Kiedy maluch boi się lekarza

Treść powstała we współpracy z partnerem 
Ostatnie zmiany: 18 sierpnia 2026
Kiedy maluch boi się lekarza

Dziecko, które krzyczy, kopie i ucieka spod stetoskopu, wcale nie powinno niepokoić rodzica najbardziej. Bardziej powinno go zaniepokoić to, które siedzi cicho, daje się zbadać bez słowa i nie reaguje. Bunt, płacz i protest to naturalna, zdrowa reakcja na coś, co maluszka przerasta. Cisza i wycofanie bywają sygnałem czegoś znacznie poważniejszego, bezsilności.

Tę myśl powtórzyła w naszej rozmowie kilka razy Marta Tulińska, psycholożka z ponad dwudziestoletnim doświadczeniem pracy ze Specjalistycznego Zespołu Opieki Zdrowotnej nad Matką i Dzieckiem w Poznaniu. 

Co naprawdę boli małe dziecko

Kiedy myślimy o bólu u dziecka w wieku od zera do pięciu lat, pierwsze, co przychodzi nam do głowy, to ukłucie igły albo borowanie ząbka. Tymczasem dla malucha bólem, dyskomfortem, czymś trudnym do zniesienia może być znacznie więcej. Zimna kozetka. Sterylny gabinet bez kolorów i zabawek. Dotyk zimnego stetoskopu. Pośpiech rodzica, który pospieszał podczas wychodzenia z domu.

W grupie wiekowej zero–pięć lat różnorodność jest ogromna. Inaczej zachowa się niemowlę podczas wizyty bilansowej, inaczej dwulatek w środku kryzysu rozwojowego, a jeszcze inaczej czterolatek, który pamięta poprzedni zastrzyk. Jeżeli dziecko jest dodatkowo chore, ma gorączkę, wymiotuje i źle się czuje fizycznie, samo wspomnienie tego dyskomfortu może wzmagać jego reakcje. 

I jeszcze jedno. Pierwsze wizyty mogą wydawać się spokojne, a opór pojawia się dopiero później. To nie regres. To uczenie się.

Nie kłam, że nie zaboli

Najczęstsza rodzicielska pułapka brzmi: „nie martw się, to nic nie będzie bolało". Mówimy to z dobrego serca, chcąc oszczędzić dziecku stresu. W praktyce uczymy je czegoś przeciwnego, że nie warto nam ufać.

Moja rozmówczyni przypomina prostą zasadę. Mówimy dziecku prawdę. Językiem dostosowanym do jego wieku, ale prawdę. Jedziemy do lekarza. Będzie zastrzyk, będzie ukłucie. Pani dotknie ci brzuszka. Będę cały czas obok.

Lęk, że dziecko zacznie protestować, jest uzasadniony, ale przesunięcie tego protestu w czasie ma swoje plusy. Jeżeli dziecko zareaguje już w domu, mamy szansę zaopiekować się tymi emocjami zawczasu, a nie w pośpiechu, na korytarzu przychodni, pięć minut przed wejściem do gabinetu.

Najpierw emocje, potem informacje

W rozmowie z dzieckiem, które się boi, kolejność jest kluczowa. Najpierw uważnienie emocji. Dopiero potem informacje, przygotowanie i logistyka.

Uważnienie to nie magia. To kilka prostych zdań. „Wiem, że się boisz." „Pamiętam, że poprzednio cię bolało i bardzo płakałaś." „Nie chcesz tam jechać, rozumiem." „Będę z tobą, będziesz mógł siedzieć u mnie na kolanach."

Marta Tulińska uczula, żeby nie wrzucać wszystkich komunikatów naraz. Najpierw chwila na to, żeby emocje wybrzmiały. Przytulenie. Cisza. Dopiero później reszta.

Uważnienia emocji nie da się włączyć na chwilę przed wizytą u pediatry. Ono jest stylem bycia z dzieckiem na co dzień. Wtedy, kiedy maluch płacze przez wodę kapiącą do oczu podczas kąpieli. Kiedy boi się ciemności. Kiedy nie chce poznać nowego smaku. Jeśli traktujemy te codzienne sytuacje z uważnością i empatią, w gabinecie lekarskim mamy znacznie łatwiej.

Nie ma wyregulowanego dziecka bez wyregulowanego rodzica

To zdanie wraca w naszej rozmowie kilka razy. Pierwsze, co rodzic może zrobić dla emocji swojego dziecka, to zadbać o własne.

Brzmi banalnie, ale schodzi do bardzo konkretnych rzeczy. Sen. Jedzenie, w miarę odżywcze. Picie wody. Unikanie używek. Ruch. Świeże powietrze. Sieć wsparcia, ludzie, do których można zadzwonić. Pozwolenie sobie na to, że nie jesteśmy nadludźmi i że poproszenie partnera, mamy albo przyjaciółki o przejęcie dziecka na godzinę nie jest porażką, tylko higieną.

Moja rozmówczyni przestrzega przed jedną pułapką, rzucaniem się od razu w głęboką medytację. To trudna umiejętność, większość osób się szybko zniechęca. Lepiej zacząć od prostszych narzędzi. Oddech pudełkowy z aplikacji na zegarku. Trzy minuty rozciągania wieczorem. Dwie, trzy pozycje z jogi. Świadome poczucie stóp na podłodze, kiedy emocje zaczynają narastać.

Jest tu jednak haczyk. Technika oddechowa, której nie ćwiczymy w spokoju, nie zadziała w stresie. Kiedy napięcie rośnie, mamy widzenie tunelowe i nie sięgniemy po nic, z czego wcześniej nie korzystaliśmy. Dlatego warto ćwiczyć każdego dnia.

Sygnały, że idziesz w stronę wypalenia

Granica między zmęczeniem rodzicielskim a wypaleniem bywa bardzo nieostra. Konkretnych sygnałów, na które warto zwrócić uwagę, jest więcej, niż się większości rodziców wydaje.

Przewlekłe zmęczenie, które nie ustępuje mimo snu. Problemy z zasypianiem albo z ciągłością snu. Wszystko i wszyscy dookoła nas irytują. Otoczenie zwraca uwagę, że jesteśmy bardziej drażliwi. Spadek efektywności w pracy. Konflikty interpersonalne. Czasem nawet stany przypominające dysocjację, chwile, w których nie jesteśmy pewni, czy jesteśmy jeszcze w pracy, czy już w domu.

Marta Tulińska zwraca uwagę na coś, co w polskim kontekście jest niedoceniane. Wiele osób normalizuje objawy depresji. Mówią sobie, że są zmęczone, bo mało śpią, że to przejściowe, że tak ma być, kiedy ma się małe dziecko. A tymczasem objawy się rozwijają, a my dalej ciśniemy.

Czynniki ryzyka? Wcześniejsze problemy emocjonalne i psychiczne. Niezaopiekowana depresja poporodowa. Samodzielne rodzicielstwo. Brak sieci wsparcia. Izolacja. Sięganie po używki jako sposób na regulację emocji.

Tatusiowie też się wypalają, tylko inaczej

Marta Tulińska obserwuje w szpitalu dziecięcym ogromną zmianę. Dziś ojcowie często są na oddziałach jako jedyni opiekunowie. Potrafią od A do Z zaopiekować się malutkim dzieckiem. To była rzecz nie do pomyślenia jeszcze dwadzieścia lat temu.

Niektóre wzorce wciąż jednak mocno trzymają.  Moja rozmówczyni dopowiada to z innej strony. Trudno, żeby rodzic zajął się emocjami swojego dziecka, jeżeli przez całe życie pomijał je u siebie. Stąd pełne dobrych intencji, ale szkodliwe komunikaty. „Uspokój się." „Przestań płakać." „Zobacz, co narobiłeś." One nie padają w złej wierze. One padają, bo nie ma innych narzędzi.

Po diagnozie: sześć tygodni i sześć miesięcy

Kiedy w rodzinie pojawia się poważniejsza diagnoza u dziecka, prędzej czy później pada pytanie, kiedy własne emocje rodzica są jeszcze w normie, a kiedy trzeba szukać pomocy.

Marta Tulińska operuje dwoma punktami orientacyjnymi. Pierwsze sześć tygodni to faza szoku. U wielu rodziców pierwsze sześć tygodni po diagnozie to czas silnego kryzysu emocjonalnego. Mogą zdarzać się bardzo silne emocje, pobudzenie, bezsenność, natrętne pytania w stylu „dlaczego my", „dlaczego nas to spotkało". To jest jeszcze przewidywany przebieg. Pierwsze sześć miesięcy to okres adaptacji. Zdobywanie wiedzy o chorobie, poznawanie zespołu leczącego, organizowanie życia rodziny wokół nowej rzeczywistości. W tym czasie powinniśmy widzieć stopniową stabilizację.

Jeżeli po sześciu tygodniach jedno z rodziców nadal nie śpi, nie je, dręczy się, nie funkcjonuje, to sygnał, że trzeba sięgnąć po profesjonalne wsparcie. Jeżeli po pół roku obraz wygląda podobnie jak na początku, tym bardziej.

Akceptacja jest gdzieś dalej. Nie wymagajmy jej od siebie zbyt szybko. Adaptacja wystarczy.

Trzy rzeczy do zapamiętania

Pierwsza. Płaczące, krzyczące, wyrywające się dziecko mówi nam, że ma siły. Dziecko, które milknie i poddaje się bez słowa, prosi o uwagę znacznie głośniej.

Druga. Prawda. Krótka, dostosowana do wieku dziecka, ale prawda. Każde „nie zaboli", które okazuje się kłamstwem, kosztuje nas trochę zaufania. A zaufanie u czterolatka jest bardzo trudne do odbudowania.

Trzecia. Zanim zaopiekujesz się emocjami dziecka, zaopiekuj się swoimi. To nie egoizm. To jedyna kolejność, w której to działa.

Bardzo dziękuję Marcie Tulińskiej za tę rozmowę.


Artykuł powstał w związku z kampanią „Jeden Krok. Wielkie Możliwości”, która wspiera rodziny dzieci z hemofilią w codziennym mierzeniu się z chorobą, leczeniem i emocjami, jakie temu towarzyszą. Więcej specjalistycznych materiałów dotyczących hemofilii można znaleźć na stronie kampanii: www.krokdlahemofilii.pl/poradniki.

 

Ocena tekstu

Czy ta strona może się przydać komuś z Twoich znajomych? Poleć ją: