Zabawa, która naprawdę ma znaczenie

Treść powstała we współpracy z Bella Baby Happy 
Ostatnie zmiany: 13 kwietnia 2026
Zabawa, która naprawdę ma znaczenie

Nie trzeba szuflady pełnej zabawek ani codziennego spektaklu, żeby być dobrą, kreatywną mamą. Emilka – twórczyni profilu @matka.kreatywna - wie o tym lepiej niż ktokolwiek. Prowadzi Macierzyństwo przez zabawę i od lat pokazuje, że twórcza codzienność z dzieckiem rodzi się nie z perfekcji, ale z uważności.

Najpierw obserwacja

Punkt wyjścia to zawsze dziecko, nie pomysł wyczytany w internecie, nie gotowy zestaw zabawek, nie plan aktywności na cały tydzień. Emilka zaczyna od patrzenia.

„Trzeba po prostu obserwować dziecko i patrzeć, co je interesuje. Dzieci same podadzą scenariusz do zabawy" – mówi.

I właśnie dlatego jej pomysły są tak bliskie codziennemu życiu. Jeśli maluch chce wieszać pranie, dostaje klamerki. Jeśli interesuje się gotowaniem, może mieszać i patrzeć. Jeśli w domu trwa sprzątanie, odkurzacz staje się częścią wspólnej aktywności. Codzienność nie jest przeszkodą w zabawie, wręcz przeciwnie.

„Jeżeli dziecko chciałoby wieszać pranie, to nie odciągać go od tego" – podkreśla Emilka.

Kiedy razem pieką placuszki, nagle pojawiają się serduszka i króliczki. Kiedy pracują w ogrodzie, dzieci skaczą, kopią, zjeżdżają z usypanych kopców. To nie są „zajęcia" wpisane w tabelkę. To po prostu życie, w którym jest miejsce na bycie razem.

Dziecko uczy się, nawet o tym nie wiedząc

Jest w tej zabawie coś, co Emilka ceni szczególnie. Dziecko jest w niej w pełni obecne i zauważone, a jednocześnie nie czuje żadnej presji. Nie wie, że się uczy. Po prostu działa, eksploruje, próbuje.

„Zależy mi na tym, żeby byli zauważeni i że faktycznie oni są członkami rodziny, a nie kimś na samym dole hierarchii. Żeby mieli poczucie, że faktycznie oni tworzą tą całą naszą rodzinę i że oni są ważni, że ich zdanie też się liczy" – mówi wprost.

Ta pozorna lekkość jest właśnie celem. Gdy maluch samodzielnie wyciąga zabawkę z pajęczyny ze sznurka, rozwiązuje problem. Gdy miesza ciasto, ćwiczy koordynację. Gdy wybiera, którą klamerką przypiąć skarpetę, podejmuje decyzję. Nauka jest wszędzie, tylko ukryta pod warstwą dobrej zabawy.

A przy tym cała ta aktywność stopniowo buduje coś bardzo ważnego: samodzielność.

„To jest coś, na czym mi zależy. Uczyłam go, jak miał 20 miesięcy, zakładać kurtkę. Żeby byli jak najbardziej samodzielni, żeby jak najszybciej zaczęli się ubierać i czerpali z tego radość, żeby to nie było, że to obowiązek, tylko żeby to było coś normalnego" – tłumaczy.

To nie znaczy, że rodzic znika. Znaczy, że jest obok, uważny, gotowy pomóc, ale niewyręczający. I właśnie ta różnica ma ogromne znaczenie dla dziecięcej pewności siebie.

Karton, sznurek i kilkanaście minut skupienia

Inspiracje Emilki pochodzą z różnych źródeł, czasem z Instagrama, czasem z Pinteresta, a najczęściej wprost z obserwacji własnych dzieci. Gdy coś przyciągnie jej uwagę, od razu siada do Canvy, projektuje, drukuje, laminuje, wycina.

„Często tak mam, że właśnie coś wypatrzę i potem siadam, projektuję, drukuję, eliminuję, bo to też są fajne rzeczy. Ktoś coś wymyśli, ja wpadnę i potem to odwzorowuję" – opowiada.

Efekty są zaskakująco proste. Jedno z ulubionych rozwiązań dla najmłodszych to zwykłe pudełko, kartonowe albo plastikowe, owinięte sznurkiem tworzącym coś w rodzaju pajęczyny. Do środka wrzucone zabawki, a maluch wyciąga je przez „kratki". Przy 10. miesiącu potrafiło to zająć dziecko na kwadrans. Dla starszych dzieci ta sama zabawa zyskuje nowy poziom trudności.

„Teraz to można dostosowywać do starszego dziecka i dać szczypce, żeby wyciągało szczypcami" – mówi Emilka.

Innym razem był kartonowy liczydło, pasek z muchami po jednej stronie, po drugiej zasuwka z kartonu do dodawania. Albo zalaminowana żabka z dziurką w buzi, przez którą nawleka się muszki na drucik kreatywny.

„To ostatnio była fajna zabawa" – przyznaje z uśmiechem.

Był też zestaw śrubek i kartonowych kształtów inspirowany przypadkowo widzianym postem.

„Zobaczyłam to na Instagramie i mówię: nie, no, też muszę coś takiego mieć. Na pewno da się to wydrukować. Więc pierwsze co zrobiłam, weszłam na stronę z projektami i po godzinie już miałam pełno śrubek i to ich bardzo wkręciło" – śmieje się Emilka.

Świetnie sprawdziła się sensoryczna ścieżka z mat piankowych i domowych materiałów.

„Z maty piankowej, takich puzzli, zrobiłam ścieżkę sensoryczną do dotykania, gdzie poprzyklejałam jakieś kredki, szmatkę od mopa, nakrętki, żeby to była właśnie taka sensoryka. Albo do chodzenia, albo do dotykania" – opisuje.

I właśnie ta prostota jest tu kluczem. Bo najpiękniejsze jest to, że dzieci szybko zaczynają tworzyć po swojemu. Starszy syn nie czeka już na propozycję mamy.

„Często jest tak, że mamo, chodź, zrobimy coś kreatywnego. Przychodzi z nożyczkami, klejem na gorąco, kartonem i mówi, żeby coś zrobić kreatywnego" – opowiada Emilka z wyraźną satysfakcją.

A zdarzają się też chwile, które wzruszają ją najbardziej.

„Są takie sytuacje, gdzie ten starszy sam przygotowuje jakieś zabawy, coś wycina z papieru, daje klej i mówi: Ja przygotowałam zabawkę."

To sygnał, że twórczość nie jest czymś sztucznie dokładanym do dzieciństwa. Ona rodzi się naturalnie tam, gdzie jest przestrzeń, uważność i zgoda na samodzielność.

Bez udawania idealnej codzienności

Profil matka.kreatywna powstał z potrzeby dzielenia się tym, co naprawdę działa i pokazywania innym mamom, że nie muszą robić wszystkiego perfekcyjnie.

„Ja też tak robię. To nie jest takie fajne, bo ja nie robię tego jakoś super równo. U mnie gdzieś tu krzywo wycięte, krzywo przyklejone. I ja się tym nie przejmuję, bo dziecko i tak się cieszy" – śmieje się Emilka.

I właśnie ten ton sprawia, że jej profil jest tak bliski innym mamom. Nie ma tu idealnych ujęć ani udawanej sielanki.

„Często mam takie wiadomości, że dziękują za ten profil i że faktycznie mam poczucie, że to, co robię, jest ważne. A kiedy piszę, że jest mi ciężko, dostaję jeszcze więcej wiadomości, że u nich też jest ciężko" – opowiada.

Kobiety zostają z nią, bo widzą nie perfekcyjną matkę kreatywną, ale kogoś, kto naprawdę żyje tym, co pokazuje.

„Nie byłabym sobą, gdybym wszystko pokazywała idealnie, perfekcyjnie. Czułabym, że zaginam rzeczywistość" – mówi wprost.

Wygoda, która daje wolność

W tej filozofii twórczego macierzyństwa jest jeszcze jeden, często pomijany element: komfort dziecka. Emilka podkreśla, że na co dzień liczy się przede wszystkim swoboda, miękkie ubrania, brak rzeczy, które przeszkadzają w eksplorowaniu świata.

„Na co dzień ważniejsze jest dla mnie komfort. Bo to nie chodzi o to, żeby oni nie wiadomo jak wyglądali" – mówi.

I dokładnie w ten sposób wpisuje się w jej codzienność Bella Baby Happy. Gdy pieluszka jest wygodna, dobrze dopasowana i nie ogranicza ruchu, dziecko może się wspinać, siadać, turlać, bawić i odkrywać bez dyskomfortu. Rodzic ma spokój. A zabawa może trwać.

Bo Emilka wie, że ten czas jest bezcenny i niepowtarzalny.

„Czerpię z tego czasu, który jeszcze z nimi mam, że jestem jeszcze dla nich najważniejsza i że mogę z nimi być po prostu" – mówi cicho.

Bo zabawa, która naprawdę ma znaczenie, nie musi być widowiskowa. Czasem wygląda jak karton, sznurek i mama, która zamiast mówić „nie ruszaj", mówi: „spróbuj".

Bella w akcji, czyli zabawa bez granic

Bella Baby Happy towarzyszy Emilce nie tylko w codziennych aktywnościach w domu, ale też w tych bardziej nieoczekiwanych momentach. Jedną z ulubionych zabaw jest poszukiwanie figurek morskich zwierząt ukrytych pod pianą, świetna zarówno do wieczornej kąpieli, jak i na tarasie czy balkonie w ciepłe dni. Maluch szuka, wyciąga, odkrywa, a przy okazji ćwiczy koncentrację i motorykę małą.

Emilka ma też swój sprawdzony patent na długie trasy samochodem. Zamiast dedykowanych pędzelków do wodnych kolorowanek, używa mokrych chusteczek. Bezpiecznych, zawsze pod ręką i działających dokładnie tak samo. Dla mamy jadącej z maluchem w podróży, to różnica, która naprawdę ma znaczenie.

A gdy pieluszka jest wygodna i dobrze dopasowana, dziecko może się bawić bez przerwy, czy to w wannie, na balkonie, czy na tylnym siedzeniu samochodu. Rodzic ma spokój, a przygoda trwa dalej.

Ocena tekstu

Czy ta strona może się przydać komuś z Twoich znajomych? Poleć ją: