To teraz kolej na mnie.
W piatek 2 czerwca w ciagu dnia pobolewal mnie brzuszek, zreszta tak jak przez ostatnie kilka dni.... maż przebywał na szkoleniu i w ciagu dnia grzecznie mówiłam do córci, że jeszcze ma sporo czasu i aby tak się na świat nie pchała. 31 maja miałam ostatnią wizyte u lekarza, na której to usłyszałam, że brak gotowości porodowej, wody w porządku,główka wysoko, szyjka zamknieta i twarda, poród przewidziany końcem czerwca.
Po godz. 20 wraca mąż ze szoklenia, żartem powiedziałam do malej, że teraz już luz i że jak zdania nie zmieniła to niech wyłazi. ;D, zjedlismy kolacje, pooglądaliśmy Opole i nynu do łóżeczka, ledwo się położylam poczułam wielki plusk.... odeszły wody...bałam się spojrzeć, ale wiedziałam, że to nic innnego nie może być. Mąż spanikowany rzucił mi papier toaletowy i pobiegl sę ubierac, za 5 minut wpadł do pokoju i mówi, ze gotowy do jazdy

) Ja poszłam do toalety i tylko patrzałam ile tego leci i kiedy się skończy. Ale nawet ta ilość mi się podobała, bo wiedzialam, że to te dodatkowe kilogramki, które mnie ostatnio tak dręczyly

)
W końcu wody tylko lekko się sączyły, zdołałam się ubrac i ruszyliśmy w droge, najpierw stacja - bo oczywiście nie było paliwka nawet na dojazd do szpitala, a potem jeszcze apteka celem zaopatrzenia w wielkie pieluchy itp...
Do szpitala trafiłam już 3 czerwca, ok. 01.30, najpierw miałam wstępnie badanie, na którym uslyszałam, że rozwarcie wielkosci główki od ołówka, że z moimi piersiami to ciężko będzie przy karmieniu, bo brodawki lekko wklęsłe i ktg całkowita plaża ...i dolina..... Trafilam na sale porodową... tam usłyszalam że mam sie przespać do rana, poczekamy na naturalne skurcze- o spaniu jednak nie było mowy, tak byłam zdenerwowana. Chciałam jakos przyspieszyć akcję, ale to tez zostało mi zabronione z uwagi na to, że glówka malej była za wysoko i mogłabm tym tylko zaszkodzić jej a nie pomóc. Pozostalo mi leżenie...
godz. 04.30 kolejne ktg i juz lekie skurcze, ale rozwarcie dlaje bez zmian, podłaczenie do kroplówki, 5 jednostek oksytocny, i tak się męczyłam do 12, skurcze się nasilaly rozwarcie wciąz bez zmian, o 12 kolejna kroplówka i kolejne 5 jednostek, o 14 rozwarcie na palec i w zasadzie takie rozwarcie pozostalo do 19, kiedy to zdecydowano, że do 23 pozostalo niewiele czasu i czas przwież mnie na salę operacyjną. W między czasie meczylam ie z silnymi skurczami, miałam takie jak każda rodząca, tylko niestety nie było widac ich efektów. Bardzo bałam się o maluszka, wiedziałam, że muszę urodzic do 24 godzin od odejścia wód, aby nie było jakis niepotrzebnych skutków. Na szczęście na bieząco monitorowano tetno malej i zawsze było ok.
Cudowne było też to, że pommo, iż nie wybrałam porodu rodzinnego mąż mógl do mnie zaglądać na salę porodowa i ddawac mi sił.
Od 19 mialam mnostwo badań, 19.40 jestem na sali , ZZO i się zaczęło.... i tutaj film mi sie urwał.... pierwsze cięcie mnie bolało, zdecydowano więc się na znieczulenie ogólne...mała przyszła na swiat o 20.05, ja sale opuściłam dopiero o 21, w książece zdrowia dziecka wpisane mam poród przedłuzony, ale już nie dochodziłam jak i co, najwazniejsze, że miałam zdrowa córke przy sobie!!!!!!!!!
Kolejne dwa dni byly dla mnie makabryczne, okropnie bolało mnie cięcie, przez głowę przechodziły mi mysli, że już nigdy wicej, że to nie dla mnie... teraz po tygodniu wiem, że juz nie mogę się doczekac, kiedy zaczniemy starania o braciszka dla Otylki

)) I mam nadzieje, że tym razem natura jednak wygra......a co do piersi, o jest w nich tyle mleczka, że mogłabym wykarmić trojaczki, nie wspomne o nawale pokarmu, jaki przezylam w 3 dobie- to byla makabra, ale wszystko juz sie unormowało

)
Jak dla mnie to przy cc najwazniejsze jest to, aby nie robic nic później na sile. Pielęgniarki zmuszały mnie do szybkiego wstawania itd.powiedzialam, że wstane, jak bedę umiałam i twardo się trzymałam i bardzo dobrze, bo dzięki temu o wiele szybciej wróciłam do sił.