reklama
Małżeński trójkąt, czyli ona, on i… teściowa

Małżeński trójkąt, czyli ona, on i… teściowa

Na temat małżeństw maminsynków powstała niejedna rozprawa naukowa, a specyfika takich związków - choć to doprawdy wcale nie śmieszne - jest tematem wielu żartów i anegdot. W końcu opinie o niedojrzałych partnerach i ich matkach - złych teściowych, nie mogą być bezpodstawne.

Historie małżeńskich trójkątów z mężem-maminsynkiem i jego mamą w rolach głównych, pełne są bólu i żalu, ale także jadu i ironii. Bez żenady wyśmiewamy dojrzałych panów, którzy żyją po to, by uszczęśliwiać swoje mamy, ale i złościmy się – jako partnerki, żony, przyjaciółki i matki – na pozbawione skrupułów i wyobraźni teściowe, które na to pozwalają.

Uwaga! Teściowa!

Obecność matki w związku dwojga dorosłych osób może przybierać różne formy. Klasyka to regularne działania na froncie.
Dominika: Moja teściowa od początku wtrącała się w nasze sprawy, a choć mieszka kilkadziesiąt kilometrów od nas, mam wrażenie, że śledzi każdy nasz ruch. Dzwoni do nas, a i wpada bez zapowiedzi, panoszy się i ciągle coś krytykuje.

Jej dobre rady są nachalne i wręcz bezczelne. Zdarza się, że zapędza się tak, że - głośno i dobitnie - wręcz neguje moje życiowe kompetencje. Mamusia mojego męża ma swoje zdanie i nie waha się go użyć - otwarcie też mówi o swoich oczekiwaniach. Doprowadza mnie tym do szału. Mój mąż z kolei pozostaje niewzruszony: „Oj tam, nie denerwuj się, przecież wiesz, jaka jest mamusia”.

Druga opcja to walka podziemna. Ania: Moja teściowa to bardzo miła osoba, także dla mnie. Ktoś z boku mógłby odnieść wrażenie, że szczerze mnie lubi, jest troskliwa i życzliwa. Co z tego, skoro i jej stosunek do mnie, i nie wtrącanie się w nasze sprawy, to tylko pozory? Coś jak gra strategiczna. Tak naprawdę ona wciąż ma do mnie jakieś zastrzeżenia – nie jestem po prostu dość dobra dla jej syna - ale mówi o nich tylko mojemu Pawłowi, naturalnie w formie niezobowiązującej, dobrej rady. Jest bardzo sprytna - zawsze znajdzie zręczny, dyplomatyczny sposób, by osiągnąć cel, by było tak, jak ona chce, a synek tańczył  tak, jak ona mu zagra. Co zabawne, minęło kilka lat, nim w ogóle zorientowałam się, co tu jest w ogóle grane, że źródłem naszych nieporozumień są właśnie intrygi teściowej!

Opcja trzecia – najbardziej niebezpieczna, bo totalnie zakamuflowana – to partyzantka. Ola: Moja teściowa żyje sobie po cichutku, z boku. Wprawdzie niewiele z siebie daje, ale i niewiele wymaga. Niczego nie oczekuje, ale i nie inicjuje kontaktów, jakieś interakcji. Jest zdystansowana - angażuje się w życie rodzinne na tyle, na ile wymagają tego okoliczności. W sumie dobrze jej i wygodnie, ale ponieważ taki egoizm byłby – jej zdaniem - źle widziany, zakłada maskę. Długo nie zwracałam na to uwagi. Dopiero po jakimś czasie stwierdziłam, że coś tu się nie zgadza. I przeżyłam olśnienie, że ona jedynie gra rolę samotnej, starszej pani.

Nawet niewiele o tym mówi (jedynie w chwili słabości zaszlocha, że dobre dziecko powinno się samo wszystkiego domyślać, a tak w ogóle, to jak ona wychowała mojego męża, że ciągle jest sama), ale za to jej kunszt aktorski! Ta wystudiowana mina cierpiętnicy, to, jak akcentuje podtekst, przejmująco wzdychając, a ton głosu, który brzmi, jakby była o krok od łez… To bardzo subtelna, ale i perfidna gra. To morderstwo na nas, na naszym małżeństwie i rodzinie, i to w białych rękawiczkach. Mam tylko nadzieję, że mój mąż, okresowo targany negatywnymi emocjami i poczuciem winy, przestanie działać destrukcyjnie, nim będzie dla nas za późno…

Jak mogłam tego nie zauważyć?

O ironio, te same kobiety, które dziś najchętniej teleportowałyby swe teściowe w inny wymiar, kiedy poznały swych przyszłych mężów, nie wyczuły zagrożenia.

