reklama
Czeka cię cesarskie cięcie? Nie bój się!

Czeka cię cesarskie cięcie? Nie bój się!

Istnieje mnóstwo negatywnych artykułów dotyczących cesarskiego cięcia, a przecież wśród nas są mamy, dla których operacja niekoniecznie jest wyborem. Uważam, że powinien powstać tekst, który pokaże, że cesarskie cięcie nie jest  końcem świata. Sama wiem coś na ten temat.

Jestem mamą dwójki dzieci. Jedno urodziłam za pomocą cesarki, drugie przyszło na świat naturalnie. Oba doświadczenia miały plusy i minusy, ale przysięgam, że cesarskie cięcie nie pozostawiło po sobie traumy.

1. Bezpieczeństwo
Jeśli miałabym mieć cesarskie cięcie kilkadziesiąt lat temu to rzeczywiście ogarnęłoby mnie przerażenie. Szczęśliwie rozwój współczesnej medycyny gwarantuje rodzącej maksymalne bezpieczeństwo.

Więcej,  badania opublikowane w "Acta Obstetricia et Gynecologica Scandinavica" wskazały, że  dla dzieci ułożonych pośladkowo cesarskie cięcie jest 10-krotnie bezpieczniejsze od porodu naturalnego. Inne wyniki wskazują, że kobiety rodzące naturalnie są bardziej narażone na problemy z jelitami lub nietrzymania moczu.

Mam nadzieję, że te informacje nie sprawiają, że wszystkie biegniecie z prośbą o cesarskie cięcie. To nadal jest operacja i jeśli nie ma wskazań warto ją sobie odpuścić.

 2. Czas
Akurat w moim przypadku było wskazanie do cesarskiego cięcia, ale i tak wspólnie z lekarzami zdecydowaliśmy, że spróbuję urodzić naturalnie.

Niestety po 5 h. sytuacja przybrała dosyć dramatyczny obrót, więc cesarka okazała się koniecznością. Sama operacja przebiegała sprawnie i szybko oraz zakończyła się 100% sukcesem. Dziecko zdrowe, ja również.

Myślę, że jeśli od początku zabieg byłby zaplanowany może przeżyłabym mniejszy stres, ale tego nie wiem. Ważne, że w sumie cała akcja przebiegła szybko i bezboleśnie ( miałam znieczulenie zewnątrzoponowe) i szybko spotkałam się z moim synkiem.

3. Fizjologia
Skłamałabym mówiąc, że po porodzie wstałam i biegałam, jak chyża łania. Kichanie też nie należało do przyjemnych, a pierwsze wizyty w toalecie były dosyć stresujące. To co mnie niezmiernie ucieszyło, to, że nie doświadczałam poporodowego nietrzymania moczu.  I słowo daję to duży powód do radości, bo kilka lat później (po porodzie naturalnym) przez ponad 2 miesiące mój pęcherz dochodził do normy - koszmar. 

4. Wygląd tam…
Nie wiem, czy trafiłam podczas operacji na prawdziwych artystów, ale właściwie blizna, która mi została po cesarskim cięciu jest praktycznie niewidoczna. Niestety, po porodzie naturalnym “tam” wyglądam, jak Edward Nożycoręki. Szczerze? Wolę ten wąski, biały paseczek na podbrzuszu.

5. Bycie mamą
Po pierwszym porodzie położna chciała mnie pocieszyć i powiedziała, żebym się nie martwiła cesarką, bo bez względu na rodzaj porodu przecież i tak jestem mamą.
Nie wiem skąd wziął się kult i jakieś dziwne przekonanie, że jedynie doświadczenie naturalnego porodu ma mnie uczynić prawdziwą matką. Zarówno, kiedy pojawił się mój synek, jak i moja  córeczka od początku wiedziałam, ze jestem mamą, dla nich najprawdziwszą i jedyną. I to ich przybycie było cudem i najwspanialszym wydarzeniem, a droga jaką przyszli była jedynie sposobem, w który postanowili pojawić się w moim życiu.  

Jeżeli usłyszałaś, bądź usłyszysz w trakcie porodu, że ze względów medycznych powinno się odbyć cesarskie cięcie, pogódź się z tym, bo to najlepsze, co możesz zrobić dla Was - dla siebie i dziecka. Powodzenia i jeśli uważasz, że warto poleć go innym mamom:)

Ania Ś.

reklama