reklama
Niepłodność na tle psychicznym

Niepłodność na tle psychicznym

Ola - Mam 29 lat, od dwóch lat staramy się z mężem o dziecko. Mam dobry termometr z dokładnością do dwóch miejsc po przecinku. Dobrze wiem, kiedy „celować”, bo mam testy owulacyjne.

Anna - Próbujemy już 3 rok, badania mamy dobre, zarówno ja jak i mój M. Lekarze każą odpuścić psychicznie, a to nie jest łatwe. Próbowałam już wszystkiego, była luteina, krople ziołowe polecone przez koleżankę i zwiększona dawka kwasu foliowego. Jestem gotowa, a tu ciągle nic.

Marta - Dzisiaj ten dzień. Trzymajcie kciuki! Testuję już za 10 dni, chyba oszaleję!

Staraczki znają się na ginekologii jak mało kto. Doskonale obliczają fazy cyklu, po wykresie temperatury wiedzą, kiedy są dni płodne, a kiedy być może doszło do zapłodnienia. Na kilka dni przed miesiączką nerwowo obserwują swoją temperaturę, a razem z nimi wszystkie koleżanki z grona staraczek. Trzymają kciuki, by temperatura nie spadła. Potem już tylko test – najlepiej ten czuły, który pokaże minimalny poziom hormonu ludzkiego, następnie dla potwierdzenia test z krwi i plany jak powiedzieć o tym partnerowi. A jak się nie uda? Cykl na straty, kilka dni smutku i kolejny miesiąc starania. Ktoś, kto nigdy nie miał problemów z zajściem w ciążę ich nie zrozumie, ale one same przyznają, że czasem bardzo łatwo się pogubić i podporządkować staraniom cały swój świat.

Wiele historii kobiet pokazuje jednak, że mimo usilnych starań i dobrych wyników badań, nie zachodzą w ciążę „na zawołanie”. Oczywiście temat niepłodności jest tematem odrębnym, godnym osobnych artykułów. Tu jednak chcę skupić się na problemach z zajściem w ciążę, które wiążą się z tzw. niepłodnością o podłożu psychicznym. Problem ten jest o tyle istotny, że dotyczy nie tylko samej kobiety, ale również mężczyzny. Trudno jest cieszyć się bliskością, trudno ją umacniać, kiedy w głowie jest tylko i wyłącznie myśl o poczęciu dziecka. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że sytuacja ta rodzi niebezpieczeństwo dla związku, bo przecież nikt nie chce czuć się pomijany, a jednocześnie nikt nie chce przysparzać dodatkowego cierpienia.

Śledząc historie kobiet z naszego otoczenia, możemy zauważyć, że wiele z nich zaszło w ciążę, kiedy odłożyły „starania” na bok. Nie skupiały się więc tylko i wyłącznie na poczęciu dziecka, część z nich przyznaje nawet, że po prostu chciały cieszyć się bliskością, miały na głowie inne sprawy, a po jakimś czasie okazało się, że spodziewają się dziecka. Odpuścić? Łatwo powiedzieć… Warto jednak zatrzymać się na chwilę i spróbować odpowiedzieć sobie na pytanie, skąd w zasadzie u nas taka blokada psychiczna, która może utrudniać zajście w ciążę? 

  • czasami chcemy za bardzo, bo „już czas” – bo zegar tyka, rodzina naciska, wszyscy przyjaciele już mają dzieci. Ciąża nie przychodzi jednak na zawołanie, a już na pewno nie przez presję z zewnątrz,
  • zdarza się też tak, że choć staramy się o dziecko, to jednak gdzieś głęboko, coś nam te starania blokuje – bo w sumie w pracy nam dobrze, przydałoby się większe mieszkanie, z mężem ostatnio się mijamy…z jednej strony pragniemy dziecka, ale z drugiej nie jesteśmy zupełnie otwarci na jego przybycie,
  • czasami cień rzuca też lęk, np. wynikający z wcześniejszych niepowodzeń („to już nasz 15 cykl, nigdy się nam nie uda”) albo strat dziecka („boję się kolejnej ciąży, choć tak bardzo chciałabym mieć dziecko”), lęk dotyczy również obaw przed chorobą albo niepełnosprawnością dziecka,
  • nie bez znaczenia pozostaje także jakość naszego związku, poczucie bezpieczeństwa i akceptacji ze strony partnera, ale również partnerki (nie możemy bowiem zapominać, że problem ten dotyczy również mężczyzn, którzy choć niechętnie o tym mówią, doświadczają silnego napięcia – z jednej strony przeżywając cierpienie partnerki, z drugiej – swoje własne np. wynikające z poczucia niespełnienia).

Podjęcie próby znalezienia przyczyny owej blokady, to często pierwszy krok do jej pokonania. Być może zdarzy się też tak, że nie poradzimy sobie z nią sami i potrzebne będzie nam wsparcie ze strony partnera, przyjaciół, specjalisty albo osób, które mają podobne doświadczenia.

Warto jednak pamiętać, że czas starania się o dziecko jest często czasem walki, z której możemy wyjść zwycięsko, aczkolwiek niekoniecznie. Nie pozwólmy więc by wyniszczyła ona nasz związek, organizmy i samopoczucie. Jeśli to możliwe, zapomnijmy czasem o termometrze, cudownych „wspomagaczach” poleconych przez koleżanki z forum czy też „pozycjach – pewniakach”. Staranie się o dziecko nie może być wyścigiem, a my zawsze czujnymi zawodnikami.

Anita Janeczek-Romanowska
psycholog

reklama