O jaka ja byłam głupia! -  pisze Ania. – Ja wręcz cieszyłam się, że wybranek mojego serca jest człowiekiem tak czułym, ciepłym i rodzinnym! Dominika dodaje: Byłam tak zauroczona mężem, że niemal składałam hołdy swoje teściowej – myślałam, że to musi być niesamowita kobieta, skoro tak wspaniale wychowała syna.

Ja byłam na tyle naiwna wspomina Ola - że przywiązanie swego narzeczonego do matki wzięłam za dobrą monetę. Wszak mówi się: spójrz, jak mężczyzna traktuje swoją mamę, a będziesz wiedziała, jak będzie traktował ciebie. Hm… Przykre to było rozczarowanie.

Ta trzecia czyli związek z teściową w tle

Życie w małżeńskim trójkącie jest męczące – frustruje, spala i niszczy małżeństwo – moje rozmówczynie co do tego są zgodne. Najczęściej jednak negatywne skutki takiego układu dostrzegają wyłącznie kobiety – one źle się czują… w roli tej trzeciej. Dla ich mężów problem nie istnieje.

Gierki mojej teściowej rujnują nasze życie. Kiedy mówię o tym głośno, dochodzi do awantur. Mój mąż staje się kimś, kogo nie znam! Mam wrażenie, że jest doskonale przygotowany do walki o status quo i o damę swego serca – mamę, rzecz jasnamówi Ola. – Zachowuje się tak, jakby jego matka była świętą krową, a każde złe słowo na jej temat uruchamia w nim jakieś mechanizmy obronne czy jakieś za dziecka wdrukowane schematy. On kipi od emocji, a moje rzeczowe argumenty i racje trafiają, ale kulą w płot. Potem nastają ciche dni. Mam dość.

Kiedy w jakiś negatywny sposób mówię o teściowej, w moim mężu budzi się mały chłopiec, który jest tak oburzony, że reaguje agresją i paniką –  mówi Ania - Zupełnie, jakby się bał, że straci matkę! Jest zbyt od niej uzależniony, by w ogóle dostrzec problem, nie mówiąc o tym, że nie czuje ani potrzeby, ani możliwości, by pójść dalej sam, bez niej. Według niego to ja jestem dziwna, źle interpretuję okoliczności, no i się czepiam – przecież jego mama mnie lubi, chce dla nas jak najlepiej, a podszeptuje mu to i owo tylko po to, żebyśmy byli bardziej szczęśliwi! To obłęd.

Czuję się w tym małżeństwie bardzo samotna.wyznaje Dominika. - Mój mąż, kiedy kłócimy się o jego matkę, natychmiast otacza się murem, a ja walę w niego głową. Wiem, że teściowej nie zmienię, nawet nie będę próbować, ale jaka jestem wściekła na męża! Nie chcę jej obarczać całą winą za jego zwichrowana psychikę. Litości! Przecież mój mąż to dorosły człowiek! Sam powinien, na pewnym etapie swojego życia, zadbać o swój rozwój - wchodząc w proces samowychowania i samostanowienia.

Pomocy! Help! Hilfe!

Ponieważ toksyczny rodzic raczej nie działa impulsywnie, na co pozwala mu ugruntowany system przekonań, trudno go zdekonspirować. Niemniej można. A potem przejść do obrony, a może i kontrataku.

Moja teściowa jest tak przekonująca, że powinna dostać Oskara za rolę życia. – śmieje się Ola. - Ja dopiero po wielu latach małżeństwa przejrzałam na oczy. Kiedy już wpadłam na właściwy trop, szybko zdemaskowałam i teściową, i jej narzędzia: manipulację i emocjonalny szantaż. I dopiero wtedy, kiedy spojrzałam wstecz, przejrzyste, bo rozszyfrowane, stały się pewne komunikaty, sygnały, przesłanki i sens jej działań. Tylko... co dalej?

Dostrzeżenie zagrożenia, jakim jest życie w destrukcyjnym małżeńskim trójkącie to pierwszy krok do wyzwolenia i małżeńskiego szczęścia. – twierdzi Dominika. - Wiem, że droga, jaką będziemy musieli pokonać, nie będzie ani przyjemna, ani łatwa, ale warto powalczyć.

Wierzę, że toksyczne relacje można uzdrowić. Są przecież jakieś sposoby by pokonać złe moce samodzielniezastanawia się Ania. - Niemniej jestem zdesperowana, i jeśli trzeba będzie, zwrócę się o pomoc do kogoś z zewnątrz, kogo obiektywnemu spojrzeniu mój mąż zaufa. Może będzie to duchowny, przyjaciel lub po prostu terapeuta?


red. Monika Zalewska-Biełło

Uważasz, że ten tekst jest wart przeczytania? Poleć go znajomym:

Oceń:

Wysyłam Twój głos!
Ocena: 3,67 z 5. Głosów: 3
Kliknij w gwiazdki, żeby dodać swój głos.
reklama