ona znowu pac mnie!!

A potem ŁA!! Więc ją biorę na kolana, a ta albo mnie okłada, albo sie nie da dotknąć - przytulić, "ziośtaf"! I siedze jak na tureckim kazaniu bez ruchu, bo "ziośtaf", a jak jednak ją ruszę, przygarnę, przytulę, pocałuję, to jeszcze zgarnę po gębie!!

A najlepsze jest to, że jak przychodzi tata, to mam w domu wspaniałego, madrego współpracującego aniołka.

Wyć mi się chce jak cholera!! Wyyyyyyyyyyyyyććććć.
Nie umiem sobie z nią radzić, denerwuję sie za szybko. Jak tylko mnie widzi to przylezie i jęczy. Na ręce ją biorę jak chce, i tak źle, "dać gazete", dasz gazetę, a ona ja sru o podłogę. I "ziośtaf" i klepie mnie na okrągło.

Ja po prostu jestem u kresu sił.
Dzisiaj ją zaciągnęłam prawie do żlobka, ludzie się oglądali, ta wyła a ja ją ciągnęłam. Jakas durna baba do mnie: "Weźcie to dziecko na ręce." Jak na nią nie wyjechałam, żeby sama się brała na ręce i żeby się nie wtrącała z łaski swojej i szła swoją drogą. Bartek tez dorzucił zeby sie nie wtrącała.
Przechodnie są zawsze najlepiej doinformowani co trzeba robić.
Tak samo jak kiedyś miałam dosyc szarpania sie z nią w czasie powrotu ze złobka, bo jak tylko wzięłam ją za rękę to sie kładła na chodniku i nie chciała iść. W końcu się zawziełam i mimo prostesów całą drogę trzymałam ja za rękę i chwaliłam, że tak ładnie idzie. I też jakas mądra baba się dołączyła do nas i gada: że tu szeroki chodnik i że mozna ją puścić a nie wlec za rekę i że wtedy nie będzie płakać. Mało nie ugryzłam babsztyla. Zapytałam grzecznie, acz dobitnie: "Czy mogę jednak iść z własnym dzieckiem za rękę!?" Odeszła szybciutko zniesmaczona...

Ja i Bart czujemy, że nas przerasta to co to dziecko wyprawia, te tony, w które wchodzi bez powodu i to że za nic nie reaguje i nie można sie z nią dogadać. Jazgot od rana do nocy z przerwą na żłobek, bo tam sie nie skarżą, chyba że nie słyszą, jak to bywa....


Ja ku..r..wa wymiękam!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Psycholog może i radzi, ale chyba mysli sobie że jestem kwiatem lotosu i cierpliwość moją jest jak ocean, niewyczerpana. No nie jest tak, kur..wa!!!
Parę razy powtórze, ale jak nie skutkuje, to zaczynam się zwyczajnie drzeć. No jasne że źle mi z tym i psycholog ewnie spokojnie gadałaby do dziecka dalej....
Julcia chce pić. Proszę pić Julciu, ale nie rozlej. A dzidzia napełni policzki, popatrzy na mnie i wylewa zawartość ust na bluzkę. No i co mam kurna powiedzieć?
"O wylało się. Prosze szmatkę. Trzeba wytrzeć.???"
Jak w tych zakichanych poradnikach??? Wczesniej sie darłam, a teraz mówię, będziesz chodzic w mokrej...

AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA

!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
 
Ostatnia edycja:
reklama
Kurcze a u mnie Emilka tak pięknie chodziła za rękę na dworze a ostatnio ciągle ją wlec za sobą muszę i najcześciej też się kładzie na ziemi lub kuca i czeka na zbawienie chyba :rofl2:
jak szliśmy w 10 minut do sklepu tak teraz z godzinę idzie :baffled:

ostatnio tak przegieła że ją wróciłam z domu zmachana jak po wyprawie w góry :baffled:
na końcu jak miała wejść do domu to na schodach się położyła :dry:
 
Patri to co piszesz to jakbym czytala o mojej Jenni:baffled: ale ja poprostu juz do tego przywyklam :tak: Jak sie polozy na drodze to czekam az jej przejdzie (czasem to trwa dlugo) albo udaje ze odchodze mowie jej papa wtedy ona biegnie i wyje, a jak w domu robi cyrk z niczego czyli "mama pic"ja jej daje ona sruuuuuuu mi tym na ziemie , albo "mama ser" daje jej ser a ona go porwie i sruuuuuu na ziemie i go wdepta ido tego sie przy tym drze to ja biore i na chwile zamykam w pokoju i po chwili ja wypuszczam mowiac "bedzie spokoj bo jak nie to spowrotem tam pojdziesz"
 
Ostatnia edycja:
Patri u nas bylo podobnie. Na placz bez powodu (bo jej cos nie wyszlo) reagowalam spokojnie "nie masz o co plakac, wiec przestan i sprobuj jeszcze raz". Kilka razy powtarzane, az w koncu pomoglo. Na bicie bralam ja na rece i "blokowalam" konczyny ;-) zeby nie bila i tlumaczylam. Jak to nie pomagalo, szla do konta, a ja wychodzilam z pokoju, az sie nie uspokoi. A na takie ekscesy typu "nie ide nigdzie, nie podejde" wpadlam na system kolegi.przyklad: podejdz do mnie, chodz ze mna, dziecko oczywiscie nie.Powiedzial, ze jak doliczy do trzech wezmie ja i sam zaprowadzi.jak padlo "3" bral ja i prowadzil tam gdzie miala isc.Oczywiscie placz byl.Po dwuch dniach nauczyla sie, na tyle, ze wystarczylo slowo "raz", a po tygodniu reagowala od razu, bo wiedziala, ze tak czy siak zrobic musi o co sie ja prosi.Moze najlepsza metoda wychowawcza to nie jest, ale teraz jak mala o cos poprosze, to idzie od razu i nie mam zadnych problemow.Nawet w sklepie, czy na placu zabaw.
 
Patri,nic mądrego Ci nie napisze...Po prostu musicie przeczekac.Co prawda Konrad na szczęście jest facetem,z którym mogę dogadac(chyba ma to po tatusiu;-))to wiadomo,że jest tylko małym dzieckiem...i ma swoje chimery.
Julcia chodzi do żłobka to masz chwilę wytchnienia jednak.Nie macie jakies babci czy cioci,zeby Wam jeszcze nieraz jej przypilnowała?:sorry2:
Rozumiem,że każdy ma swoje nerwy,ale serio Ci mówie ,że krzyk to żadna metoda...Jak już masz chęc sobie pokrzyczec lub zrobic cos czego bedziesz żałowała,to wyjdz z pokoju...

 
Zapomniałam Wam napisac,że Kondzio z tydzień temu obciął sobie kawał grzywki:szok:.Myślałam,że zamorduję Jacka;-),bo to z nim był wtedy...;-)
 
a Emilka dziś próbowała wejść na taboret i R jej zabraniał i powiedział tylko "nie wolno wchodzić bo spadniesz "i jest tak teraz że odrazu płacze a bardziej udaje ...by było tak jak ona chce i jak jej zabronił to ona z płaczem do mnie "tata wyzywa Emilkę " :sorry2::dry:
 
Patri nie martw się nie jestes jedyna, która ma takie problemy z dzieckiem:sorry2:
hubek tez do niedawna ciagle nas chciał bic, szczególnie swojego Tate, ciagle tylko mówił"bim Mamuska" "bim Tatuska" i chciał nas bic i bił, ja najpierw reagowałam spokojnie, tłumaczyłam ze nie wolno, bo to boli, że tak sie nie robi, no ale jak na to dostawałam po buzi kolejny raz to tez traciłam nerwy i cieprliwośc i wybuchałam, tylko mój mąż (oaza spokoju:szok: o czym wczesniej nie wiedziała) brał i go przytulał, najpierw na "siłę" mały sie wyrywał, chciał bic, ale w koncu ulegał i sie przytulał mocno i przepraszał, ale za 5 minut powtórka z rozrywki:baffled: jak nie dawał rady, szedł do kata, a tam sie tylko cieszył i wracała i bił dalej:crazy: teraz sie uspokoił bo... ja sie uspokoiłam:tak: nie krzycze juz na niego, nie wrzeszczę, ale spokojnie mówię swoje i wychodzę i mówię, że wrócę jak sie uspokoi, i faktycznie zaraz przybiega przytula się (forma przeprosin) i jest dobrze.
Może u nas nie było to aż w takim stopniu jak u was, mały nie robił cyrków i nie robi poza domem, w sklepie, u znajomych... czasem tylko cięzko wyjśc z domu bo awantura na maksa, a potem awantura znowu w domu po powrocie bo chciał byc jeszcze na dworze np:rofl2::dry: ostatnio jak nie pomagały moje słowa i spokój to sie potem po prostu z bezsilności rozryczałam i o dziwo mały diabełek na łzy mamy zmienił się w aniołka, że do rany przyłóż:szok: chodził głaskał mnie, przytulał i mówił " mama, bim nie; mama ajka, tata ajka":sorry2:
 
No czytam co piszecie, nie jestem sama, wiem o tym.
KiniaG ta metoda z raz dwa trzy może być dobra. Przecież i tak ją biore jak nie chce iść... Moge dołożyć to raz dwa trzy, przynajmniej będzie się spodziewać kiedy to nastapi.... Niezłe, tak uważam, no i to zawsze cos nowego.
Rozmawiałam z psycholog dziś znowu, no ciągle mi powtarza to samo, nazywac uczucia i nie dac się ponieść. Powtarzać w gowie, że to co sie dzieje jest absolutnie normalne i nie wchodzić w to emocjami. Łatwo mówić trudniej zrobić. Przychylić dziecku nieba, rozpieszczająć samą siebie przy okazji, swoje wewnetrzne dziecko.Zrobić kanapkę z uśmiechem z rzodkiewki i oczkami ze szczypiorku, mówić, zauważać, chwalić, niech będzie jej miło. Spowodować żeby czuła się tak, jak same chciałyśmy się czuć będac dziećmi... Ładne to ostatnie zdanie. :-)
Takie tam....
Po zmianie diety Julcia nie budzi nam się już w nocy. WOW!!:szok::tak:
 
Ostatnia edycja:
reklama
PATRI tule Cie mocno kochana i zycze sily i wytrwalosci!!!! (wiem ze z czynami gorzej niz ze slowami )

fajnie ze Julcia ladnie spi w nocy, zmiana diety czyi wyeliminowanie slodyczy, coli if frytek? widzisz pani pycholog wie co mowi:sorry2:
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry