Karmienie piersią i butelką jednocześnie. Jak mi się udało to połączyć?

Materiał sponsorowany 
Ostatnie zmiany: 19 sierpnia 2026
Karmienie piersią i butelką jednocześnie. Jak mi się udało to połączyć?

Jestem mamą dwóch chłopców. Tymek ma 21 miesięcy, Olek właśnie skończył miesiąc. Przez długi czas wydawało mi się, że mama tak małych dzieci powinna cały czas być w domu. Dopiero przy drugim synku zrozumiałam coś, o czym mówi się wśród nas, mam, zbyt rzadko: że wyjście z domu na godzinę, na kawę, do sklepu, gdziekolwiek, nie odbiera dzieciom niczego. Wręcz przeciwnie. Wracam wtedy z większą siłą, żeby być blisko. Opowiem wam, jak do tego doszłam i jak w tym wszystkim pomogła mi zwykła butelka.

Przy pierwszym dziecku trudno było mi zostawić maluszka w domu

Kiedy Tymek był niemowlakiem, każde wyjście bez niego budziło we mnie mnóstwo niepokoju. Nie dlatego, że nie chciałam wychodzić, ale dlatego, że wciąż zastanawiałam się, czy beze mnie wszystko będzie dobrze. Czy nie będzie tęsknił, czy nie zacznie płakać, czy spokojnie zje.

Mój mąż przeżywał to podobnie i jak tylko synek zapłakał, od razu dzwonił, żebym wracała. Dlatego przez pierwsze miesiące wychodziłam tylko na krótko, a na pierwsze dłuższe wyjście bez Tymka zdecydowałam się dopiero mniej więcej pół roku po porodzie. Sama długo bałam się zostawić dziecko i naprawdę odpuścić. Dopiero z czasem zaczęłam podchodzić do tego inaczej.

Drugie dziecko nauczyło mnie odpuszczać

Przy Olku moje pierwsze wyjście wyglądało zupełnie inaczej. Bez alarmu w środku, bez telefonu sprawdzanego co pięć minut. Po prostu pojechałam do sklepu, spokojnie załatwiłam swoje sprawy i wróciłam.

Miałam spokojną głowę. Nawet nie zastanawiałam się, czy jest bezpieczny. Po prostu miałam pewność. 

To zaufanie nie przyszło z dnia na dzień. Wyrosło z doświadczenia, z poczucia, że mąż naprawdę potrafi zaopiekować się dziećmi, i z prostej prawdy, że mogę odejść na chwilę, a nasza więź od tego nie słabnie. 

Wiem, że synkowi nic się nie stanie, tym bardziej że zostaje pod dobrą opieką. I właśnie ta pewność, że jest zaopiekowany i kochany także wtedy, gdy mnie nie ma obok, pozwala mi wychodzić z lekkim sercem.

Wyjście z domu bez dziecka to nie egoizm

Dla mnie wyjście z domu to nie ucieczka od dzieci. To sposób, by wrócić do nich z większą czułością i cierpliwością. Kiedy wracam, mam więcej siły i chęci, żeby być z nimi, wymyślać kreatywne zabawy. Po prostu wspólnie spędzać czas.

Godzina na kawę z koleżanką, chwila w drogerii, moment na myślenie o czymś innym niż przewijanie i karmienie. Nazywam to oczyszczeniem głowy. I jeśli ty też siedzisz w domu z przekonaniem, że mamie małych dzieci nie wypada wyjść, chcę ci powiedzieć jedno: ta chwila oddechu służy nie tylko tobie. Służy też dzieciom, do których wracasz spokojniejsza i bardziej obecna.

Jak odnaleźliśmy się w codzienności z dwójką maluchów

Ta spokojniejsza głowa nie przyszła sama. Mała różnica wieku między chłopcami była naszą świadomą decyzją. Mimo to codzienność z dwójką maluchów bywa prawdziwą nauką balansowania. Czasem obaj potrzebują mnie dokładnie w tej samej chwili. Wtedy najlepiej działa po prostu bliskość.

Pamiętam jeden z pierwszych dni, gdy zostałam z nimi sama. Położyliśmy się razem na łóżku. Jednego usypiałam przy piersi, drugiego przytulałam. Nie miałam żadnego planu i zadziałało.

Bardzo pomaga mi też podział ról z mężem. On częściej zajmuje się starszym synkiem, a ja młodszym. Jeśli jednak chcę lub potrzebuję wyjść, bez problemu zostaje też z młodszym. Dzięki temu, że synek akceptuje butelkę, tata może go nakarmić, uspokoić i położyć spać.

Możemy też liczyć na babcię i prababcię. Dzięki temu nie ze wszystkim musimy radzić sobie sami.

Najbardziej cieszy mnie jednak to, że moja największa obawa się nie sprawdziła. Bałam się, że Tymek będzie zazdrosny o brata. Stało się dokładnie odwrotnie.

Kiedy wróciliśmy z Olkiem do domu, Tymek od razu do niego podbiegł. Pocałował go w czółko i zaczął przytulać. Patrzyłam na niego z ogromnym wzruszeniem.

Ta czułość została z nim do dziś. Wciąż podchodzi do braciszka, całuje go, głaszcze i przytula. Ich relacja dopiero się rodzi. Olek jest jeszcze za mały, żeby w pełni mu odpowiedzieć. Mimo to każdego dnia widzę, jak tworzy się między nimi coś nowego.

Najczęściej wygląda to tak, że kładę Olka na macie. Tymek przynosi wtedy swoje książeczki kontrastowe. Te same, które jeszcze niedawno sam oglądał. Pokazuje je bratu i z wielką powagą tłumaczy mu świat po swojemu. Mówi, że to krówka, a to konik.

I chociaż na początku Tymek bywał trochę zdezorientowany, dziś coraz lepiej rozumie, że mama jest dla obu synków. Kiedy gdzieś jedziemy, wylicza: „jedzie mama, tata, Timi i Olo”. A kiedy bawi się na górze z tatą, po chwili woła, że chce zejść do mamy i do Olo. Wtedy najmocniej czuję, że w jego świecie brat naprawdę ma już swoje miejsce.

Karmienie piersią i butelką jednocześnie: jak to połączyłam

Jest jeszcze jedna rzecz, dzięki której wychodzenie z domu w ogóle stało się możliwe. Karmienie piersią to dla mnie nie tylko sposób podawania pokarmu. To także bliskość, z której nie chciałam rezygnować. Bardzo lubię te chwile. Cenię i kontakt z dzieckiem, i świadomość, że dostaje w mleku to, co najlepsze.

Jednocześnie jako mama karmiąca piersią, która czasem chce wyjść choćby na godzinę, stanęłam przed pytaniem: co z karmieniem, kiedy mnie nie ma?

Przy Tymku nie było łatwo. Bałam się podać mu butelkę na początku, dlatego przyzwyczaił się wyłącznie do piersi. Później, nawet gdy był już trochę starszy, każde moje wyjście wiązało się z problemem.

Przy Olku postanowiłam zrobić inaczej i od początku sprawdzić butelkę LOVI Mammafeel. Szczerze? Bałam się, że historia się powtórzy. Nic takiego się jednak nie stało.

Odkryłam butelkę, która pozwoliła nam łączyć oba sposoby karmienia. Jej dynamiczny smoczek ma miękką, elastyczną końcówkę oraz twardą i stabilną podstawę inspirowaną kształtem piersi. Dzięki temu pracuje podczas ssania i zachęca dziecko do aktywnego wysiłku, podobnie jak przy karmieniu piersią.

Olek od razu spokojnie zaczął pić. Nie denerwował się ani nie odsuwał smoczka. Pił swobodnie, niemal tak naturalnie jak przy piersi.

Czy po butelce dziecko odrzuci pierś?

To pytanie spędza sen z powiek chyba każdej karmiącej mamie i mnie też spędzało. U nas nic takiego się nie dzieje. Olek najada się z butelki, a potem bez oporu wraca do piersi. Pije tak samo jak przy piersi, spokojnie, we własnym rytmie, z buźką ułożoną jak u rybki, co widać nawet na zdjęciach.

Pamiętałam, że Tymek miał wrażliwy brzuszek, dlatego uważnie obserwowałam, czy po karmieniu butelką u Olusia nie pojawi się kolka, gazy lub niepokój. Na szczęście nic takiego się nie wydarzyło. Maluch był spokojny i nie zauważyłam u niego żadnych problemów brzuszkowych.

A codzienna wygoda, ta, która przy dwójce dzieci decyduje o wszystkim? Butelkę szybko się składa i myje, a szeroki otwór pozwala wlać odciągnięte mleko bez rozlewania. Przy żonglowaniu laktatorem i pilnowaniu Tymka, każda zaoszczędzona minuta jest dla mnie na wagę złota.

Ta prostota okazała się szczególnie ważna, gdy opiekę nad maluchem przejął tata. Wyszłam, zostawiłam przygotowaną butelkę i, jak to ja, po powrocie od razu dopytałam, czy wszystko było w porządku. Mąż powiedział, że synek ładnie wypił mleko i spokojnie poszedł dalej spać. Wszystko odbyło się naturalnie, bez żadnego problemu z karmieniem.

I to jest dla mnie sedno: butelka daje nie tylko mnie swobodę, by wyjść z lekką głową, ale także tacie jego własny moment bliskości z maluchem.

Rada dla mamy, która boi się podać butelkę

Gdybym miała coś powiedzieć mamie, która karmi piersią i boi się sięgnąć po butelkę, żeby móc na chwilę wyjść, powiedziałabym tak.

Sama się bałam przy pierwszym dziecku i nie podawałam butelki od początku. A potem miałam problem. Teraz wiem, że jak jest odpowiednia butelka, można to spokojnie połączyć. Dziecko doskonale sobie radzi i bez problemu wraca do piersi.

Bo pierś i butelka nie muszą się wykluczać. Czasem to właśnie ta druga sprawia, że mogę odetchnąć, a potem wrócić do przytulania z nową siłą.

Ocena tekstu

Czy ta strona może się przydać komuś z Twoich znajomych? Poleć ją: